Rozdział II.
SEO HEECHEON: Zdaje się, że była północ, gdy otworzyłem oczy i rozejrzałem się wokoło. Dochodziło pięć po, gdy ubierałem kapcie. Siedem minut po północy wyszedłem z pokoju zamykając za sobą drzwi. Korytarze były ciemne, pozbawione żywej duszy. Nic w tym dziwnego o tej godzinie. Wszyscy albo spali, albo balowali w klubach i dyskotekach. Nie dziwiło mnie to. Mało co mnie dziwi. Objąłem się ramionami, bo było mi nieco chłodno. Mogłem ubrać coś więcej, bluzę, lub szlafrok, ale zamiast tego wyszedłem z pokoju ubrany w to, w czym spałem, a mianowicie w czarną, przylegającą do ciała koszulkę typu bokserka i krótkie granatowe spodenki z cienkiego acz przyjemnego materiału, które ledwo zakrywały połowę moich ud. Bardzo to pasowało do fioletowych kapci, które wyglądały jakby były wykonane z jakiegoś puszku, czy innych dziwactw, jakie ostatnimi czasy są modne wśród dziewcząt. Ja miałem te konkretne pantofle tylko dlatego, że były pierwszymi jakie znalazłem w szafie, a pakowałem się na ostatnią chwilę.
W końcu udało mi się dotrzeć do kuchni. Nie zapalałem głównego światła. Wolałem mrok. Moje oczy zadziwiająco dobrze widziały w mroku i półmroku, jakim była dla mnie przestrzeń oświetlana jedynie delikatnie światłem księżyca wpadającym przez okno. Na zewnątrz wciąż wiał wiatr. Szalał tak od późnego wieczora.
Wolnym rokiem zbliżyłem się do lodówki. Kuchnia w akademiku nie jest nigdy wybitnie zasobnym miejscem. Ale mówimy o akademiku dla dzieci z dobrych rodzin. Dla ludzi bogatych. Tu jest nawet personel sprzątający… nie mówiąc o ludziach, którzy uzupełniają zapasy w lodówce i nie tylko. Przecież o ludzi z naszym statusem trzeba dbać, prawda? Nie rozumiałem tego dlaczego właściwie status społeczny aż tak wpływał na zachowanie ludzi wokół. Z socjologii nigdy nie byłem asem. Nie zmienia to jednak faktu, że w psychice zakorzenione są różne modele zachowań. Dotarłem więc w końcu do tej lodówki. Otworzyłem drzwi i zajrzałem do środka. Nie byłem głodny. Ale skoro już tu się przytargałem, warto chociaż zobaczyć czym kuchnia bogata. Po chwili zastanowienie wyciągnąłem z lodówki kartonik mleka, który akurat był otwarty. Powąchałem zawartość, a gdy stwierdziłem że nie jest przeterminowane, położyłem je na szafce tuż obok lodówki i po omacku znalazłem szklankę w zlewie. Opłukałem ją w zimnej wodzie i uniosłem do góry, by przyjrzeć się jej w świetle płynącym z wnętrza lodówki. Czysta. Jak łza. Nalałem mleka do szklanki i odłożyłem kartonik na miejsce. Zamknąłem lodówkę a w pomieszczeniu znów zapanowała ciemność. Odsunąłem szklankę na bezpieczną odległość od siebie, stanąłem tyłem do szafki i oparłem się dłońmi o jej krawędź by łatwiej było mi się na nią wdrapać. Gdy już usiadłem wygodnie na blacie, wziąłem szklankę do ręki i napiłem się. Piłem bardzo powoli, ledwo maczając usta i smakując mleko. Założyłem dość elegancko nogę na nogę i stopą, która znajdowała się na górze, zacząłem lekko machać, jakby ze znudzenia. Miałem sporo czasu. No i nie spodziewałem się o tej porze niczyjej wizyty.
MIZUSHIMA HARU: Haru właśnie przekręcał się na drugi bok, kiedy to nagle okazało się, że jego łóżko jest zbyt wąskie by mógł to uczynić, przez co zsunął się z niego z impetem uderzając o podłogę. Czując zderzenie z twardym podłożem obudził się jęcząc cicho. To nie była przyjemna pobudka. Z czystego odruchu spojrzał na zegarek, który wskazywał kilka minut po północy. Chłopak westchnął cicho. Powoli usiadł na podłodze drapiąc się przy tym po głowie. Wiedział że, na razie nie ma co liczyć na ponowne udanie się w objęcia Morfeusza. Niestety, jak już się obudzi, to nie ma szans, żeby zasnął z powrotem. Podniósł się z twardego podłoża, po czym kołdrę która spadła razem z nim naciągnął znowu na łóżko. Czysta pościel na brudnej podłodze, normalnie nie do pomyślenia. Po chwili stania na środku pokoju podszedł do drzwi po czym delikatnie je uchylił. Momentalnie owiał go chłód z korytarza. Zamknął więc je, po czym sięgnąwszy po jakże uroczy biały szlafrok z króliczymi uszami przy kapturze i ogonkiem w odpowiednim miejscu ubrał cieplutkie kapcie i wyszedł na korytarz. Nie miał konkretnego planu na to, gdzie zamierzał się udać, przynajmniej kiedy opuszczał swoją "ciepłą jaskinię". Teraz jednak wiedział gdzie skieruje swoje kroki. Następny przystanek - kuchnia. Haru miał nadzieję, że będzie ona pusta, co raczej było bardzo prawdopodobne zważywszy na porę którą mieli. A skoro tak, to nawet spokojnie mógł naciągnąć ten puchaty i uroczy kaptur na głowę. Królicze uszka zwisały luźno po bokach.
Powodem dla którego chłopak zapragnął znaleźć się w kuchni była herbata. Niby nie ma głupszego pomysłu jak picie herbaty w środku nocy (no chyba że liczyć picie kawy, ale przecież i to i to ma działania pobudzające), ale jednak nie mógł sobie odpuścić. Poza tym, było trochę chłodno, więc ciepły napój na pewno dobrze mu zrobi. W sumie mógłby napić się kakao, jednak wiedząc że czasem po czekoladzie i produktach czekoladopodobnych czyli zawierających kakao potrafi mu nieźle odwalić wolał nie ryzykować i pozostać przy starej dobrej herbatce. Ważne żeby ją tylko znalazł, chociaż z tym nie powinno być problemów. Jakby nie patrzeć to szkoła, do której uczęszczają dzieciaki najbardziej wpływowych ludzi, więc hańbą byłoby nie posiadanie herbaty.
Powoli wszedł do ciemnego pomieszczenia, ledwie oświetlonego światłem księżyca wpadającym przez okno. Mimo że jego oczy zdążyły przyzwyczaić się do mroku, kontury przedmiotów i tak były dla niego niewyraźne. Być może to dlatego nie zauważył postaci siedzącej na blacie. Lekko "klapiąc" kapciami podszedł do okapu by po chwili palcami odnaleźć magiczny pstryczek który miał za zadanie uruchomić wbudowaną w urządzenie lampkę. I rzeczywiście to zrobił. Pomieszczenie zalało przyćmione światło, które nie raziło w przyzwyczajone do ciemności oczy tak bardzo, jakby robiło to światło lamp wiszących pod sufitem. Powoli obrócił się by przesunąć się w stronę szafki z naczyniami by wyciągnąć z niej jakiś kubek, jednak w tej chwili właśnie jego oczom ukazał się chłopak siedzący na jednym z kuchennych blatów. Haru momentalnie odskoczył w tył, a serce waliło mu jak szalone. Przerażony wpatrywał się w chłopaka jak zajączek w lisa który zaraz ma go zjeść (z tym zajączkiem to nawet całkiem trafione). Dopiero po chwili uświadomił sobie, że już go widział. Jeszcze kolejna chwila i dotarło do niego, że to ten sam chłopak, którego pytał, czy chce go przerażać. No patrzcie państwo, udało mu się. Haru niemal trząsł się w tej chwili ze strachu. No bo on się tu nikogo zupełnie nie spodziewał, okey?
