wtorek, 22 września 2015

Rozdział I.


MIZUSHIMA HARU: Właśnie trwał jeden z tych upierdliwie męczących dni, w których to Haru zaczynał żałować, że kierunkiem który wybrał był sport. Gdyby to jeszcze była tylko akrobatyka, to byłby przeszczęśliwy, no ale niestety inne sporty też się w ten kierunek wliczają. Miał za sobą ponad godzinę biegania za piłką, którą tak naprawdę kopnął może z dwa-trzy razy. Cóż poradzić, że to małe chude nie nadaje się do czegoś takiego jak piłka nożna czy koszykówka. On może robić mostek ze stania, szpagat, salto, może sobie pojeździć na łyżwach i wykonać na nich kilka ładnych potrójnych skoków, ale nie każcie mu bawić się piłką, no ludzie, zlitujcie się! No ale, wiadomo że raczej się nad nim nie zlitują, w końcu przyszedł tu żeby się czegoś nauczyć, a nie marudzić że nie lubi ganiać za piłką. Poza tym, dodatkowa dawka ruchu zawsze może się przydać. Byle tylko nie była za duża. 
A skoro mowa o nauce, to nawet na kierunku sportowym miał od groma zajęć z innych dziedzin, a i jeszcze sam sobie nowe zajęcia wynajdywał, i właśnie to przed chwilą zrobił. Tuż po tym jak skończył zajęcia poszedł do biblioteki, w której naprawdę lubił przebywać, głównie przez to, że było w niej cicho i spokojnie, i raczej nikt nie myślał o tym, by przeszkadzać innym, i wypożyczył z niej pięć ciekawie zapowiadających się książek. W końcu nie ma nic lepszego niż wciągająca lektura na wieczór. Miał nadzieję, że takie się one okażą - ciekawe i zajmujące. Chciał, żeby pomogły mu się oderwać od tej jakże męczącej codzienności. Lubił czytać właśnie dlatego, że kiedy to robił, kompletnie zapominał o otaczającym go świecie, i mimo, że wiele osób twierdzi, że czytanie męczy umysł, to Haru miał bardziej wrażenie, że po czytaniu jest wypoczęty i ma więcej energii na inne czynności. 
Tak więc, teraz wystarczyło tylko pójść do swojego pokoju by uwalić się na łóżku i zacząć czytać. Ruszył więc korytarzem ledwo trzymając te pięć sporej grubości książek i dwa zeszyty, które wręcz po złości nie dały mu się upchnąć w torbie przewieszonej obecnie przez jego ramię.

SEO HEECHEON: Dzień mijał tak zwyczajnie jak tylko mógł. Miałem wykłady, na które nie poszedłem, potem konwersatoria, na których też się nie zjawiłem, ale za to wybrałem się na dyżur do pani profesor, która obiecała mi przepisanie oceny z egzaminu. To było akurat dość miłe z jej strony. Co więcej, bardzo cieszyło mnie, że tak wiele ocen mogłem przepisać z poprzednich lat nauki. Nie żebym miał ciekawsze rzeczy do roboty jak siedzenie na wykładach… Po prostu… nudziło mnie to. Za bardzo. Miałem problemy ze skupieniem uwagi na wykładowcy, mozolnie przesuwanych slajdach, czy pozostałych studentach, których przeanalizowałem już na każdy możliwy sposób. Nie powinno dziwić więc to, że o tej godzinie, o której odbywa się kolejny nudny wykład, z którego będę zwolniony, przechadzałem się korytarzem. Czego szukałem? Sam chyba tego do końca nie wiedziałem. Kręcąc się po uczelni zazwyczaj jestem ubrany w mundurek, na jednym ramieniu mam mały, czarny plecak, a w rękach ściskam książkę, lub dwie. Nie wiem czemu, ale daje mi to pewne poczucie stabilności. Tak jak na filozofii często dowiadujemy się, że rzeczy, które są dla nas ściśle materialne, tak naprawdę nie istnieją, ja lubiłem udowadniać sobie, że coś istnieje tylko dlatego, że mogę tego dotknąć. Choć… moje dłonie nie były w stanie do końca poczuć gramatury, czy temperatury przedmiotu, miałem świadomość, że on istnieje. Bo krawędzie zeszytu często drażniły moje nadgarstki, które czucia nie były pozbawione. Mój psychiatra mawiał, że stałość przedmiotu zależy od tego jak się do niego nastawimy. Ale jeśli miałby rację, znaczyłoby to, że wszyscy ludzie na świecie mają schizofrenie. Przecież nie każdy dźwięk który słyszymy, musi być realny. 
Ja usłyszałem jednak jak jaskółka z całym impetem wleciała w szybę. To wydarzyło się naprawdę, bo siedząca na parapecie dziewczyna aż podskoczyła z wrażenia. Ja jedynie spojrzałem na okno. Oszołomiony ptak siedział na parapecie najwyraźniej nie rozumiejąc dlaczego nie mógł wlecieć do środka przez niewidzialną barierę. Jaskółka była piękna, choć widać było, że los jej nie oszczędzał. Patrzyłem na nią idąc dalej przed siebie. a zapatrzony byłem tak, że nie zauważyłem idącego z na przeciwka chłopaka, na którego nieopatrznie wpadłem. Wydałem z siebie zduszony dźwięk i runąłem do tyłu, na plecy, wypuszczając książki z rąk.

MIZUSHIMA HARU: Gdy tak szedł wiedziony perspektywą miękkiego łóżka jego uwagę zwróciła dziewczyna która wykonała nagły i niespodziewany, dość zamaszysty ruch. Dlatego też popatrzył w jej stronę, ciekaw co wywołało u niej taką reakcję. Z początku nic nie zauważył, jednak po chwili dostrzegł na parapecie po przeciwnej stronie okna siedzącego ptaszka (chociaż w sumie to on stał, bo trudno mówić o siedzeniu w przypadku tych skrzydlatych stworzonek, którym chłopak tak bardzo zazdrościł umiejętności latania). Czy możliwe że to właśnie jego tak bardzo przestraszyła się dziewczyna? Tylko cóż musiało zrobić to stworzenie, by przy swojej małej wielkości w stosunku co do człowieka i tym delikatnym i niepozornym wyglądzie wywołać taką reakcję? Czy być może uderzyło w szybę? Jeśli tak, na pewno samo było bardzo zaskoczone i skołowane, tak, że Haru zaczął mu współczuć. 
Nawet nie wiedział kiedy się zatrzymał, więc gdy odkrył że stoi na środku korytarza gapiąc się w okno, szybko się obrócił, jednak nie zdołał nawet zrobić kroku, bo ktoś na niego wpadł. Albo to on wpadł na kogoś, nie ważne. W każdym bądź razie po wydaniu z siebie niekontrolowanego pisku i upuszczeniu trzymanych przez siebie książek stracił równowagę i runął przed siebie wprost na chłopaka z którym się zderzył niemal przygważdżając go do podłogi. Na szczęście w porę zdołał podeprzeć się rękoma, tak, że nie leżał bezpośrednio na nim, a bardziej nad chłopakiem wisiał. 
Oszołomiony przez chwilę kompletnie nie wiedział, co się w ogóle dzieje, jednak w następnym momencie szybko się podniósł, a na jego policzki wypłynęły rumieńce. 
- Wszystko w pożądku? Nic ci nie jest?- Zapytał cicho delikatnie się jąkając i wyciągając w stronę chłopaka dłoń, by ewentualnie pomóc mu wstać. Nie miał pewności, czy w ogóle przyjmie jego pomoc, ale przynajmniej chciał spróbować. A co, jeśli się okaże, że ten chłopak ma jakieś dziwne poczucie wyższości nad wszystkimi innymi? Albo gorzej, jeśli jest jednym z tych zapatrzonych w siebie i pieniądze swoich rodziców dzieciaków które wyżywają się na takich biednych szarych myszkach jak Haru? Och, naprawdę powinien był bardziej uważać na to co robi i co go otacza. Może gdyby zobaczył go wcześniej byłby w stanie zejść mu z drogi i tym samym zapobiec temu zderzeniu i jakże niekomfortowej sytuacji?

