Rozdział I.
MIZUSHIMA HARU: Właśnie
trwał jeden z tych upierdliwie męczących dni, w których to Haru zaczynał
żałować, że kierunkiem który wybrał był sport. Gdyby to jeszcze była tylko
akrobatyka, to byłby przeszczęśliwy, no ale niestety inne sporty też się w ten
kierunek wliczają. Miał za sobą ponad godzinę biegania za piłką, którą tak
naprawdę kopnął może z dwa-trzy razy. Cóż poradzić, że to małe chude nie nadaje
się do czegoś takiego jak piłka nożna czy koszykówka. On może robić mostek ze
stania, szpagat, salto, może sobie pojeździć na łyżwach i wykonać na nich kilka
ładnych potrójnych skoków, ale nie każcie mu bawić się piłką, no ludzie,
zlitujcie się! No ale, wiadomo że raczej się nad nim nie zlitują, w końcu
przyszedł tu żeby się czegoś nauczyć, a nie marudzić że nie lubi ganiać za
piłką. Poza tym, dodatkowa dawka ruchu zawsze może się przydać. Byle tylko nie
była za duża.
A skoro mowa o nauce, to nawet na kierunku sportowym miał od groma zajęć z
innych dziedzin, a i jeszcze sam sobie nowe zajęcia wynajdywał, i właśnie to
przed chwilą zrobił. Tuż po tym jak skończył zajęcia poszedł do biblioteki, w
której naprawdę lubił przebywać, głównie przez to, że było w niej cicho i
spokojnie, i raczej nikt nie myślał o tym, by przeszkadzać innym, i wypożyczył
z niej pięć ciekawie zapowiadających się książek. W końcu nie ma nic lepszego
niż wciągająca lektura na wieczór. Miał nadzieję, że takie się one okażą - ciekawe
i zajmujące. Chciał, żeby pomogły mu się oderwać od tej jakże męczącej
codzienności. Lubił czytać właśnie dlatego, że kiedy to robił, kompletnie
zapominał o otaczającym go świecie, i mimo, że wiele osób twierdzi, że czytanie
męczy umysł, to Haru miał bardziej wrażenie, że po czytaniu jest wypoczęty i ma
więcej energii na inne czynności.
Tak więc, teraz wystarczyło tylko pójść do swojego pokoju by uwalić się na
łóżku i zacząć czytać. Ruszył więc korytarzem ledwo trzymając te pięć sporej
grubości książek i dwa zeszyty, które wręcz po złości nie dały mu się upchnąć w
torbie przewieszonej obecnie przez jego ramię.
SEO HEECHEON: Dzień mijał tak
zwyczajnie jak tylko mógł. Miałem wykłady, na które nie poszedłem, potem
konwersatoria, na których też się nie zjawiłem, ale za to wybrałem się na dyżur
do pani profesor, która obiecała mi przepisanie oceny z egzaminu. To było
akurat dość miłe z jej strony. Co więcej, bardzo cieszyło mnie, że tak wiele
ocen mogłem przepisać z poprzednich lat nauki. Nie żebym miał ciekawsze rzeczy
do roboty jak siedzenie na wykładach… Po prostu… nudziło mnie to. Za bardzo.
Miałem problemy ze skupieniem uwagi na wykładowcy, mozolnie przesuwanych
slajdach, czy pozostałych studentach, których przeanalizowałem już na każdy
możliwy sposób. Nie powinno dziwić więc to, że o tej godzinie, o której odbywa
się kolejny nudny wykład, z którego będę zwolniony, przechadzałem się
korytarzem. Czego szukałem? Sam chyba tego do końca nie wiedziałem. Kręcąc się
po uczelni zazwyczaj jestem ubrany w mundurek, na jednym ramieniu mam mały,
czarny plecak, a w rękach ściskam książkę, lub dwie. Nie wiem czemu, ale daje
mi to pewne poczucie stabilności. Tak jak na filozofii często dowiadujemy się,
że rzeczy, które są dla nas ściśle materialne, tak naprawdę nie istnieją, ja
lubiłem udowadniać sobie, że coś istnieje tylko dlatego, że mogę tego dotknąć.
Choć… moje dłonie nie były w stanie do końca poczuć gramatury, czy temperatury
przedmiotu, miałem świadomość, że on istnieje. Bo krawędzie zeszytu często
drażniły moje nadgarstki, które czucia nie były pozbawione. Mój psychiatra
mawiał, że stałość przedmiotu zależy od tego jak się do niego nastawimy. Ale
jeśli miałby rację, znaczyłoby to, że wszyscy ludzie na świecie mają
schizofrenie. Przecież nie każdy dźwięk który słyszymy, musi być realny.
Ja usłyszałem jednak jak jaskółka z całym impetem wleciała w szybę. To
wydarzyło się naprawdę, bo siedząca na parapecie dziewczyna aż podskoczyła z
wrażenia. Ja jedynie spojrzałem na okno. Oszołomiony ptak siedział na parapecie
najwyraźniej nie rozumiejąc dlaczego nie mógł wlecieć do środka przez
niewidzialną barierę. Jaskółka była piękna, choć widać było, że los jej nie
oszczędzał. Patrzyłem na nią idąc dalej przed siebie. a zapatrzony byłem tak,
że nie zauważyłem idącego z na przeciwka chłopaka, na którego nieopatrznie
wpadłem. Wydałem z siebie zduszony dźwięk i runąłem do tyłu, na plecy,
wypuszczając książki z rąk.