SEO HEECHEON: Piłem mleko nie wadząc nikomu aż tu nagle ‘nikt’ postanowił się zmaterializować. Byłem ciekawy czy zobaczy kontury mojej postaci. Nic jednak z tego. Mój wzrok wbił się w postać maszerującą poprzez pomieszczenie. Minął z gracją stół stojący na środku, wyminął krzesła, które jak zawsze były odsunięte, bo przecież nikomu nie chce się ich zasuwać, jeszcze chwila i doszedł do kuchenki. Kuchenka znajdowała się po mojej prawej, lodówka po lewej. Właściwie to jakbym chciał, mógłbym wyciągnąć rękę i dotknąć tego dzieciaka. Jakbym oczywiście chciał. Jego strój przykuł mój wzrok nawet w mroku. Gdyby mnie ktoś spytał, powiedziałbym, że okoliczne gryzonie zmutowały i dostały się do akademika. Mimo to jednak nie widziałem szczegółów. Choć po sposobie w jaki się poruszał, po posturze, doszedłem do wniosku, że obserwowałem już go wnikliwie. A więc rozmawialiśmy.
Chłopak zapalił światło i w tej chwili wszystko się wyjaśniło. Chłopaka znałem, rozmawiałem. Imienia oczywiście nie znam, ale nie każdego imię znam. Nie przedstawił się, bo nie musiał. To wola jednostki.
Zapalił światło akurat w momencie jak trzymałem szklankę przy ustach i lekko zwilżyłem usta mlekiem. Przyjrzałem mu się przechylając głowę na bok. Nie wierze… w co ten dzieciak się ubrał? Gdyby nie to, że nie potrafię się uśmiechać, zapewne na moich ustach od samego widoku pojawiłby się uśmiech. Zamiast temu owszem pojawił się, ale nieco szyderczy grymas. Taki styl uśmiechu… cóż. W każdym razie wyglądał… jak duży królik. Tak w skrócie rzecz ujmując. Dość uroczy, wielki królik. Odsunąłem szklankę od ust i przejechałem językiem po górnej wardze pozbywając się białych śladów. Jeśli on był zwierzyną, ja zdecydowanie byłem drapieżnikiem. Może nie lisem. Ale jakimś kotem. Ja zawsze jestem kotem. No i patrzcie, jednak się przestraszył.
- Płochy jesteś… jak na nieustraszoną osobę, Króliczku – odezwałem się cicho, a przez mój niski głos dało się słyszeć lekką nutę chrypki, którą ma się po przebudzeniu.
W moim przypadku zapewne zmieniało to głos na przyjemny i intrygujący. Kiedyś jedna z dziewcząt powiedziała mi nawet, że mój głos można uznać za podniecający. Co kogo kręci, prawda? Przełożyłem szklankę do lewej ręki i odparłem się z tyłu prawą ręką siadając nieco … zbyt powabnie jak na okoliczności, powiedziałbym. Biorąc pod uwagę, że praktycznie spodenki nie zakrywały mi nawet połowy ud, a koszulka była bardzo, wręcz nieprzyzwoicie wycięta, można by powiedzieć, że pomyliłem miejsca pracy. Zabawne. O ironio. Dotknąłem krawędzią szklanki dolnej wargi nie spuszczając oczu z chłopaka.
- Nie możesz spać? – spytałem.
MIZUSHIMA HARU: Patrzył na chłopaka, który również mu się przyglądał. To, co pojawiło się na jego ustach z żadnej strony nie przypominało uśmiechu, malowało się zaś tam niemal szyderstwo. Dziwny człowiek... Chociaż nie, może jednak nie. Uświadomiwszy sobie, że ubrany jest w ten jakże słodziaśny szlafrok, Haru zarumienił się obficie. Na szczęście mimo zapalonego światła i tak było dość ciemno, więc istniało prawdopodobieństwo, że drugi chłopak tego nie zauważy. I błagam, niech tak będzie, błagam.
- Mówiłem ci, że nie jestem nieustraszony. - odpowiedział równie cicho, nieco jeszcze zaspanym głosem. To, że jego umysł już nie śpi, nie znaczy że reszta się temu podporządkuje. Niestety, tak dobrze to nie ma. Ale tego "Króliczka", to sobie ciemnowłosy mógł odpuścić. Prawie że z odruchu Haru sięgnął rękoma do długaśnych, futrzastych uszu. To niemal taki... no ja wiem... Gest obronny? Nazwij go królikiem to będzie bronił tego co u królika najcenniejsze (a jego zdaniem zdecydowanie były to uszy).
Głos chłopaka był.... No cholera, przyjemny, a przez tą chrypkę brzmiał niemalże seksownie. Nie żeby Haru zwracał uwagę na to jak brzmi głos rozmówcy... To się samo na siebie zwraca uwagę, no! On się nie zastanawia, czy czyjś głos jest seksowny czy nie, czy jest kuszący czy odpychający, te myśli pojawiają się same, on nad nimi niestety nie umie panować. Bo gdyby umiał, to chętnie by się ich pozbył.
Gdyby nie to, że dopiero niedawno się obudził, więc nie zwracał uwagi na niektóre rzeczy, gesty i wykonywane czynności, spokojnie by stwierdził, że chłopak próbuje go kusić siadając w tej a nie innej pozycji. Teraz jednak o tym nie myślał. Postanowił się zająć tym, po co tak naprawdę tu przyszedł. Minął chłopaka, i podszedł do czajnika elektrycznego który stał na blacie tuż koło niego, i po upewnieniu się, że ilość wody w nim jest wystarczająca, uruchomił go magicznym pstryczkiem.
- Można tak powiedzieć. - odpowiedział na zadane pytanie, grzebiąc po szafkach w poszukiwaniu jakiegokolwiek kubka. Kiedy w końcu znalazł jeden, taki ładny, jednolity, w kolorze karmelowym, zaczął szperać po innych szafkach w poszukiwaniu herbaty. - A ty? Masz problemy ze snem? - zapytał, po czym przyjrzał się pudełku które trzymał. A to coś ciekawego. Herbata czarna karmelowa. Och, będzie mu pasować do kubka! Poza tym, Haru lubił próbować różnych ciekawych rzeczy, a ta herbata wydawała się być bardzo ciekawa. Wyjął jedną saszetkę i wrzuciwszy ją do kubka, spojrzał na drugiego chłopaka.
- Napijesz się ze mną herbaty? - zapytał. Chciał być dla niego miły, nawet jeśli jeszcze w tej chwili ręce lekko mu się trzęsły po przeżytym szoku. Poza tym to zawsze milej wypić herbatę z kimś, a nie samemu. Kto wie, może ciemnowłosy się skusi? Bo troszkę się przykro zrobi naszemu słodkiemu króliczkowi...