SEO HEECHEON: Runąłem na plecy przy upadku, zgadza się. Środek ciężkości człowieka sprawia, że przy zachwianiu równowagi odchylamy się nieznacznie w przód lub w tył. W moim przypadku zdecydowanie przy upadku lecę w tył. Niektórzy jednak mają środek ciężkości usytuowany inaczej, co pozwala im na upadek do przodu, w sposób, który chroni kręgosłup i głowę. Tak jak ten chłopak. Nie zdziwiło mnie wcale to, że praktycznie wylądował na mnie podczas upadku, wywołanego zderzeniem. Widząc jednak, że leci w moim kierunku, położyłem głowę na ziemi i nie podparłem się łokciami. Gdybym to zrobił, mogłoby dojść do innych urazów wywołanych zderzeniem głów, czy ramion. Sam upadek nie był przyjemny. Nie dla mnie przynajmniej. Choć… musiałem przyznać, że nie było to najgorsze z doświadczeń jakich dziś miałem okazję doznać. Drobny, smukły, możliwe, że delikatnie za chudy jak na moje oko, chłopak zawisł nade mną odpierając się dłońmi o podłogę tuż obok mojej głowy. Ciekawe. Zainteresował mnie. Mało kto potrafi zrobić na mnie takie wrażenie. Co prawda zderzenie było moją winą, więc teoretycznie sam jestem sobie wdzięczny, ale … tak, zainteresował mnie. Przez tą chwilę podczas której chłopak zdołał się zawstydzić, speszyć, czy też doznać jakiegokolwiek innego uczucia odpowiedniego dla tej sytuacji nim wstał na równe nogi, ja zdążyłem przyjrzeć mu się. Jego skórze, kształtowi twarzy, oczom, strukturze włosów. Wiedziałem, że prowadzi zdrowy tryb życia, jest aktywny fizycznie, wskazuje na to zwykła powierzchowność. Wysiłek fizyczny w jego przypadku nie jest jednak skierowany na wydolność jak u piłkarzy. To widać po budowie ciała. Przez te kilka sekund zdążyłem przyjrzeć mu się na tyle sposobów… Ciekawe. 
Wyciągnął dłoń w moim kierunku, a ja spojrzałem na nią. Przechyliłem głowę na bok, jak zainteresowany nową zabawką kot, i przyjąłem jego pomoc. Nie byłem przejęty tym wypadkiem. Ani trochę. Wręcz przeciwnie. To było zabawne. 
- To ja wpadłem na ciebie… - odezwałem się spokojnym, zdającym się mieć czas na wszystko, niskim głosem – to ja powinienem spytać, czy wszystko w porządku – patrzyłem na niego pustym wzrokiem, w którym zdaje się, tliła się iskierka zainteresowania. 
Mój wzrok powoli przesunął się w dół i spoczął w końcu na książkach, które rozsypały się na podłodze między nami. Dwie moje. Reszta chłopaka. Powoli uklęknąłem i zacząłem zbierać jego książki, jakbym chciał w ten sposób wynagrodzić mu speszenie, którego zapewne doznał. Tak zostałem wychowany. Tak należy postąpić. 
- Dużo książek masz ze sobą idąc korytarzami.. zawsze tak jest? – spytałem bardziej zeszytu, który trzymałem teraz w ręce, niż chłopaka, ale kierowałem swoje pytanie oczywiście do niego. 
Kilka kartek papieru przecież mi na nie, nie odpowie. Nawet jeśli podobała mi się gramatura okładki i tusz, którego użyto do przyozdobienia okładki. Zeszyt miał lekko zagięty prawy dolny róg. Często kartkowany. Ciekawe znalezisko.

MIZUSHIMA HARU: Można powiedzieć, że Haru był zadowolony z tego, że chłopak przyjął jego pomoc. Pewnie gdyby tego nie zrobił, poczuł by się jeszcze bardziej głupio. Przez tę krótką chwilę zdążył zarejestrować, że uścisk dłoni chłopaka (większej od tej należącej do Mizushimy) był dość silny, czyli taki, jaki powinien być męski uścisk. Tyle że jak ma się kobiece dłonie to czasem o taki trudno. 
Kiedy nieznajomy się odezwał Haru niemal ze zdziwieniem stwierdził, że jego głos jest spokojny. Czy to możliwe że nie był zły, że na siebie wpadli? I jeszcze bierze na siebie winę? To był chyba pierwszy raz, kiedy japończyk trafił na kogoś takiego. Zwykle robili mu wyrzuty że a to stał na środku, a to nie patrzył gdzie idzie... A on przecież nie robił tego specjalnie, często z resztą też nie. Bo raczej nie ma nic przyjemnego we wpadaniu na kogoś. 
- Ale ja... potem... nad tobą...- powiedział cicho. To, że się jąkał i nie mógł złożyć tego zdania można chyba zwalić na to, że był dość zawstydzony całą tą sytuacją. Zwykle nie miał większych problemów z wysławianiem się. Co najwyżej inni mogli mieć problem z usłyszeniem tego, co mówi, ale to i tak zupełnie inna sprawa. 
Wzrok, jakim chłopak chwilę przyglądał się japończykowi był nawet lekko jego zdaniem straszny, bo pusty, niemalże niewyrażający żadnych emocji. Na szczęście jednak nie zatrzymywał tego wzroku zbyt długo na jego osobie i przeniósł je na książki, które potem zaczął zbierać. Oczywiście Haru zaczął robić dokładnie to samo. 
- Nie. - odpowiedział. - Zwykle mam tylko jedną.- po prostu dzisiaj postanowił zaszaleć i wziąć pięć na raz. Miał wrażenie, że chłopak nie kierował tego pytania do niego, tylko do jego zeszytu który trzymał w rękach. I to nie był jakiś tam zwykły zeszyt tylko jego brudnopis, w którym było dosłownie wszystko. Od fragmentów notatek z różnych zajęć, przez notatki dotyczące zasad różnych sportów (no co, nikt nie powiedział, że on to wszystko musi pamiętać), na jego rysunkach kończąc. I to właśnie było najstraszniejsze w tym zeszycie, że wystarczyłoby go otworzyć, żeby dowiedzieć się niemal wszystkiego o życiu Haru. Od tego, czego się uczy, aż po to, czego się boi. Tak, kiedyś rysował wszystkie swoje lęki żeby je przezwyciężać. Z niektórymi się udało, niektóre pozostały i zapewne pozostaną. 
Zebrawszy tą część książek, której nie zebrał chłopak, podniósł też z podłogi i jego książki po czym podał mu je z cichym "proszę" i delikatnym, nieśmiałym uśmiechem na ustach. Właśnie próbował być miły i nie odstraszać swoją wrodzoną nieśmiałością, o którą raczej nie posądzałby go nikt, kto chociaż raz widział jeden z jego występów. Niestety jak to mówią pozory mylą, i to się akurat w jego przypadku zgadza idealnie, bo o ile występując potrafi być pewien siebie, tak w życiu okazuje się nieśmiałą szarą myszką.