SEO HEECHEON: Nie, ja nikogo nie chciałem kusić. Zachowywałem się po prostu bardzo nieadekwatnie do sytuacji. Z resztą to nic nowego w moim przypadku. Za kogo wy mnie macie? Za tanią dziwkę spod latarni? …wróć. W sumie dużo byście się nie pomylili. Brak mi tylko latarni. W każdym razie nie powiem, widok jaki ukazał się moim oczom był serio wart wybudzenia się z koszmaru. Trochę zabawny, trochę uroczy, trochę niespodziewany. Ale w gruncie rzeczy przyjemny. Oh, spójrzcie, zarumienił się. To ciekawa reakcja wywołana zawstydzeniem, radością, lub złością w swej bezsilnej formie. Dodaje ludziom niezwykłego uroku.
Śledziłem wzrokiem jego ruchy, gdy przeszedł koło mnie i włączył wodę w czajniku elektrycznym. Poruszał się. Był dynamicznym obrazem, a nie statyczną osobą prowadzącą ze mną rozmowę. To naprawdę było dla mnie bardzo dobrą sposobnością na obserwowanie go i utrzymywanie swojego wzroku właśnie na nim, a nie na czymkolwiek innym. Spytał czy ja mam problemy ze snem. Niemal parsknąłem w duchu. Jak ja mógłbym nie mieć problemów ze snem? Mam ich sporo. Do największych należy fakt, że w koszmarach widzę własną matkę, która wyciąga ręce i zaciska je na mojej szyi. To mój problem. Bo nigdy się nie pozbędę tego obrazu sprzed oczu. Westchnąłem nieco teatralnie i spojrzałem w sufit z lekkim roztargnieniem.
- Hmm… Właściwie to tak… - odpowiedziałem spokojnym tonem i znów spojrzałem na chłopaka, który krzątał się po kuchni.
Chłopak szukał czegoś. Nie wyglądał na jednego z tych, co o północy parzą kawę, wiec stawiałem na herbatę. Nie pomyliłem się. Uniosłem szklankę z mlekiem do ust i upiłem mały łyczek. W tej chwili spytał, czy nie chciałbym napić się z nim herbaty. Prawie zakrztusiłem się moim napojem, ale opanowałem sytuacje. No co? Myślicie, że zakrztuszenie się jest poniżej mojej godności? Otóż nie. Uniosłem lekko prawą brew i przechyliłem głowę patrząc na chłopaka.
- Podziękuję za herbatę… - odparłem unosząc szklankę z mlekiem, którego jakoś wcale nie ubywało, by uargumentować swoją decyzję - …ale mogę ci potowarzyszyć- dodałem i znów uniosłem szklankę do ust maczając w płynie wargi.
MIZUSHIMA HARU: Och, czyli ma problemy ze snem. No tak, to by wyjaśniało dlaczego w środku nocy siedzi w kuchni i pije mleko zamiast spać. Dość ciekawy pomysł na zapełnianie bezsennej nocy. I ciekawe, że Haru wpadł na podobny. Tyle że jego zdaniem herbata była lepsza. Mleko było dobre tylko wtedy, kiedy było cieplutkie i z dodatkiem miodu, co oznacza że było dobre kiedy był chory. No i wiadomo, że bez mleka nie byłoby kakałka, więc jednak było mleko potrzebne i względnie dało się z nim żyć. Ach, no tak, jeszcze mrożona kawa w lato. I płatki śniadaniowe... Nie, mleko to jednak bardzo przydatne coś.
Jego propozycja odnośnie wspólnego napicia się herbaty była aż tak szokująca? Kiedy chłopak się zakrztusił, Haru popatrzył na niego z lekkim zdziwieniem. I w sumie gapił się na niego dopuki nie przestał się krztusić. No patrzcie, nawet się nie ruszył żeby pomóc. Nie no, gdyby widział, że coś jest nie tak na pewno by pomógł. Kiedy chłopak wreszcie nabrał normalnego oddechu Mizu palnął to oczywiste pytanie z oczywistą odpowiedzią, które człowiek zadaje już nawet tego nie kontrolując, bo po pewnym czasie wchodzi to w nawyk, a jest tak wręcz głupie, że czasem lepiej ugryźć się w język. Ale gdyby ugryzł się w język, nie napiłby się ciepłej herbaty.
- Żyjesz? Wszystko okey? - wypowiadając te słowa lekko przekrzywił głowę. Tak troszkę się zamrtwił. Ale tylko ciupinkę. W końcu jakby się coś chłopakowi stało, to Haru mógłby mieć problem, a on ich zdecydowanie nie potrzebował. Poza tym, zawsze lepiej się upewnić, nawet jeśli wydaje się, że wszystko jest w porządku. Bo przecież może nie być, prawda?
Jaka szkoda, że jednak odmówił napicia się herbaty. Zawsze smakuje lepiej, gdy pije się ją z kimś innym, ale cóż, tym razem widocznie Haru będzie musiał zadowolić jej zwyczajnym smakiem niewzbogacanym świadomością że inna osoba też go czuje. Odłożył więc pudełko które trzymał w ręku z powrotem do szafki. Potem w jednej z szuflad odszukał posrebrzaną łyżeczkę i ją również włożył do kubka. Nie słodził, bo twierdził, że ten kto słodzi, nie czuje prawdziwego smaku herbaty.
Kiedy chłopak powiedział, że może mu potowarzyszyć, mimowolnie się uśmiechnął. To całkiem miłe. No i nie będzie pił herbaty w samotności. Może znowu będą rozmawiać na jakieś ciekawe tematy, i będzie padać to piękne pytanie "dlaczego?".
W tym momencie zagotowała się woda, co czajnik zasygnalizował poprzez ciche kliknięcie. Haru wziął go więc w dłoń i wypełnił kubek wodą niemal po sam brzeg. Po tym bo prostu go zostawił, a sam usiadł na blacie wysepki kuchennej która stała na przeciwko blatu, na którym siedział drugi chłopak. No tak, bo po co usiąść przy stole na krzesłach jak normalni ludzie. W końcu blaty są wygodniejsze.
SEO HEECHEON: - Tak, jeszcze nie mam w zamiarze żegnać się z tym światem – odpowiedziałem cicho unosząc szklankę do ust.
Nieczęsto doznawałem nawet tej ociupinki troski od osób, które nie należały do mojej rodziny. Dlatego mimo wszystko to pytanie nie było czymś, co słyszę często w swoim życiu. Powiedziałbym nawet, że słyszę je nad wyraz rzadko. Wypiłem łyk mleka i spojrzałem na chłopaka, który zajął się zalewaniem herbaty. Znaczyło to dla mojego skupiania wzroku tyle, że przestanie być dynamicznym obrazem, a stanie się statyczną postacią.
Usiadł na blacie tuż naprzeciw mnie. Mógł wybrać jakiekolwiek inne miejsce w tym pomieszczeniu, ale wybrał to. I tak oświetleni tylko bladym światłem z żarówki, siedzieliśmy patrząc na siebie. uniosłem brew.
- Miewasz koszmary? – spytałem nagle. Mój głos najwyraźniej już zdołał się przebudzić, bo pozbyłem się porannej chrypki i mogłem wydobyć z jego brzmienia pełnię i głębię.
Pytanie może wydać się banalne i niezwiązane z tematem, ale jeśli pamięta się, że rozmawialiśmy, no… bardziej wymieniliśmy się uwagami, ale rozmawialiśmy o tym, czy nie możemy spać, to warto spytać o powód. Moim były koszmary. Nic nowego, co? Położyłem szklankę z mlekiem obok siebie i podparłem się dłońmi o krawędź blatu po obu stronach mojego ciała. Lekko pochyliłem się do przodu, co sprawiło że mięśnie moich ramion się napięły. Nie miałem figury lekkoatlety, ani modela, ale nie byłem totalnym chucherkiem. I chwała za to Bogu, bo nie chce nawet myśleć o tym jak zrąbane życie miałbym w podstawówce. Nie dość, że nienormalny i psychiczny, to jeszcze zdatny do bicia i popychania. Takich doświadczeń nie mam za sobą. Potrafię się komuś postawić. Potrafię się też bić, ale nie lubię przemocy. Nie… nie dlatego, że przemoc zadaje rany. To w niej kocham. Nie lubię tego, co robi ze mną. A rozbudza we mnie wszystkie instynkty, które staram się ukrywać przed światem i wyprzeć ze świadomości.
MIZUSHIMA HARU: - To dobrze. - powiedział po prostu. Bo to było dobrze, że nie zamierzał żegnać się z tym światem. Haru zupełnie nie rozumiał ludzi, którzy chcieli kończyć swoje życie tak wcześnie, i nie rozumiałby nawet jeśli podaliby mu ku temu mocne argumenty. Bo jego zdaniem nie było rzeczy, przez którą trzeba było się rozstawać z życiem. Nawet jeśli ktoś by stwierdził, że przez coś jego życie straciło sens, więc trzeba je zakończyć, chłopak na pewno próbowałby go odwieść od tego pomysłu. W końcu prędzej czy później znajdzie się nowy sens życia, taka kolej rzeczy.
Patrzył na chłopaka prawie z zainteresowaniem. Jako że siedział po tej samej stronie co źródło światła, część jego twarzy była lekko zacieniona. A to był ciekawy widok, bowiem gdy oświetlona jest tylko część jakiejś powierzchni, wydaje się być ona wyraźniejsza, jakby miała ostrzejsze rysy, i to samo tyczyło się ludzkiej twarzy. A twarz chłopaka siedzącego naprzeciwko niego zdawała się być dzięki temu intrygująca. Haru lubił obserwować ludzi. Ich zachowania, mimikę. To było ciekawe zajęcie, z samych obserwacji można się dowiedzieć o człowieku naprawdę sporo. Po ruchach można poznać gdy jest niespokojny, gdy targają człowiekiem najróżniejsze emocje, mimika twarzy również pomaga w określeniu tego.
Nie spodziewał się tego pytania. Niby wcześniej poruszali temat ich problemów ze snem, jednak nie sądził, że przejdą do tego zapewne dość nieprzyjemnego tematu jakim są nocne koszmary. Chyba nie ma ludzi, którzy lubią o tym mówić. W końcu nocne koszmary to zobrazowanie ludzkich lęków tłumionych w sobie, lub wspomnienia nieprzyjemnych wydarzeń z życia człowieka, o których dość trudno zapomnieć z powodu wpływu jaki wywarły na psychikę.
- Owszem, zdarzy się od czasu do czasu. - odpowiedział. Noce w których miał koszmary były tymi najgorszymi. Nie wiedzieć czemu zawsze był to jeden i ten sam koszmar. Nawet nie wiedział skąd to się wzięło. Zawsze zaczynało się normalnie, jakby to miał być zwykły przyjemny sen, a potem nagle pojawiała się scena w której jego ojciec kłócił się z matką, a na końcu Haru zawsze znajdował kobietę z podciętymi żyłami na podłodze w łazience. To zwykle po takich nocach wolał się upewniać, czy u jego rodzicielki jest wszystko w porządku. I zwykle najczęściej było. Mimo to jednak zawsze po przebudzeniu czuł ten sam strach, że może tym razem naprawdę stało się coś złego. Taka trochę mała panikara z tego naszego Króliczka.
Siadając na blacie wygodniej, założył nogę na nogę i jednocześnie opuścił rękawy szlafroka, które podwinął przed zalaniem herbaty by mu nie przeszkadzały. Chwilę też zastanawiał się, czy nie lepiej byłoby zdjąć kaptur, jednak doszedł do wniosku, że jednak jest na to za chłodno. Wolał więc pozostać otulony ciepłym materiałem, który nie tylko chronił go przed chłodnym powietrzem z zewnątrz, ale też zatrzymywał ciepło płynące z jego ciała.
- Jaki jest powód twoich problemów ze snem? - zapytał. Niby mógł postawić na koszmary, skoro to właśnie o nie pytał chłopak, jednak przecież nie tylko to mogło się do tego przyczyniać. W końcu przyczyn mogło być dużo więcej, i mogły być one bardziej złożone niż by się mogło wydawać. Zawsze warto się tego dowiedzieć.
SEO HEECHEON: O dziwo sposób w jaki ten chłopak postrzegał rzeczywistość, wydała mi się niemal identyczny z moim własnym. Co jest naprawdę niespotykane. Naprawdę na palcach jednej ręki mogę zliczyć przypadki ludzi, których tor myślenia przypominałby mój własny. Nie chodzi o moje zaburzenia nawet. Po prostu myślę w sposób dla wielu ludzi abstrakcyjny, bo moje zainteresowania wybiegają poza ramy zwykłego funkcjonowania. Dziwne, lub nie, ten chłopak zdawał się rozumieć fascynacje jaką budzą we mnie ludzie jako wyjątkowe, ciekawe jednostki warte obserwacji i dalszych, szerszych studiów.
Miewa koszmary jak widać. Każdy je ma. To oczywiste.
Powoli rozplotłem nogi i pozwoliłem im swobodnie zwisać nad podłogą. Nie dosięgałem gruntu, to oczywiste. Ale możliwość ruchu stopami, dawała mi satysfakcje z tego położenia. Wyciągnąłem prawą dłoń do przodu, uniosłem ją lekko w górę i przyglądałem się cieniom na mojej dłoni, które tworzyły się, gdy poruszałem palcami.
- Powód, pytasz… - powtórzyłem nieobecnym głosem jak echo – Sztucznie wytworzone wspomnienia, a może ukryte przeżycia… a może lęki… - przez krótką chwilę, może kilkanaście sekund, spojrzałem na chłopaka – Koszmary, Króliczku, bo bezsenność sama w sobie daje większe poczucie bezpieczeństwa niż psychiczny stan stałego zagrożenia - odezwałem się, a kąciki moich ust wygięły się w krzywym, nieco gorzkim uśmiechu.
Moim uśmiechu. W półcieniu w jakim znajdowała się moja twarz, mój karykaturalny uśmiech mógł wydawać się niemal piękny. Bo wszelkie defekty zakrywały tańczące na mojej skórze cienie. To piękne jak mrok potrafi zatuszować defekty i niedoskonałości, prawda?
MIZUSHIMA HARU: Kiedy chłopak wyciągnął przed siebie dłoń i zaczął jej się przyglądać, Haru popatrzył na niego spod zmarszczonych brwi, ale tego nie skomentował. Może go fascynuje budowa ręki albo coś... Nie ważne. Dopóki nie wymachiwał ręką na wszystkie strony i nie stwarzał tym zagrożenia dla życia i zdrowia mógł sobie robić co chciał. Jego sprawa. Poza tym, fakt że światło było przytłumione sprawiał, że nie wyglądało to tak dziwnie, jakby mogło wyglądać. Naprawdę.
Uważnie słuchał, co chłopak miał mu do powiedzenia. Używał wyszukanych, dostojnie brzmiących słów. Słychać było, że poważnie traktuje to, o czym mówi. A to było zdecydowanie na plus. Szczególnie że temat był taki, że warto było wykrzesać z siebie chociaż odrobinę powagi.