SEO HEECHEON: Trudno nie brać na siebie winy, gdy ma się tak rozpraszającą rzeczywistość wokół siebie. Ale czy była to ‘wina’… polemizowałbym. Zapewne dla chłopaka nie było to doświadczenie wpisywane na szczyt listy ‘pouczające i przyjemne’, ale dla mnie i owszem. Nauczyłem się o nim więcej niż by wypadało przy pierwszym spotkaniu. Poza tym, jego skóra miała przyjemny zapach. Niewiele było przypadków gdy tak twierdziłem. Podobno jeśli jakaś osoba nam się podoba fizycznie, wydziela feromony odpowiadające naszym preferencjom. Jest to też całkiem zwyczajne w przypadku gdy dwie przyjaciółki bardzo się lubią i po pewnym czasie, gdy już się do siebie przyzwyczają, ich wzajemne feromony również stają się dla nich przyjemne. Zapach skóry, nawet pot. Dlatego myślę, że zmysły są tak podporządkowane temu co o kimś myślimy. To fascynujące, nie uważacie? 
Moje usta wygięły się delikatnie w karykaturze uśmiechu, który choć wydawał się wymuszony, był dla mnie naturalny. Innego nie miałem. Patrzyłem na chłopaka jak plącze się we własnych myślach. To, co dla mnie było ciekawym doznaniem, dla niego było krępujące. Jak dla większości ludzi. To .. normalne.
Nie patrzyłem na chłopaka, ale zanotowałem fakt, że patrzy na zeszyt, który trzymałem. Był dla niego cenny. Analiza pobieżna zachowania osoby w stosunku do przedmiotów, które posiada, pozwala naprawdę wiele o niej powiedzieć. Nie znałem dokładnej zawartości zeszytu, nie miałem tez zamiaru go otwierać. Nie był mój. Nawet jeśli mnie ciekawił, nie należał do mnie i nie w mojej mocy było decydowanie, czy mogę do niego zajrzeć. Dlatego po chwili podniosłem się i wymieniłem się z chłopakiem książkami. 
- Zdaje się, że lubisz czytać… - odezwałem się znów tym spokojnym tonem, który mógłby zwiastować ciszę przed burzą i nie spuszczałem wzroku z grzbietów jego książek – Dlaczego? – zadałem banalne, a zarazem chyba najtrudniejsze pytanie, jakie można było. 
Bo ‘dlaczego’ nie jest prostym pytaniem wbrew pozorom. Spytany o swoje zdanie na lekcji matematyki uczeń na pytanie ‘dlaczego’ po prostu milknie i zaczyna wątpić w słuszność swojego stwierdzenia. Nawet jeśli miał rację.

MIZUSHIMA HARU: Gdy chłopak uśmiechną się do niego, z początku uznał jego uśmiech za wręcz odpychający, nieszczery i pozbawiony jakiegokolwiek głębszego celu, jednakże po chwili dostrzegł także i jego urodę, jaką posiadał każdy ludzki uśmiech. Bo uśmiechać potrafią się tylko ludzie o dobrych sercach. Ci z bryłami lodu zamiast nich tylko sztucznie wyginają usta. 
Odebrał od chłopaka książki z lekkim skinieniem głowy, wypowiadając przy tym ciche "dziękuję", i równocześnie oddał mu te należące do niego. Wygodniej ułożył sobie w ramionach sporej grubości tomy, by niesienie ich nie było mniej wygodne niż by wypadało. W końcu im większa będzie powierzchnia tym nacisk na centymetr kwadratowy również zmaleje, co oznaczało większy komfort niesienia. 
- Książki pomagają zapomnieć.- powiedział. - Kiedy zaczynasz je czytać, twoje problemy i troski schodzą na dalszy plan, bo twoje myśli są zajęte tym, co przeżywa bohater.- To był właśnie ten powód, dla którego tak bardzo kochał czytać książki. Miały też one jednak swoją wielką wadę - każda książka kiedyś się kończy, a wtedy świat realny uderza w ciebie z podwójną siłą niemal zwalając z nóg swoją bezpośrednością. Bezlitosny i brutalny. Okropny, ale tak naprawdę jedyny słuszny, przed którym nie można uciekać, a jedynym słusznym wyjściem jest stawianie mu czoła. 
Wreszcie prosto stanął na nogach i wmiarę wolną ręką poprawił torbę trzymaną na ramieniu. Była ciężka, jak zwykle, a jej pasek nieprzyjemnie wbijał się w ramię przez materiał szkolnego mundurka, który mimo swojego niewielkiego rozmiaru i tak był na Haru odrobinkę za duży. Podwinięte rękawy marynarki ukazywały jego szczupłe ręce, na których nadgarstach oplecione były rzemyki w najróżniejszych odcieniach brązu, gdzieniegdzie przyozdobione drewnianymi koralikami. Chłopak lubił takie naturalne dodatki, o ile nie było ich za wiele (choć na jego nadgarstkach można było znaleźć pokaźną kolekcję). Dzięki nim w bardzo łatwy sposób można było podkreślić swoją indywidualność, która w tych czasach była dla ludzi rzeczą bardzo ważną. Bo w końcu, nie liczą ludzi którzy ślepo gonią za tym by wyglądać jak inni, teraz każdy chce mieć swój własny, oryginalny styl, który będzie podkreślał jego osobowość. 
Złapawszy się na tym, że już dłuższą chwilę tępo wpatruje się w usta chłopaka speszony odwrócił wzrok i cichutko odchrząknął, mając nadzieję, że rumieniec nie przyzdobi jego twarzy.

SEO HEECHEON: A więc ja muszę mieć bryłę lodu zamiast serca, bo nie stać mnie na więcej jak sztuczny grymas. Mimo to staram się. Naprawdę się staram. Ale mam wrażenie, że naprawdę nigdy nie nauczę się uśmiechać tak, jak inni. Szczerze, ciepło, sympatycznie. Nic na to nie poradzę. Ćwiczę codziennie przed lustrem. Jak zalecali mi psycholodzy i inni lekarze, z którymi widywałem się przez lata. Nic jednak nie daje takiego efektu, jaki mi przedstawili w założeniu czysto teoretycznym. Nie żeby mnie to bardzo smuciło, ale mimo wszystko zawsze lepiej się człowiek czuje jak widzi jakieś efekty. Tymczasem w moim przypadku efekt był taki, że nauczyłem się czegoś, co przypomina zepsuty uśmiech psychopaty, który marzy o natknięciu twojego łba na pal. No… może nie do końca, ale i tak odbiór mojej mimiki często jest właśnie taki. Przykre, co nie? 
Przechyliłem lekko głowę na bok i spojrzałem na chłopaka przed sobą. Mówił o książkach w sposób, którego nigdy nie rozumiałem. To nie tak, że nie miałem wyobraźni. Ja po prostu nie czułem potrzeby uciekania w inny świat. Nigdy nie chciałem zapomnieć o rzeczywistości, bo była dla mnie ważniejsza niż cokolwiek innego. Dlatego nie rozumiałem takiego podejścia do lektur. I może też dlatego wolałem literaturę naukową. Bo nie zmuszała emocji do działania. Uśmiechnąłem się znów w charakterystyczny dla mnie sposób. 
- Dlaczego miałbyś uciekać z tego pięknego padołu łez… – spytałem prawą dłonią wykonując teatralny gest prezentera w cyrku, który zaprasza na ekscytujące przedstawienie, po czym spoważniałem znowu i zmrużyłem oczy obserwując chłopaka - ..w inny świat, który może być gorszy niż ten, który znamy?- dokończyłem pytanie. 
Interesowała mnie jego odpowiedź. Dlaczego miałby uciekać od trosk. Przecież po to jest życie, co nie? By utrudniać nam egzystencje. Mój wzrok wędrował po pasku od torby chłopaka, jakbym chciał przyjrzeć się materiałowi z jakiego jest wykonany. Dostrzegłem oczywiście, że patrzył na mnie. Na moją twarz. Usta. Ale nie miało to dla mnie znaczenia. Każdy parzył na co chciał. Jeśli tylko chciał. A jeśli ja wydałem mu się ciekawym obiektem obserwacji, mogłem tylko stwierdzić, że mi tym schlebiał.