Kiedy znowu usłyszał tego "Króliczka", lekko nadął policzki. Tak, to był jego sposób na wyrażanie swojego niezadowolenia. Dobra, miał ten swój uroczy szlafroczek, ale chyba nie trzeba mu było tego wypominać, prawda? Chociaż to było nawet urocze tak szczerze mówiąc. Ale tylko odrobinkę. Na ile pozwalały normy. Bo to, że on go tak nazywa powinno raczej przerażać. To dopiero ich drugie spotkanie, a ten już leci w urocze przezwiska. W sumie to zrozumiałe, skoro nawet nie znają swoich imion, i żadnemu się najwidoczniej nie śpieszyło do wydania swojego imienia temu drugiemu.
Bezsenność daje większe poczucie bezpieczeństwa? Że o czym on do niego teraz mówi? Jak brak snu może dawać poczucie bezpieczeństwa, skoro przez niego człowiek staje się zmęczony, a co za tym idzie bardziej poddenerwowany co przyczynia się do snucia najróżniejszych teorii spiskowych przeciwko własnej osobie? No ale może chłopak rzeczywiście czuję się bezpieczniejszy cierpiąc na bezsenność? Nie Haru to oceniać. Jak kto woli.
Hmmm, ciemnowłosy się uśmiechnął. I w tym półmroku wyglądało to całkiem ładnie, w równaniu do uśmiechów, którymi obdarzył Haru podczas ich spotkania na korytarzu. Może to własnie brak światła sprawiał, że wyglądał tak a nie inaczej? Jeśli tak, to chłopak byłby nawet gotów przy następnym spotkaniu zgasić światło, żeby móc pooglądać taki uśmiech. Co nie znaczy, że w ogóle liczył na jakieś kolejne spotkanie. On się po prostu przygotowywał na ewentualne niespodziewane spotkanie które pewnie i tak się nie odbędzie. Chociaż, widząc ten ich fart do wpadania do siebie, to pewnie jednak to spotkanie nastąpi.
Haru powoli wyciągnął rękę po swój kubek z herbatą, i delikatnie uniósł go nad blat, jednak dokładnie w tym samym momencie ręka lekko mu się zatrzęsła, przez co spora ilość gorącego płynu wylała się na jego dłoń i blat wokoło. Chłopak syknął cicho i odstawiwszy kubek sięgnął po papierowy ręcznik, którym najpierw wytarł rękę, a później starł resztę wylanego napoju. Dlaczego przy tym chłopaku zawsze musi robić z siebie ciotę? Najpierw na korytarzu pokazał swój piękny brak równowagi, a teraz jeszcze to. Ech, zdecydowanie nie ma szczęścia w obecności ciemnowłosego.
SEO HEECHEON: Tak, jego reakcja na moje słowa stanowiła dla mnie odpowiedź. Brak reakcji werbalnej, to bardziej zaawansowany sposób wyrażania myśli. Nie rozumiał mojej opinii. Ale, gdyby tylko na jawie czuł się bezpiecznie, zrozumiałby. Bo tylko zachowując świadomy umysł, nie pogrążam go w stany lękowe. Moje lęki są absurdalne i wiem o tym, ale sen wyciąga je na światło dzienne. Tak już czasem jest. Nie uważacie?
Przeniosłem na niego wzrok niemalże sekundy przed tym, jak wylał herbatę. Teoretycznie na siebie. praktycznie na blat. Zwykła, ludzka reakcja, to zapytanie o stan samopoczucia. Coś, co nie tak dawno temu uczynił chłopak. Zwykłe „Żyjesz?” by wystarczyło, ale ja nie miałem w zwyczaju pytać o coś takiego. Nie pomogłem mu też sprzątać, bo szybko wszystko wytarł, ale za to zrobiłem coś innego, coś zupełnie w moim stylu. Czemu? Bo moje zachowania nie są normalne. Zsunąłem się z kocią gracją z szafki i powoli zbliżyłem się do chłopaka. Bez słowa. Stanąłem blisko niego, bardzo blisko, praktycznie przygważdżając go, a konkretniej jego nogi, do szafki, na której siedział, bo oparłem lewą rękę o blat tuż obok jego uda, a prawą ręką złapałem go za potraktowaną gorącym płynem dłoń. Uniosłem jego rękę bliżej swojej twarzy i przyglądałem się jej przez kilka, może kilkanaście sekund, jakbym widział coś, czego do tej pory nie widziałem.
Uważajcie co chcecie, ale podrażniona, zaczerwieniona skóra była naprawdę piękna. Żałowałem, że nie mogłem wyczuć ciepła jego dłoni, ani stwierdzić jaka w dotyku jest jego skóra. Nie chciałem przeginać, a tak, ja mam pewne granice tego co robię na drugim spotkaniu z człowiekiem, więc nie przyłożyłem jego dłoni do swojej twarzy, by ją poczuć. Nie jestem aż tak szalony. Choć przy następnej okazji jest szansa, że to zrobię. Do trzech razy sztuka, prawda?
Po tych kilku sekundach uniosłem nieco głowę, by na niego spojrzeć. Przechyliłem ją na prawo i uniosłem lekko lewą brew wbijając wzrok w jego oczy. Dość mało to naturalne w opinii innych ludzi, ale dopiero teraz tak naprawdę zacząłem myśleć nad werbalizacją najgłupszego i najprostszego pytania.
- Wszystko w porządku? – spytałem niskim, spokojnym, niemal balsamicznym głosem.
Mogliby mnie wziąć do jakiegoś talk show z serii ‘co kogo kręci, co kogo podnieca’, ale drugi człon musieliby chyba zamienić na ‘odpycha’, bo moje zachowanie jest zawsze takie samo i miałem okazje dostrzec relacje wielu osób na podobną sytuacje. Nie podobało im się to, że nie szanuje ich przestrzeni prywatnej i dotykam ich bez pozwolenia. Choć dla mnie była to zwykła forma komunikacji. Powinniście mnie zobaczyć za przedszkolaka! Nie poznalibyście człowieka. Praktycznie się nie poruszałem, byłem strasznie statyczny, nie patrzyłem na ludzi, ani z nimi nie rozmawiałem. To dopiero przerażający i zarazem niezwykle smutny widok, gdy małe dziecko jest tak pozbawione życia. Mówię wam, teraz jest lepiej. Choć psychiczny jestem w tym samym stopniu.
MIZUSHIMA HARU: Naprawdę, oprócz tego, że dłoń lekko go szczypała, jak to mają w zwyczaju drobniejsze ranki i oparzenia, to żył i miał się dobrze, więc zupełnie nie widział powodu do kolejnego naruszania jego przestrzeni osobistej. Ciemnooki nie musiał się ruszać ze swojego blatu i zmniejszać odległości między nimi.Ale jednak to zrobił. Znowu. A co najgorsze, Haru znowu nie miał jak się odsunąć. No bo patrzcie, nie dość, że siedział na blacie, co oznacza że w tył się nie miał jak przesunąć, jakby przesunął się w bok to by z tego blatu po prostu zleciał, a przód odpada tym bardziej, bo to własnie tam stał drugi chłopak, tym samym pozbawiając go jakiegokolwiek wyjścia z sytuacji. Gdy złapał go za rękę, Haru był tak zszokowany, że nawet zapomniał o próbach wyswobodzenia się z tego uścisku. Po prostu ze zdziwieniem wgapiał się w chłopaka, który zaś patrzył się na jego rękę. To było już naprawdę dziwnę. On serio tak lubił przyglądać się dłoniom? Najpierw patrzył się na swoją, teraz na Haru... Co tu się dzieje? Mimo wszystko, nie komentował tego, chociaż nie wykluczone, że kiedyś z jego ust padnie pytanie dotyczące obserwacji dłoni. Odpowiedź mogła być interesująca i pouczająca, choć równie dobrze mogła być dziwna i w ogóle nie wyjaśniać tego zjawiska/czynności/cokolwiek to było.
Chyba nie muszę mówić, że w tej chwili chłopak patrzył na ciemnowłosego jak na wariata, prawda? W końcu jakby nie patrzeć znowu przeginał z tym zbliżaniem się i w ogóle, a on naprawdę miał jakąś obsesję na punkcie zbyt wielkiego zbliżania się do niego. To w sumie było lekko pokręcone, stałeś za daleko, było źle, za blisko jeszcze gorzej, ale co poradzić, taki człowiek. Chociaż czasem nawet jeśli stałeś już bardzo blisko, to wciąż mogło być za daleko. To już zależało od nastroju i chumorków naszej Kruszynki.
Delikatnie wyswobodził się z uścisku chłopaka, przez którego już kolejny raz się zarumienił. Dziwne, bo zwykle nie zdarzało mu się to tak często. Huh.
- Tak, wszystko w porządku. - powiedział patrząc chłopakowi w oczy. Tak, pochwycił to jego spojrzenie, którym go obdarzył. Miał wrażenie, że jego oczy lekko lśniły w świetle lampy. To był naprawdę ładny widok, ale to jednak nie zmienia faktu że... - Stoisz trochę za blisko. - powiedział i delikatnie przechylił głowę. - Mógłbyś odsunąć się chociaż o krok? - poprosił. Starał się to zrobić jak najmilej się dało, chociaż w duchu miał nadzieję, że ciemnooki nie jest z tych co to się wielce gniewają kiedy im się wytknie, że stoją w zbyt małej odległości i od razu mówią, że może będzie lepiej, jeśli w ogóle nie będą się do siebie zbliżać. Ech, Haru naprawdę nie przepadał za takimi ludźmi. Te nierozumne istotki widziały tylko swoje potrzeby, ale jak ktoś mówił im o swoich które z nimi nie współgrały to już było źle.
Na tyle ile mógł, czyli praktycznie w ogóle, przesunął się w bok, i znowu znajdował się w sytuacji w której miał do wyboru: a) spaść z blatu i zaliczyć bliższe spotkanie z podłogą lub b) samemu zejść z blatu, jednak to oznaczałoby, że na moment musiałby praktycznie całkowicie zmniejszyć odległość między nim a jego towarzyszem. Już sam nie wiedział, co było gorsze. Chyba obie opcje były dość nieciekawe. Czyli pozostawało mu tylko grzecznie czekać, a może zostanie mi to wynagrodzone poprzez odsunięcie się przez starszego.
SEO HEECHEON: Zabrał dłoń. Ale tego się spodziewałem. Nie trzymałem też go zbyt mocno, bo nie taki był mój cel. Z reguły trzymałem przedmioty z za małą siłą. Nie dlatego, że chciałem być delikatny, ale dlatego, że bałem się zniszczenia ich w wyniku zbyt dużego nacisku nieczułych na bodźce dłoni. Cóż… nie można mieć wszystkiego.
Słysząc jego słowa skinąłem lekko głową, rozłożyłem nieznacznie ręce i nie spuszczając z niego wzroku powoli cofałem się tkwiąc w dziwnym, nieco teatralnym ukłonie natrętnego zalotnika z szekspirowskich sztuk. Obróciłem dłonie i złapałem się krawędzi blatu, gdy znalazłem się dostatecznie blisko, po czym znów usiadłem na swoim miejscu. W odległości, jaka prawdopodobnie zadowalała chłopaka. Wziąłem do ręki szklankę z mlekiem i napiłem się. Tym razem jednak nie maczałem jedynie ust w cieszy, a przechyliłem szklankę i niemal za jednym razem wypiłem zawartość naczynia. Odłożyłem szklankę na blat z cichym stuknięciem i otarłem usta nadgarstkiem. Podczas wszystkich wykonywanych czynności, nie spuszczałem wzroku z chłopaka. Interesował mnie. Pozwalało mi to skupić na nim wzrok. Bo jego reakcje mnie ciekawiły. Nazwijcie to chorym hobby, lub obsesją, wszystko mi jedno. Ale wierzę w los, który sprawia, że spotykamy na naszej drodze takich, a nie innych ludzi. Przeznaczenie? Możliwe. Każdemu jest coś przeznaczone.
Zamknąłem oczy na kilka sekund, choć nie do końca wiedziałem w jakim celu. Ciemność. Lubię ciemność, jak już wspomniałem. Lubię ją, bo dobrze widzę w półmroku. Ale gdy nie widzę nic, otoczenie zaczyna mnie ciekawić. I tu, o ironio, nie mogę poznać tego otoczenia. Bo jak ślepiec poznaje świat? Zmysłami, które są sprawne. A który działa najlepiej? Dotyk…
- Lubisz mrok, Króliczku? – spytałem po chwili, odczekałem trochę i otworzyłem oczy, które zamigotały w świetle padającym na moją twarz – Czy może boisz się ciemności? – kąciki moich ust lekko uniosły się do góry w specyficznym rodzaju uśmiechu.
MIZUSHIMA HARU: Haru nie spodziewał się, że chłopak go posłucha, no a tu proszę, taka miła niespodzianka. Mimo wszystko chłopak był lekko zaskoczony. Spodziewał się że będzie musiał poprosić jeszcze przynajmniej dwa razy, bo podczas ich ostatniego spotkania jeden raz niestety nie wystarczył. Ten ukłon, czy co to tam było, którym ciemnowłosy obdarzył Mizu sprawił, że chłopak znowu lekko zmarszczył brwi zastanawiając się po co on to robi. W ogóle to przy Heecheonie on się dość często zastanawiał jaki jest cel niektórych czynności przez niego wykonywanych. Ale przecież każdy miał swoje powody.
Kiedy chłopak z powrotem usiadł na blacie, Haru tak jakby odetchnął. To rzeczywiście była odległość, która go zadowalała. Nie za duża, i jednocześnie nie za mała. W sam raz, żeby dobrze słyszeć rozmówcę (z czym problemu nie było, w końcu był środek nocy i cisza wypełniała przestrzeń wokół), ale jednocześnie żeby samemu być dobrze słyszanym bez konieczności podnoszenia głosu przez kogokolwiek.
Przyglądał się ciemnowłosemu kiedy ten na chwilę zamknął oczy. W półmroku jego twarz była naprawdę urokliwa. Nie żeby w świetle było inaczej, po prostu... A z resztą, co ja będę tłumaczyć, to wszystko przez te cienie i inny kąt oświetlenia i... no wiecie o co chodzi. Bo są takie sytuacje, kiedy coś wydaje się ładniejsze niż zwykle.
- Wolę gdy jest jasno - powiedział. - jednak nie mógłbym stwierdzić że boję się ciemności. Po prostu czuję się bardziej komfortowo mogąc bez przeszkód obserwować otoczenie i gdy żaden szczegół, którego nie dojrzałbym przy braku światła, mi nie umyka. - Tak to chyba dobre wytłumaczenie tego. - Poza tym, mrok skrywa zbyt wiele. - Dodał. Czyli tak jakby przyznał, że ciemność sprawia, iż odczuwa jakąś formę strachu. Nie jest to jednak paniczny lęk, a bardziej stan świadomości, w którym czuje się podatny na wszelkie zaskoczenia, nie ważne jak dziwnie to brzmi. Tak się czuł i koniec.