MIZUSHIMA HARU: Przyglądał się chłopakowi, kiedy ten "przedstawiał" ruchem ręki świat w którym się znajdowali, nazywając go padołem łez. Teraz to on lekko przechylił głowę, a jego oczy wyrażały zainteresowanie. Pierwszy raz spotkał kogoś, kto zapytał go, jaki był powód. Zwykle ludzie po prostu przyjmowali jego odpowiedź, i zostawiali ten temat, lub dodawali coś o sobie. On tego nie zrobił. Zadał po prostu kolejne pytanie, na które Haru wręcz odczuwał potrzebę odpowiedzi. Są pytania, na które nie chcemy odpowiadać, są też takie, na które naszym zdaniem odpowiedź jest zbędna, mimo że ktoś inny chciałby ją usłyszeć, a na końcu są te, na które sami chcemy udzielić odpowiedzi. 
- Ponieważ nie ważne jak realistycznie będzie on opisany pozostanie tylko wymysłem autora lub opisem czasów dawnych, które nie mają szans ponownego zawitania. - powiedział powoli. - Nie to co ten, w którym żyjemy. Tego autor nie zmieni tylko po to, by bohater mógł dożyć ostatnich stron książki. Nie spotkasz prawdziwej miłości przypadkiem i nie zakochasz się po pierwszym spotkaniu. Nie ważne jak bardzo będziesz się starał, i tak prędzej czy później coś się spierdoli i nie naprawią tego dwa słowa.- kontynuował. - Właśnie dlatego lubię czytać. Bo w książkach te rzeczy chociaż przez chwilę wydają się być możliwe. I to poczucie iluzji chyba potrafi podnieść na duchu.- Na tym zakończył swoją wypowiedź. Nie chciał mówić więcej, jeszcze by wyszło że lubi narzekać na świat, a przecież nie sprawiało mu to większej przyjemności. W końcu im więcej na coś narzekamy, tym bardziej mamy tego dość. A przecież Haru zamierzał jeszcze trochę po tym świecie połazić. Dostrzegać jego zalety i w ogóle... Nie żeby ich nie widział, tylko czasem zdarzało się, że coś zaczynało je przyćmiewać. 
Uśmiechnął się delikatnie, by pozbyć się z twarzy tej niemal nienaturalnej dla niego powagi, która zawitała na niej gdy mówił. Mimo że z reguły trzymał się trochę dalej od ludzi, to mimo wszystko był raczej człowiekiem pogodnym, któremu co jakiś czas na ustach majaczył uśmiech. Jeśli za długo był poważny, to po prostu robiło się dziwnie. 
Zauważył, że wzrok chłopaka także skupiony jest na nim. Obaj się sobie przyglądali, obaj byli ciekawi. Drugi chłopak zaintrygował Haru, ponieważ wydawał się być bardziej... wycofany, a tacy ludzie zawsze są interesujący. Bardziej niż inni.

SEO HEECHEON: Słuchałem go z właściwą sobie uwagą przenosząc wzrok z paska jego torby, na rzemyki na jego dłoniach. Zmyślna ozdoba. Bardzo prosta w wykonaniu, prymitywna, a zarazem dość znacząca, dobrze ukazująca czyjąś osobowość. Nie znałem oczywiście osobowości Haru tak dobrze jakbym chciał. Mogłem tylko wysunąć pewne wnioski na bazie tego, co zobaczyłem, usłyszałem, lub co przewidywałem. Hermeneutycznie rzecz biorąc, badałem to, jaki jest, ale nie sięgałem do źródeł jego zachowania, bo nie miałem do nich dostępu. Co prawda rzadko miałem w przypadku jakiegoś człowieka. Ale starałem się wynieść z rozmów i obserwacji jak najwięcej. Gdy jest się osobą tak dziwną, jak ja, znajduje się przyjemność w patrzeniu na ludzi ‘normalnych’. 
Lubiłem zadawać pytania ciekawy odpowiedzi rozmówcy. Pytałem o opinie. O uczucia. Przeświadczenia. One mówią więcej niż wiedza z książek naukowych i opracowań wszystkich tych mądrych głów zasiadających w zakładach odpowiedniej tematyki i zainteresowań na uczelniach i w szkołach wyższych. 
- Nie zakochasz się, nie spotkasz miłości, nie dożyjesz szczęśliwego zakończenia, nie spełnisz marzeń, nie będziesz nikomu potrzebny, nie zyskasz przyjaciół, nie będziesz szczęśliwy, nie będziesz kochany, nie zakochasz się… - odezwałem się szeptem jak echo, któremu ktoś podpowiedział dość okrutną mantrę – Takie myśli zataczają krąg. Martwy krąg – ciągnąłem dalej, nieco głośniej i przeniosłem spojrzenie wyzutych z uczuć oczu na jego twarz – Ale… dlaczego? Sami jesteśmy autorami naszych historii i możemy w nie ingerować. Wystarczy… - zbliżyłem się do chłopaka na krok stając bliżej niego - …ruszyć z miejsca i… - pochyliłem się do przodu wchodząc w przestrzeń osobistą chłopaka z właściwym dla mnie impetem i przyglądając się jego buzi, jego skórze, oczom, rysom twarzy - …skreślić słowo ‘nie’ – skończyłem swoją wypowiedź.
Naprawdę dochodziłem czasem do wniosku, że byłem przerażający w chwili dłuższego kontaktu z człowiekiem. Chyba się zgodzicie, że normalna jednostka raczej nie obserwuje nowopoznanej osoby z odległości dziesięciu centymetrów, jakby chciała co najmniej poczuć jej zapach.

MIZUSHIMA HARU: - Gdyby skreślić słowo "nie" było tak łatwo jak mówisz, życie byłoby przesłodzone z nadmiaru miłości i pozytywnych emocji, a wtedy nie miałoby ono charakteru. Każdy chodziłby zakochany świergocząc o tym, jaki to świat jest piękny i różowy. Ludzie zmieniliby się w bezmyślne istoty nie widzące nic prócz miłości i tego, jacy sa szczęśliwi. - powiedział, po czym najpierw wykonał krok w tył, a potem odchylił się do tyłu opierając cały ciężar ciała na lewej nodze, bo chłopak był zdecydowanie za blisko. W takich chwilach Haru cieszył się, że ćwiczy akrobatykę i dość silne wygięcie się w tył nie sprawia mu większych problemów, a także nie wpływa na utrzymywanie przez niego równowagi. - Dlatego chyba lepiej, żeby pozostawić to tylko w książkach, gdzie nadmiar tego typu emocji jest wręcz pożądany przez czytelników, a także przez samego autora. W takim przypadku nawet gdyby główny bohater spoczął na różowych poduszkach i umarł z przesłodzenia nie byłoby to niczym nadzwyczajnym, a wywołałoby reakcje godne pożałowania. Mimo to, to są właśnie pewne plusy książek. - zakończył.
- A teraz byłbym wdzięczny, gdybyś odsunął się chociaż krok. - przez to, że chłopak znajdował się bardzo, bardzo blisko, miał szansę lepiej mu się przyjrzeć. Co nie znaczy że taka pozycja była dla niego komfortowa, szczególnie że czuł, że jeszcze trochę i po prostu runie do tyłu, jeśli będzie tak musial dłużej stać. Jedną z rzeczy które Haru miał szansę zauważyć było to, że chłopak miał bardzo ładne oczy. Ciemne i głębokie. Miały w sobie trochę tajemniczości. W takie oczy można spoglądać, bo zdecydowanie warto.
Grzecznie poprosił. Tak ładnie poprosił, żeby chłopak się przesunął. To nie, nie można, bo po co?  Niestety Haru nie był bocianem czy innym żurawiem żeby być przyzwyczajonym do dłuższego utrzymywania ciężaru ciała na jednej nodze, logiczne więc było, że albo będzie się musiał wyprostować jeszcze bardziej zmniejszając odległość między nimi (o zgrozo), lub po prostu poddać się grawitacji i zaliczyć kolejne bliskie spotkanie z podłogą. Tyle że on nie chciał. Więc co miał zrobić, jeśli każda z możliwych opcji została odrzucona? Znaleźć sobie trzecią, prawda? No więc znalazł, a raczej przyszła sama, i raczej mu nie pomagała.
Czując, że leci w tył, Haru niemalże pod wpływem impulsu złapał drugiego chłopaka za przedramiona. Teraz tylko trzeba było mieć nadzieję, że: raz - chłopak pewnie stoi na ziemi i dwa - że jednak w ten sposób uda mu się utrzymać nad ziemią.