- Byłbym wdzięczny, gdybyś przestał nazywać mnie Króliczkiem. - powiedział patrząc na chłopaka uważnie. No niestety, skoro chce by chłopak zwracał się do niego inaczej, wypadałoby przedstawić jakąś propozycję odnośnie nowego sposobu zwracania się do niego, który będzie zadowalający. - Jestem Haru. - Tak, postanowił wyjawić mu swoje imię, to zdecydowanie lepsze rozwiązanie do ciągłego bycia nazywanym Króliczkiem. Dzisiaj Haru strasznie narzekał, ja wiem. Za blisko, nie tak, nie śmak... Ciekawe, że chłopak jeszcze nie miał tego dość. A nawet jeśli miał, to nie było tego po nim widać. Szkoda, że nasz Króliczek tak nie potrafił. Znaczy potrafił, ale coś mu dzisiaj nie wychodziło. Czyżby to była wina późnej pory? Ponoć ludzie w nocy są bardziej zrzędliwi niż za dnia. Haru nawet nie wiedział, która godzina. Na pewno po północy, ale ile? Ile już tu siedział zajęty tą wymianą pytań i odpowiedzi? Tego się pewnie dowie, kiedy już wróci do pokoju.
Sięgnął po swój kubek, który dalej był pełny do ponad połowy. Nie stracił tak dużo herbaty jakby się mogło wydawać, na szczęście. Powoli upił łyk napoju. Hm, dobra. Niecodzienny smak, ale zła nie była.
SEO HEECHEON: - Ciekawe… - powiedziałem bardziej do siebie niż do niego i uniosłem głowę patrząc na lampę wiszącą na suficie – Ale czy czasem to nie właśnie szczegóły sprawiają, że nie chcemy na coś patrzeć? – spytałem zastanawiając się w jaki sposób doszło do pęknięcia na kloszu lampy, które dostrzegłem przez fakt, że rzuca nieco ciemniejszy cień.
Przeniosłem oczy na chłopaka, gdy ten nagle oburzył się przez fakt bycia nazywanym przeze mnie tak, a nie inaczej. Nie znałem jego imienia do tej pory, jak więc miałem się do niego zwracać? A i Królik do niego pasował. Tokki. Usagi. Jakkolwiek byśmy tego nie użyli. I to nie dlatego, że ma na sobie ten osobliwy strój. Nie. Dlatego, że wydaje się za czymś gonić w swoim życiu, a ponadto… mam wrażenie jakbym to ja za nim gonił. Myślicie, że coś w tym może być?
Rozłożyłem ręce i pochyliłem się do przodu w dworskim ukłonie, który wyglądał na nieco zbyt przesadzony i nieco zbyt nie na miejscu, bo zamiast stać, siedziałem na blacie.
- Heecheon, do usług – odparłem i uniosłem głowę, by na niego spojrzeć, a następnie się wyprostowałem i podparłem się dłońmi o blat za moimi plecami by usiąść wygodniej - …daleko od miasta narodzin zawitałeś, Haru – stwierdziłem fakt.
Chłopak był Japończykiem. To widać. Ma charakterystyczne rysy, które ja także przejąłem po matce. To słychać. Ma lekki akcent, nieco inaczej wymawia niektóre dźwięki, a sposób jego wypowiedzi posiada odpowiednią intonacje. To czuć. W jego zachowaniu. Czuje się ten … japoński dystans. Oczywiście nie sądzę, że to jedynie sprawa kultury w której wyrósł. To zależy od człowieka. Choć Koreańczycy raczej są bardziej afektywny, łatwiej wyrażają emocje, są mniej zdystansowani. Więcej moich czynów zdaje się być dla nich do przyjęcia.
Założyłem nogę na nogę i prawą rękę przeniosłem na swoje prawe biodro, by następnie przesunąć nią po nodze. Ci ciekawe, nie wiem czy o tym wiecie, ale moja skóra jest wybitnie gładka. Nie, nie z natury. Pozbywam się zbędnego owłosienia na nogach od dobrych kilku lat. Dlaczego spytacie? Bo kiedyś, dawno temu, w napadach szału potrafiłem wyrywać włoski ze swojego ciała. Zwłaszcza z nóg, rąk i brwi. Zalecenie psychiatry. Środki ostrożności zapewniające mi względne bezpieczeństwo. Już z tego wyrosłem. To był tylko tak etap. Ale … przyzwyczaiłem się do gładkiej skóry. Przesunąłem więc moją dłonią po nodze i zatrzymałem ją na kolanie. Skąd czułem że była gładka? Bo skóra nóg czuje skórę dłoni. Proste. Trzeba sobie radzić, gdy ma się zaburzenia nerwowe, prawda?
MIZUSHIMA HARU: Chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią dla chłopaka. W końcu jednak znalazł jakoś rozwiązanie na to, by udzielić odpowiedzi, mimo że sam nie był jej do końca pewny.
- Możliwe, że masz rację, ale czy nie lepiej od razu dostrzec wady przedmiotu, zamiast mieć o nim zdanie poprzez wyidealizowany obraz zarejestrowany przez nasze oczy, a potem doznać rozczarowania? - odpowiedział pytaniem. Był ciekaw, czy chłopak zechce mu przedstawić swoje zdanie na ten temat.
Przyglądał się ciemnowłosemu, kiedy ten wykonywał tą dość dziwna wersję ukłonu. Heecheon... Ładnie. Znaczy, imię jak imię, ale pasowało do chłopaka. Wydaje się, że imię zawsze pasuje do właściciela, jednakże tak nie jest. Weźmy na przykład taką Marysię. Kojarzy się ona zwykle z sierotką, przez tą historyjkę dla dzieci, a co za tym idzie, przykładową Marysię wyobrażamy sobie jako dziewczynkę o drobnej budowie, delikatną. To teraz sobie wyobraźcie sobie potężnie zbudowaną kobietę której nie można nazwać szczupłą, a której imię brzmi Marysia. Haru osobiście nie używałby tej wersji tego imienia zwracając się do owej kobiety, prędzej nazywałby ją Marią. Po prostu czasem coś nie pasuje, i nie warto tego na siłę próbować wciskać.
Teraz to on założył nogę na nogę, splatając palce rąk tuż pod kolanem. Pochylił się lekko w stronę chłopaka i uważnie słuchał tego, co mówi. Udało się, cel został osiągnięty! Wreszcie nie został nazwany Króliczkiem. Aż jego kąciki ust lekko powędrowały do góry. Jego imię wypowiadane przez Heecheona zabrzmiało tak.. fajnie. To było niesamowite, że Haru sam tak stwierdził. Kiedyś straszliwie nie lubił swojego imienia. Szczególnie że w klasie miał koleżankę o takim samym imieniu... Ale z czasem się do niego przekonał. Teraz nawet umiał je docenić. Bo czasem brzmiało tak uroczo, tak bardzo bardzo.
- Rzeczywiście daleko, ale w sumie mogło być dalej. - powiedział. Równie dobrze mógł zamieszkać z mamą na przykład w Europie, albo w Australii.... Albo w jakimś innym równie oddalonym miejscu, a tak to przynajmniej nie opuścił Azji, a odległość wynosiła tylko około dziewięćset pięćdziesiąt kilometrów w linii prostej. Chociaż to i tak daleko. - Jakby nie patrzeć, jedyne co oddziela mnie od Japonii to wielka woda. - Nie wiedzieć czemu wolał nazywać morza i oceany wielką wodą niż tymi ich "zwykłymi" nazwami. Morze to morze, ocean to ocean, a wielka woda to coś wielkiego, tak?
Czy on naprawdę musiał to robić? Im bardziej Haru był przytomny, tym bardziej zwracał uwagę na gesty Heecheona. I nawet jeśli nie miały one na celu prowokować chłopaka, to w jakiś sposób to robiły. Jeśli trudno wam to zrozumieć, przedstawię wam to za pomocą pewnego przykładu.