SEO HEECHEON: Słowa chłopaka wręcz trąciły niechęcią do uzyskania szczęścia przez innych w rzeczywistym świecie. Takie moje wrażenie. Tu nawet nie chodzi o to, że zdawało się, że szczęście i miłość kojarzył z tandetą i przesłodzeniem, ale o to, z jakim nastawieniem kierował te słowa. Przecież szczęście nie zawsze jest kolorowe, a miłość nie zawsze przynosi uśmiech. Mimo to przecież istnieje miłość od pierwszego wejrzenia, baśniowe zauroczenie, czy jakakolwiek inna forma szczęśliwego zakończenia występującego w książkach.
- Jesteś szczęśliwy? – spytałem nagle mrużąc lekko oczy, jakbym dzięki temu mógł się mu lepiej przyjrzeć.
Taaaa, przypuszczam, że nie był. A w każdym razie nie tak, jakby tego chciał. Dlaczego? Proste. Ja jestem szczęśliwy. Nie wszystko idzie po mojej myśli, mam defekty, moim jedynym krewnym jest dziadek, który pewnie też mnie opuści za kilka lat, trzymanie czegoś w dłoniach sprawia mi fizyczny ból, a do tego mam nie po kolei w głowie. Mimo to jestem szczęśliwy. Wierzę w bajki, w szczęśliwe zakończenia. Osoba nieszczęśliwa… raczej nie. Czy więc był szczęśliwy, a jedynie sceptyczny? 
Co ciekawe chłopak też zdawał się nie tolerować mojej obecności w sposób, w jaki większość poznanych przeze mnie tu osób. Nikt nie uciekał ode mnie w tak wyraźny sposób jak on. A to sprawiało, że mnie ciekawił. Nie bał się, bo patrzył w moje oczy. Czuł się źle będąc tak blisko mnie. Widząc jak niemal leci do tyłu, wyciągnąłem jedną rękę i objąłem go w pasie przysuwając go do siebie, by nie upadł. W tym czasie jednak on też zdawał się wymyślić sposób na nie upadnięcie. Ciekawe, że przez nasze wspólne ruchy względem siebie, staliśmy teraz bliżej siebie niż zezwalałaby na to przestrzeń zachowywana między nieznajomymi w normalnych warunkach. Byłem wyprostowany i patrzyłem na chłopaka, którego wciąż obejmowałem jedną ręką. Moje książki trzymałem w prawej ręce, podtrzymywałem go lewą. Jego książki co prawda znów runęły na podłogę, ale nie było to wybitnie istotne.
- Czujesz się niekomfortowo? – spytałem i uniosłem brew jakbym naprawdę pytał z czystej niewiedzy – Chciałeś bym się odsunął… mimo to, to ja uratowałem cię przed upadkiem – zauważyłem i uśmiechnąłem się po swojemu rozbawiony paradoksem tej sytuacji.

MIZUSHIMA HARU: Tego pytania się nie spodziewał. Czy był szczęśliwy? Zaczynając od tego, że to pojęcie może się tyczyć danej chwili lub ogólnej egzystencji, Haru nie umiał stwierdzić, czy jest szczęśliwy czy też nie. Dziwne, prawda? Zwykle człowiek umie jasno stwierdzić, ile wynosi jego poziom szczęścia w danej chwili lub w życiu, on zaś raczej nie przywiązywał do tego większej uwagi. Szczęście bowiem przychodzi i odchodzi, w pewnym czasie jest, by potem zniknąć zostawiając po sobie uczucie pustki i przygnębienia.
- Nie wiem. - powiedział zgodnie z prawdą. Nie chciał się teraz zastanawiać nad tym, czy poziom jego szczęścia jest na tyle wysoki, by powiedzieć, że jest szczęśliwy, czy na tyle niski, by stwierdzić że nie jest. Może czasem patrzył na świat zbyt pesymistycznie by nazwać się szczęśliwym? Jednak czy to sytuacja czysto okazyjna? Jest szczęśliwy kiedy mu się podoba, a kiedy nie, po prostu szczęście go opuszcza? Czy działa to w ten sposób?
Okey, to nie miało się tak skończyć, on chciał się tylko od niego chociaż trochę odsunąć, a nie być obejmowanym przez niego w talii. Może opcja ponownego upadku rzeczywiście byłaby lepsza? Ale nawet jeśli, i tak by się nie powiodła, bo w końcu chłopak sam postanowił go utrzymać nad ziemią używając w tym celu swojego ramienia. No i oczywiście Haru też miał w to jakiś tam swój wkład, że zamiast się oddalić znaleźli się jeszcze bliżej, w końcu jego ręka dalej spoczywała na przedramieniu chłopaka, jakby stanowiąc dowód na to, że chłopak sam szukał ratunku w swoim towarzyszu. Eh, doprawdy, że też takie rzeczy muszą się dziać.
Zaczął się zastanawiać, jak bardzo poobijane będą książki po tym dniu. Już drugi raz w przeciągu kilku minut wylądowały na podłodze, uderzając o podłogę grzbietami, krawędziami lub przodami okładek. Żeby tylko się nie poniszczyły...
W tym momencie chłopcy niemal stykali się nosami. Czyli jakby nie patrzeć nie udało się uniknąć tego zbliżenia.
- A ty nie? - zapytał wpatrując się w chłopaka. - Takie sytuacje są dla ciebie normalne? - A co, jeśli odpowiedź którą usłyszy będzie twierdząca? Wtedy chyba po prostu zacznie się śmiać, bo takie sytuacje w żadnym stopniu nie były normalne. Bo jaki chłopak zamiast po prostu pozwolić drugiemu upaść ratuje go przed tym obejmując go w talii? Złapanie za rękę jeszcze jest zrozumiałe, owszem, ale złapanie w ten sposób? A co najgorsze, to się Haru nawet podobało. To źle, bardzo źle, ale jakaś część jego umysłu uważała to za urocze. Na szczęście słowa chłopaka pomogły mu się otrząsnąć z tej aury urokliwości.
- Gdybyś się odsunął kiedy o to prosiłem, nie musiałbyś mnie ratować. - zauważył bardzo inteligentnie. W końcu, gdyby chłopak spełnił prośbę Haru wcześniej, ten nie straciłby równowagi, a co za tym idzie nie zbliżyłby się ku upadkowi. I czy drugi chłopak właśnie się uśmiechał? Niby co było zabawnego w tej sytuacji? Może go oświeci, bo Haru miał problem z dostrzeżeniem zabawnych aspektów.
Złapał się na tym, że wciąż kurczowo trzyma się chłopaka. Nie był do końca pewien, czy udałoby mu się teraz chociażby stanąć na nogach, bowiem były one teraz niczym z waty. Serce biło mu szybciej niż by wypadało, dlatego też i jego oddech był lekko przyśpieszony. W tej chwili prawie się cieszył, że chłopak dalej go obejmuje. Prawie.

SEO HEECHEON: Takie sytuacji nie były dla mnie normalne. Przynajmniej nie zdarzały się każdego dnia. Ale miałem problem z szanowaniem czyjejś przestrzeni osobistej. Lubiłem czuć kontakt z rozmówcą… inny niż wzrokowy. Dotyk, pochylenie się nad nim, objęcie. Zdarzało mi się rak postępować nawet w stosunku do ludzi zupełnie mi obcych. Tak jak ten chłopak. Był mi obcy. Ale co z tego? Skoro pomagało mi to skupić uwagę na nim.
- Nie jest to dla mnie w każdym razie peszące, czy niekomfortowe – odpowiedziałem spokojnym tonem lekko odwracając głowę i zbliżając usta do jego ucha dodałem szeptem – Poczucie bliskości z innym człowiekiem daje wrażenie bezpieczeństwa, nawet jeśli osoba ta jest nieznajomym… dlaczego więc darować sobie bliskość? – szepnąłem i odsunąłem się od chłopaka na krok, powoli.
Puściłem go dla jego własnego komfortu, bo mi to nie przeszkadzało. To było tak banalnie naturalne. Czasem byłem jak dziecko, które zaangażowanie wyraża poprzez chęć kontaktu z drugim człowiekiem. W moim wieku było to anomalią, pewnym zaburzeniem, ale mój ostatni lekarz stwierdził bardzo inteligentnie że nie jest to zaburzenie w żaden sposób psychotyczne, czy niebezpieczne dla otoczenia. Geniusz, co nie? 
Spojrzałem na chłopaka, a potem przykucnąłem i zacząłem zbierać jego książki układając je na swoich.
- Może poniosę je za ciebie… - odezwałem się ni to do chłopaka, ni to do zbieranych tomów - ...ale do trzech razy sztuka, co? – prawy kącik moich ust uniósł się w górę w półuśmiechu.
Trzymałem teraz całą masę książek samemu nie wiedząc czemu właściwie to robię. Choć może chciałem zadośćuczynić za sprawienie, że dwukrotnie już je upuścił. Jeśli mi je wyrwie, lub będzie protestował przecież mogę wcisnąć mu całość w jego małe, drobne łapki i pójść w swoją stronę. Ale to nie w moim stylu. Nie lubię opuszczać tak ciekawych obiektów na samym początku badania.

MIZUSHIMA HARU: -Może dlatego, że nie dla wszystkich bliskość jest czymść przyjemnym i nie każdemu daje wrażenie bezpieczeństwa, a już prędzej jego brak? Szczególnie ze strony osoby nieznajomej. - powiedział, po czym korzystając z tego, że chłopask powoli (chwała mu za to) puścił go i odsunął się od niego, wyprostował się i na wszelki wypadek zrobił jeden kroczek do tyłu. Tak dla bezpieczeństwa. Niby nie przeszkadzała mu bliskość drugiej osoby, jednak takie naruszanie jego przestrzeni osobistej było czymś, czego mimo wszystko nie lubił. Znacie to uczucie, kiedy coś robisz, i nagle ktoś staje zbyt blisko ciebie żeby na to popatrzeć, a ty nagle wypadasz z rytmu? Albo gdy ktoś przysuwa się o wiele za blisko ciebie dlatego, że chce wyraźniej cię słyszeć i przez to prawie nad tobą wisi? Haru tego nie lubił. Czasem nawet żartował, że jego strefa osobista ma trzy metry i lepiej nie podchodzić bliżej. Niestety niektórzy widząc tą jego niechęć do bliższych kontaktów z ludźmi łatwo się zniechęcali i  po prostu odpuszczali sobie znajomośc z nim. Bo co, bo nie można mu wisieć nad głową bo zaczyna się denerwować i na wszystkich burczeć? Przecież nierobienie tego nie jest strasznie trudne, a wtedy Haru nie ma o co burczeć.
Obserwował chłopaka, kiedy ten przykucnął i zaczął zbierać jego książki. Znowu. Chciał mu w tym pomóc, powiedzieć nawet, że przecież nie musi tego robić, bo on sam da radę wszystko pozbierać, jednak zanim chociaż zdążył się odezwać lub zrobić jakikolwiek ruch w tym kierunku, chłopak już zebrał wszystkie jego książki, i, mało tego, zaproponował, że to on będzie je niósł.
- Yhm, tak chyba będzie lepiej... - wymamrotał rumieniąc się lekko. Może rzeczywiście będzie bezpieczniej, jeśli to drugi chłopak będzie niósł te książki. Bo jeszcze Haru się o coś potknie albo znowu wydarzy się coś dziwnego, a książki zaliczą kolejne bliskie spotkanie z podłogą. A jemu było naprawdę szkoda tych biednych niewinnych przedmiotów, które co chwila obrywały przez to, że nie umiał ich normalnie utrzymać, bo co chwila musiał się wywalać lub praktycznie wywalać i być podtrzymywanym przez zupełnie obcego chłopaka. Czyż on nie ma dziś wielkiego szczęścia? Yhm, na pewno. Jeszcze tylko brakuje, żeby trzeci raz znalazł się zbyt blisko chłopaka, a spełnią się słowa "do trzech razy sztuka".

SEO HEECHEON: - Czyżbym cię w jakiś sposób… przerażał? – spytałem robiąc między przedostatnim a ostatnim słowem krótką przerwę, jakbym zastanawiał się nad doborem słów i spojrzałem na niego spod rzęs jakbym chciał ocenić jego wartość dla mojej osoby.
Brak bezpieczeństwa. Nieufność. Nieznane. Bliskość. Bezpieczeństwo. To wszystko połączone ze sobą aspekty naszej psychiki warunkujące nasze zachowanie. Żaden ze mnie psycholog, ale swoje na ten temat wiem. Jeśli za młodu wytworzyło się inną formę przywiązania, jak tą jedna i właściwą, ufną, w późniejszym życiu miało się problem z kontaktami z obcymi i czuło się dyskomfort przy kontakcie z nimi. Ja nie wiem jakie przywiązanie wytworzyłem. Nie wiem też czy w moim przypadku ‘norma’ ma jakiekolwiek znaczenie. Przecież już ustaliliśmy, że normalny nie jestem, co? Z drugiej strony… na ile nienormalny jest ktoś, kto jest w stanie zdiagnozować własny odchyl od normy? 
Przechyliłem głowę na prawo jak kot patrzący z zainteresowaniem na nowopoznany obiekt. Rozchyliłem usta i delikatnie przesunąłem językiem po dolnej wardze zwilżając wrażliwą skórę. Poprawiłem w objęciach książki i patrzyłem dalej na chłopaka. Miałem pełną świadomość, że zaraz moja uwaga będzie wymagać ode mnie skupienie się na czymś innym, ale chciałem popatrzeć, bo zawsze chcę popatrzeć na rozmówce. Czasem mi się udaje, czasem nie. Mów wzrok poszybował nagle w kierunku okna i skupił się na lekkim, ledwo dostrzegalnym pęknięciu na szybie. Zaledwie ryska która przedzierała obraz za oknem na połowę na powierzchni dziesięciu centymetrów. Korytarz zdążył już opustoszeć choćby ze względu na to, że zaczęły się zajęcia, a większość studentów, która owych zajęć nie miała, wolała spożytkować czas inaczej niż na korytarzu uczelni. Ja jednak nie miałem nic innego do roboty. A przynajmniej tak na chwilę obecną uważałem.
- Słyszałeś o przypadłości jaką jest dyspraktyka? – odezwałem się nagle – Zdaje się, że dziś cierpimy obaj na specyficzną odmianę tej anomalii ruchowej patrząc na ilość dziwnych zdarzeń jaka się dzieje…- szepnąłem ciszej, jakby do przestrzeni przede mną, gdzieś w oddali, nikt nie wie gdzie.