Wyobraźcie sobie, że siedzicie w barze, jest dobrze po północy, a wy jesteście po jednym lub dwóch drinkach. Oczywiście nastawiamy się na to, że każdy z was jest mężczyzną. No więc obok was siada śliczna blondynka o zgrabnych nogach w bardzo krótkiej, obcisłej sukience. Wasz umysł pod lekkim wpływem procentów (co w naszym przypadku jest po prostu stanem niedobudzenia) zaczyna intensywnie myśleć o owej blondynce, bowiem ta rozpoczyna z wami rozmowę. Przy okazji zakłada nogę na nogę i przypadkiem przejeżdża po jednej z nich ręką. Nie jest to umyślne, robi to z odruchu, tak samo jak to, że delikatnie pochyla się w waszą stronę, przez co zaczynacie zwracać uwagę na dekolt delikatnie eksponujący jej biust. I wtedy wasz podchmielony umysł zaczyna wytwarzać obrazy, że to wasza ręka wędruje po ciele panienki.
I mniej więcej tak się czuł Haru, tylko że jego myśli jeszcze nie zapędzały się tak daleko. No właśnie, jeszcze, i chciał, żeby tak pozostało. Lekko przygryzł dolną wargę i powoli odwrócił wzrok. Powoli, ale nie zbyt wolno. Nie chciał wzbudzać podejrzeń. Chociaż widząc jak spostrzegawczy jest chłopak, pewnie i to dostrzeże. Nie ważne. On nic nie wie na ten temat~ I nie, naprawdę on nie widział swoich dłoni sunących po ciele Heecheona. No błagam was, co wy mi z niego chcecie zrobić? On tylko.... zaczynał dostrzegać że chłopak jest całkiem pociągający. Tak, właśnie tak. Pociągający. Nic więcej.
SEO HEECHEON: Uśmiechnąłem się na swój sposób słysząc jego słowa. Możliwe, że czasem lepiej znać każdy szczegół od razu, ale… co w tym za przyjemność? No i, czy gdy odkryjemy już wady czegoś, co idealizowaliśmy, to czy odrzucamy to zupełnie? Jak w tym filmie, gdzie detektyw zakochuje się czystą miłością w kobiecie, która potem okazuje się być mężczyzną. Odkrył defekt, wadę, ale wciąż ją kochał.
- Jaka jest przyjemność z odkrywania i poznawania, a także z weryfikowania naszej opinii, jeśli od początku coś jest nam znane? – odpowiedziałem na jego słowa i uniosłem brew nie patrząc na niego, a na skórę na moim udzie – Ideały nie istnieją i prędzej czy później zostają obalone. Po co więc znać coś od samego początku? – skończyłem swoją wypowiedź kolejnym z serii pytaniem.
Mówiąc do Haru przesuwałem palcami po mojej skórze, jakbym nie miał nic lepszego, ani ciekawszego do roboty. Gdy tylko zamilkłem, uniosłem jednak głowę i spojrzałem na chłopaka lekko przekrzywiając ją na prawą stronę. Jak zaciekawiony kot. Dostrzegłem też sposób w jaki się odwraca. Charakterystyczny. Bardzo wymowny. Prawy kącik moich ust uniósł się w nieco karykaturalnym uśmiechu. Znów zdjąłem jedną nogę z drugiej rozstawiając je nieco szerzej i łapiąc się oburącz blatu między nimi. Pochyliłem się do przodu. Miałem jednak mimo wszystko dobre wyczucie równowagi. Wiedziałem jak daleko mogę się wychylić, by nie spaść.
- Często masz wątpliwości, Haru? – spytałem niemal erotycznym w brzmieniu szeptem i nie spuszczałem z niego wzroku.
MIZUSHIMA HARU: Na to już nie odpowiedział. Po prostu nie wiedział jak. Może gdyby jego umysł był bardziej rozbudzony znalazłby odpowiedź na to pytanie, jednak w tej chwili był on po prostu zmęczony, więc już nawet nie próbował. Może kiedyś przy okazji odpowie mu na to pytanie, albo po prostu pozostawi to tak jak jest. Chłopak i tak zadawał wiele pytań, więc chyba nic się nie stanie, jeśli na jedno nie odpowie, prawda?
Haru miał wrażenie, że Heecheon doskonale zdaje sobie sprawę z jego myśli, dlatego westchnął cicho. Czy on naprawdę musiał to robić? I do tego chyba czerpał z tego jakiś rodzaj satysfakcji, bo lekko uniósł kąciki ust. Pf, dziwny człowiek.
- W niektórych sytuacjach ciężko ich nie mieć. - odpowiedział. No i się Heecheon nie dowiedział, czy Haru ma te wątpliwości często czy też nie. Może to i dobrze, nie musi tego wiedzieć. Na pewno bez tej informacji życie mu się nie zawali.
Haru sięgnął po swój kubek z herbatą. Ciecz wypełniała tylko jedną czwartą całej dostępnej dla siebie powierzchni. W dwóch łykach chłopak sprawił, iż jedyne co pozostało w kubku to saszetka w której znajdowały się suszone liście herbaty. Zgrabnie zsunął się z blatu, i wyrzuciwszy ją do kosza podszedł do zlewu i umył po sobie naczynie, odstawiając je na suszarkę.
Chyba najwyższy czas wrócić do pokoju, do łóżeczka, pójść spać i w ogóle. Jeśli jutro Haru chce się czegokolwiek nauczyć, zdecydowanie powinien się wyspać.
- To ten... - zaczął. - Jest już dość późno.... Więc tego... - zaczął się plątać, nie wiedząc jak powiedzieć to, o co mu chodzi. - Miło się rozmawiało i w ogóle... - dobra, człowieku, wiemy o co ci chodzi. - Dobranoc. - powiedział, po czym skierował się w stronę wyjścia z kuchni. Będąc już odwróconym tyłem do Heecheona ziewnął szeroko. Kierunek - mięciutkie łóżeczko.
SEO HEECHEON: Obserwowałem go uważnie podczas wszystkich akcji, które wykonywał. Zabawne. Ale też ciekawe. Jego zachowanie było tak charakterystyczne, tak wymowne, że aż… urocze. Z moich ust nie schodził ten dziwny, karykaturalny uśmiech, wywołany interesującym obiektem obserwacji. Haru taki był. No i miał po prostu zadziwiającą manierę wymigiwania się z sytuacji, która była dla niego niekomfortowa. Niekomfortowa oczywiście w jakikolwiek sposób. Dyskomfort w jakimkolwiek stopniu wywołany moim towarzystwem dodatkowo przyjemnie łechtał moje ego. Lubiłem to, a jednocześnie nie znosiłem tego w sobie.
- Śpij dobrze… - odezwałem się, gdy chłopak obrócił się do mnie plecami -..Haru – jego imię wypowiedziałem nieco ciszej.
Tak. Niech się wyśpi. Na pewno jeszcze się spotkamy, wierzę w to. Trudno minąć się jeśli przypadkowo, nie znając nawet wzajemnie własnych imion, udało nam się już spotkać dwa razy. I ta noc już nic więcej nie przyniesie. Odczekałem jeszcze chwilę po tym, jak chłopak poszedł, i zwinnie zsunąłem się z blatu. Wygładziłem spodenki, których materiał delikatnie się zmiął. Umyłem w zlewie szklankę i odłożyłem ją na suszarkę do naczyń. Zagasiłem światło na okapie i powoli, wolnym krokiem skierowałem się do wyjścia z łazienki i dalej, do mojego pokoju.