MIZUSHIMA HARU: Czy chłopak go przerażał? Nie, to zdecydowanie nie było tak. Może rzeczywiście w jakimś stopniu to co robił było straszne, ale nie aż tak, by nawać to przerażającym.
- A co, chciałbyś? - odpowiedział pytaniem na pytanie patrząc na swojego rozmówcę spod lekko uniesionych brwi.
Kiedy chłopak mu się przyglądał, on robił to samo. To znaczy nie robił tego samego. Nie przyglądał się samemu sobie, nie czuł takiej potrzeby, chłopak stojący naprzeciwko niego był zdecydowanie bardziej interesujący. Ciemne włosy, tak typowe dla azjatów, głębokie oczy, pełne usta. Ogólnie tworzyły dość przystojną całość. A obczajanie przystojnych całości to bardzo ciekawe zajęcie. Szczególnie kiedy jest się samotnym gejem.... Ale to akurat w tym przypadku było nie ważne. Bo w końcu nawet jeśli niebyłby samotny, to chętnie by sobie popatrzył. Bo lubił obserwować. A już szczególnie obiekty przyjemne dla oka.
Kiedy chłopak odwrócił wzrok, Haru uznał, że to chyba najlepsza pora, by wreszcie ruszyć się z tego korytarza, który już opustoszał. Spora ilość uczniów zapewne miała zajęcia, zaś pozostała część pewnie znalazła sobie jakieś ciekawe zajęcie, które nie jest siedzeniem na korytarzu. Poza tym, lepiej żeby sobie stąd poszli, zanim Haru trzeci raz zapragnie zbliżyć się do podłogi (co dwa poprzednie razy mu się nie udało i zamiast do podłogi zbliżył się do drugiego chłopaka). Tak więc powolnymi krokami (tak żeby jednak nie było zbyt wielkiej odległości między nim a gapiącym się w szybę, jakby nie patrzeć on miał jego książki) ruszył w magiczną stronę prowadzącą do męskiego akademika. Ale tak naprawdę powoli. Bo przecież skoro już zaczęli tą dość osobliwą rozmowę, to przecież jeszcze można ją kontynuować, czyż nie? Po co tracić dodatkową rozrywkę? No dobra, wiem że Haru najchętniej teraz poszedł by spać, bo jednak ta piłka go umordowała, ale przecież spać może później. A na tego chłopaka może już więcej nie trafić, czyż nie? W końcu nic o nim nie wiedział, więc nawet nie miałby go jak szukać (nie żeby chciał, to tylko taka ewentualność , plan na ostatni akt desperackiego szukania towarystwa, czego Haru tym bardziej nie zamierzał robić. Samemu w pokoju też jest dobrze.), ani ewentualnie samemu dać się znaleźć.
- Oczywiście że słyszałem. - powiedział. To by było dziwne, gdyby człowiek przez którego przejawia się dyspraksja o niej nie słyszał, czyż nie? No i dobra, nie ważne, że to tylko sporadyczne przypadki. Ważne że niektórzy ludzie potrafią to dostrzec. - I chyba muszę ci przyznać rację. - dodał. To co się dnia dzisiejszego dnia wyprawiało to było coś dziwnego. Haru przynajmniej może próbować wymówić się zmęczeniem, mimo że to nie jest żadne wytłumaczenie. Ale przecież tak się dzieje kiedy ludzie są zmęczeni no... Automatycznie pojawiają się u nich pewne problemy ruchowe, czyż nie?

SEO HEECHEON: Chłopak ruszył się, a ja automatycznie zrobiłem to samo, niemal w tym samym momencie. Może i patrzyłem w inną stronę, ale naprawdę skupiałem się na wszystkim, co mnie otacza, jednocześnie. Mam wiele zaburzeń ośrodkowego układu nerwowego, naprawdę wiele, ale postrzeganie do nich nie należy. Krótki okres zainteresowania obiektem na który patrzę, owszem, ale nie cierpi na tym moja uwaga jako taka. Problem jest ze skupieniem wzroku. Czasem nazywam to krótkim czasem skupienia uwagi, prawda, ale to prostsze do zrozumienia dla innych. 
Spojrzałem na chłopaka idącego korytarzem obok mnie i uśmiechnąłem się po swojemu. Postanowiłem wrócić tokiem rozmowy do chwili wcześniej, momentu, gdy spytał czy chciałbym, aby się mnie bał, czy chciałbym go przerażać. Oczywiście, że nie. Nie panuję nad tym jak się zachowuje, przynajmniej nad niektórymi tego zachowania aspektami, ale celowo nie odpycham od siebie ludzi. Czemu miałbym odpychać od siebie kogoś, kto zapewnia mi rozrywkę? Zamiast tego jednak, jak zawsze odpowiedziałem co innego.
- Co jeśli na twoje pytanie odpowiedziałbym twierdząco? – spytałem spokojnie patrząc na niego wyzutym z emocji wzrokiem, jakbym pytał, który rodzaj tortury byłby najdogodniejszy na tym etapie znajomości.
Kiedyś nawet grałem w szkolnym przedstawieniu. Parę razy właściwie, ale tylko raz miałem bardziej znaczącą rolę. Ten raz, grałem seryjnego mordercę, którego historię wystawialiśmy przed całą szkołą, jako element projektu, który mieliśmy przygotować na zaliczenie zajęć. Wszyscy gratulowali mi kreacji, ale gdy już to zrobili, dochodzili do wniosku, że ja tak naprawdę nic nie stworzyłem i byłem… sobą. Zachowywałem się normalnie. I wówczas odsuwali się na krok, jakby niepewni co mogę im zrobić. Ah, piękne czasy, co? Czasem mam wrażenie, że nadawałbym się do jakiejś karykatury rodziny Addamsów. Dziwolągi opętane jeszcze dziwniejszym hobby. Mnie śmierć tak nie fascynuje. Po śmierci nie ma nic. Mózg umiera, impulsy nie są już przekazywane. I tyle. Z pięknego umysłu zostaje obiekt badawczy dla biologów.
- Jesteś aż tak nieustraszony? – spytałem znów po krótkiej chwili milczenia poprawiając książki w objęciach.
Jeszcze zakręt lub dwa i rozstaniemy się. Pomogę mu z książkami tylko do wejścia do akademika. Tylko. Chcę jeszcze gdzieś iść. Nie, nie wiem gdzie. Ale chcę. Tyle. Dlatego warto zadać jeszcze pytanie, czy dwa. Odpowiedź może być interesująca.

MIZUSHIMA HARU: Jak widać nie musiał się martwić o to, że między nim a drugim chłopakiem będzie spora odległość, bo ten ruszył się w tym samym czasie co on. To dobrze. Oddalą się od korytarza który na siłę próbuje ich zbliżyć.
- Nic. - powiedział. - Ewentualnie życzyłbym ci powodzenia. - Haru nawet nie chciał wiedzieć, co Heecheon musiałby zrobić, żeby zacząć go przerażać. Nie wiem, jeść koty, albo coś takiego, pewnie by wystarczyło, ale chłopak nie wyglądał na takiego co to się żywi małymi puszystymi przyjaciółmi człowieka. Ale kto wie, kto wie, w końcu pozory lubią mylić. Aż w głowie chłopaka pojawił się obraz ciemnowłosego rozkoszującego się widokiem krwi cieknącej z podciętego gardła rudego kociaka. Po jego plecach przebiegł dreszcz. Coś okropnego.
- Nie jestem nieustraszony. - powiedział. Jego zdaniem nie istnieli ludzie nieustraszeni. Bo każdy miał jakieś lęki, nawet jeśli ich nie ukazywał. One i tak siedziały ukryte gdzieś głęboko w nim, by w odpowiednim momencie dać znak, że wciąż tam są. A szkoda. Życie bez niektórych lęków byłoby prostsze. Dużo prostsze. - Po prostu mam wysoki próg tolerancji różnych dziwactw. - No, chyba można to tak nazwać. Bo kim byłby człowiek bez swoich dziwactw? W końcu one również przyczyniały się do tego, że każdy człowiek był wyjątkowy i niepowtarzalny, czyż nie? A Haru naprawdę był w stanie znieść wiele. Z pewną granicą oczywiście.
- To teraz powiedz, czy twoja odpowiedź jest twierdząca, czy przecząca. Jestem ciekaw. - poprosił. Naprawdę go to interesowało. Bo w końcu kto by nie chciał wiedzieć na jego miejscu? Poza tym, to może być dość ciekawe przeżycie, usłyszeć "chcę cię przerażać", czyż nie? A komuś kto takie słowa wypowiada, można życzyć tylko powodzenia, bo raczej automatycznie się go bać nie będziemy, skoro jak na razie to są tylko pragnienia.
Jeśli zaś odpowiedź chłopaka będzie przecząca, Haru chyba nawet odetchnie w duchu. Bo mimo że dopiero poznał chłopaka, czuł, że po prostu nie chce, by ten go przerażał. Dlaczego? To najprawdopodobniej zwykła ciekawość. Ludzie zwykle nie zagłębiają się w to, co ich przeraża, nie chcą tego lepiej poznawać, ponieważ nie pozwala im na to umysł, który odrzuca taką propozycję. A chłopak odczuwał chęć poznania ciemnowłosego kroczącego obok niego. Wydawał się być interesujący. Na pewno skrywał wiele ciekawych rzeczy wartych poznania. I być może w pewnym momencie Haru odpuści, jeśli chłopak nie będzie wykazywał chęci współpracy, jednak przynajmniej teraz mógł zaspokajać częśc swojej ciekawości. Dopóki każdy nie pójdzie w swoją stronę, co zapewne nastąpi już niedługo. Byli bowiem już coraz bliżej męskiego akademika, a każdy krok w jego stronę oznaczał o chwilę rozmowy mniej. Tak więc Haru musiało wystarczyć tylko to.

SEO HEECHEON: Jedzenie surowego mięsa może nie jest na liście dziesięciu rzeczy, które lubię najbardziej robić w wolnym czasie, ale poderżnięcie gardła kotu mogłoby się tam znaleźć, gdybym tylko nieco zluzował sobie smycz, która trzyma mnie w ryzach i nakazuje funkcjonować zgodnie z oczekiwaniami społeczeństwa. Mama wrażenie, że jest wiele sposobów w jakie mógłbym go przerazić. Nawet bez zbytniego wysiłku. Bo jak czułby się, gdybym przygwoździł go do ściany, wyjął z kieszeni scyzoryk i delikatnie musnął nim jego skórę na szyi? A wierzcie mi, że chciałbym zrobić coś takiego niejednej osobie. Nie, nie by ją skrzywdzić. Nie. Chciałbym zobaczyć strach w jej oczach. Każda forma naruszenia przestrzeni osobistej również jest w pewien sposób straszna. To swoisty gwałt na psychice. Wysoki próg tolerancji dziwactw, co? Ciekawe jak wielu ‘dziwaków’ spotkał na swojej drodze. Ja osobiście widziałem niewielu. Ale żaden nie był jak ja. Ktoś kiedyś nawet stwierdził, że ludzi takich jak ja powinno się zamykać w specjalnych zakładach. To mnie zabolało. Serio! Moje małe, czarne serduszko wręcz płakało, jak to usłyszałem. Phi… nie doceniają mnie.
Czy chcę go przerażać? Raczej nie. Ale tylko raczej. Bo nie ma nic piękniejszego nad ludzki strach malowany w oczach, ruchach, spięciach mięśni i słowach. Nawet najbardziej nieustraszeni się boją. Ja się do własnego strachu przyznaję. Nigdy mu nie zaprzeczam. Mimo to, to strach napędza do działania. Mnie na pewno. Skoro mogę zginąć w każdej sekundzie, warto żyć i obserwować ludzi. Warto mieszać się z tłumem, warto patrzeć, egzystować, ale warto też wchodzić w interakcje. Dlatego często rozmawiam z ludźmi. Nawet jeśli nie wyglądam na osobę wybitnie miłą i sympatyczną. Nie jestem miły i sympatyczny. Choć staram się być bardziej, niż mniej.
- Jeśli jesteś ciekaw, czy nie warto się samemu o tym przekonać? – spytałem patrząc na niego z lekko rozchylonymi wargami obniżając nieco głowę – Moja odpowiedź to więc i tak, i nie – powiedziałem spokojnym tonem.
Spojrzałem przed siebie na miejsce docelowe naszego spaceru korytarzami. Nauczyłem się dokąd który korytarz prowadzi. Choć wciąż są miejsca do których nie wiem jak dojść, większość miejsc nie ma dla mnie tajemnic. Spojrzałem na chłopaka z ciekawością.
- Tu cię zostawię – odezwałem się ni to do niego, ni do przestrzeni za nim i oddałem mu książki będące jego własnością, ostrożnie wręczając mu je w objęcia – Zapewne jeszcze się spotkamy… a wtedy może odkryjesz, czy będę cię przerażał, czy też nie… - powiedziałem i zbliżyłem się do niego.
Zrobiłem krok, potem drugi. Widziałem jak chłopak odsuwa się ode mnie aż w końcu ściana mu to uniemożliwiła. Stanąłem bardzo blisko niego. Uniosłem wolną rękę, w której nie trzymałem moich własnych lektur, i delikatnie dotknąłem jego włosów. Dotyk był tak lekki jak muśnięcie skrzydeł motyla. Niby nic. Przysunąłem twarz do niego lekko przechylając głowę na prawo, niemal tak, jakbym chciał go pocałować. Dzieliły nas może centymetry. Mógł poczuć mój oddech na policzku.
- Bo strach czasem budzi w nas niepojęte zainteresowanie – szepnąłem i odsunąłem się zwinnie jak kot, z niespodziewaną elegancją i gracją, jak na kogoś kto wydaje się nie znać nawet drogi, którą idzie – Do zobaczenia – powiedziałem i poszedłem w swoją stronę.


MIZUSHIMA HARU: Być może miał rację. Może rzeczywiście najlepiej byłoby przekonać się samemu. Ale co, jeśli on NIE CHCIAŁ, żeby ciemnowłosy go przerażał? Co powinien zrobić? Zostawić to, by sama się ta kwestia rozwiązała? Czy może rzeczywiście powinien zacząć się go obawiać, by sprawdzić, czy to dobre rozwiązanie? Nie ważne. 
Zbliżali się już do końca korytarza. Jeszcze chwila i Haru będzie mógł uwalić się na miękkim łóżku i poczytać, albo po prostu pójśc spać, bo chyba opuściły go już wszystkie siły, jakie miał, a jakie pozostały mu po wysiłku fizycznym. Tym razem jednak to jego siły psychiczne zostały nadwyrężone tymi jakże niespodziewanymi sytuacjami. 
Och, cóż za szkoda, że ten czas dobiegł już końca. Miał nadzieję na chociaż jeszcze króciutką chwilę rozmowy. Cóż, niestety ta chwila nie nastąpi. Taka strata...
Przyjął od chłopaka swoje książki, uważając by ich nie upuścić. One naprawdę były takie ciężkie już wcześniej? Na szczęście chłopak wręczył mu je ostrożnie, co ułatwiło mu pewne złapanie ich. To dobrze.
- Zabrzmi dziwnie, jeśli powiem, że już nie mogę sie doczekać kolejnego spotkania? - zapytał, lekko unosząc przy tym prawy kącik ust. Być może rzeczywiście wtedy odkryje, czy chłopak będzie go przerażał. A minięcia takiej okazji by sobie nie wybaczył... 
Z każdym krokiem, który Heecheon wykonywał w jego stronę, Haru wykonywał jeden w tył. To było już trochę za blisko, znowu. Niestety, dużo tych kroków zrobić mu się nie udało, bowiem już po kilku natrafił plecami na ścianę. Zajebiście. Teraz już nie miał jak się dalej odsuwać, a chłopak dalej zmniejszał odległość między nimi. W końcu jednak tego zaprzestał, ale i tak to, jak blisko się znajdował, było wręcz... no chyba nawet potworne. Za blisko. Dla kogoś kto unika bliższych kontaktów z nowopoznanymi ludźmi to cholernie za blisko. I czemu on tyka jego włosy? Niby dotyk był tak lekki, że prawie w ogóle niewyczuwalny, ale jednak Haru go poczół. Delikatnie, jakby musnęło go piórko, ale jednak. Chyba nie muszę mówić, że w odruchu chciał się cofnąć jeszcze dalej? Ale cóż, w ścianę się nie wtopi. Nawet jeśli bardzo, bardzo by tego pragnął. 
Kiedy chłopak jeszcze dorobinę przysunął twarz do tej należącej do niego, zaczął się obawiać. To już była przeginka, i gdyby nie to, że w rękach Haru dalej spoczywały książki, pewnie by go odepchnął. A nie chciał ich upuszczać kolejny raz. Bo po co, skoro chłopak i tak prędzej czy później będzie się musiał odsunąć. Ciepły oddech ciemnowłosego owiewał policzek Haru, gdy ten szeptał te kilka słów. Potem na szczęście się odsunął. Mówiłam, że tak będzie. Nasza Kruszynka odetchnęła głęboko tuż po tym, kiedy chłopak opuścił jego strefę osobistą.
- Tak. - powiedział powoli. - Do zobaczenia.
Nawet nie patrzył w ślad za chłopakiem. Po prostu "odkleił się" od ściany i dość szybkim krokiem podreptał w stronę męskiego akademika by znaleźć się w swoim pokoju. Co z tego, że prawie się przy tym zabił, bo trzęsły mu się nogi. 

Etykiety: ,

Komentarze (0):

Prześlij komentarz

Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]

<< Strona główna