MIZUSHIMA HARU: Gdy tak szedł
wiedziony perspektywą miękkiego łóżka jego uwagę zwróciła dziewczyna która
wykonała nagły i niespodziewany, dość zamaszysty ruch. Dlatego też popatrzył w
jej stronę, ciekaw co wywołało u niej taką reakcję. Z początku nic nie
zauważył, jednak po chwili dostrzegł na parapecie po przeciwnej stronie okna
siedzącego ptaszka (chociaż w sumie to on stał, bo trudno mówić o siedzeniu w
przypadku tych skrzydlatych stworzonek, którym chłopak tak bardzo zazdrościł
umiejętności latania). Czy możliwe że to właśnie jego tak bardzo przestraszyła
się dziewczyna? Tylko cóż musiało zrobić to stworzenie, by przy swojej małej
wielkości w stosunku co do człowieka i tym delikatnym i niepozornym wyglądzie
wywołać taką reakcję? Czy być może uderzyło w szybę? Jeśli tak, na pewno samo
było bardzo zaskoczone i skołowane, tak, że Haru zaczął mu współczuć.
Nawet nie wiedział kiedy się zatrzymał, więc gdy odkrył że stoi na środku
korytarza gapiąc się w okno, szybko się obrócił, jednak nie zdołał nawet zrobić
kroku, bo ktoś na niego wpadł. Albo to on wpadł na kogoś, nie ważne. W każdym
bądź razie po wydaniu z siebie niekontrolowanego pisku i upuszczeniu trzymanych
przez siebie książek stracił równowagę i runął przed siebie wprost na chłopaka
z którym się zderzył niemal przygważdżając go do podłogi. Na szczęście w porę
zdołał podeprzeć się rękoma, tak, że nie leżał bezpośrednio na nim, a bardziej
nad chłopakiem wisiał.
Oszołomiony przez chwilę kompletnie nie wiedział, co się w ogóle dzieje, jednak
w następnym momencie szybko się podniósł, a na jego policzki wypłynęły
rumieńce.
- Wszystko w pożądku? Nic ci nie jest?- Zapytał cicho delikatnie się jąkając i
wyciągając w stronę chłopaka dłoń, by ewentualnie pomóc mu wstać. Nie miał
pewności, czy w ogóle przyjmie jego pomoc, ale przynajmniej chciał spróbować. A
co, jeśli się okaże, że ten chłopak ma jakieś dziwne poczucie wyższości nad
wszystkimi innymi? Albo gorzej, jeśli jest jednym z tych zapatrzonych w siebie
i pieniądze swoich rodziców dzieciaków które wyżywają się na takich biednych
szarych myszkach jak Haru? Och, naprawdę powinien był bardziej uważać na to co
robi i co go otacza. Może gdyby zobaczył go wcześniej byłby w stanie zejść mu z
drogi i tym samym zapobiec temu zderzeniu i jakże niekomfortowej sytuacji?
SEO HEECHEON: Runąłem na plecy
przy upadku, zgadza się. Środek ciężkości człowieka sprawia, że przy zachwianiu
równowagi odchylamy się nieznacznie w przód lub w tył. W moim przypadku
zdecydowanie przy upadku lecę w tył. Niektórzy jednak mają środek ciężkości
usytuowany inaczej, co pozwala im na upadek do przodu, w sposób, który chroni
kręgosłup i głowę. Tak jak ten chłopak. Nie zdziwiło mnie wcale to, że
praktycznie wylądował na mnie podczas upadku, wywołanego zderzeniem. Widząc
jednak, że leci w moim kierunku, położyłem głowę na ziemi i nie podparłem się
łokciami. Gdybym to zrobił, mogłoby dojść do innych urazów wywołanych
zderzeniem głów, czy ramion. Sam upadek nie był przyjemny. Nie dla mnie
przynajmniej. Choć… musiałem przyznać, że nie było to najgorsze z doświadczeń
jakich dziś miałem okazję doznać. Drobny, smukły, możliwe, że delikatnie za
chudy jak na moje oko, chłopak zawisł nade mną odpierając się dłońmi o podłogę
tuż obok mojej głowy. Ciekawe. Zainteresował mnie. Mało kto potrafi zrobić na
mnie takie wrażenie. Co prawda zderzenie było moją winą, więc teoretycznie sam
jestem sobie wdzięczny, ale … tak, zainteresował mnie. Przez tą chwilę podczas
której chłopak zdołał się zawstydzić, speszyć, czy też doznać jakiegokolwiek
innego uczucia odpowiedniego dla tej sytuacji nim wstał na równe nogi, ja
zdążyłem przyjrzeć mu się. Jego skórze, kształtowi twarzy, oczom, strukturze
włosów. Wiedziałem, że prowadzi zdrowy tryb życia, jest aktywny fizycznie,
wskazuje na to zwykła powierzchowność. Wysiłek fizyczny w jego przypadku nie
jest jednak skierowany na wydolność jak u piłkarzy. To widać po budowie ciała.
Przez te kilka sekund zdążyłem przyjrzeć mu się na tyle sposobów… Ciekawe.
Wyciągnął dłoń w moim kierunku, a ja spojrzałem na nią. Przechyliłem głowę na
bok, jak zainteresowany nową zabawką kot, i przyjąłem jego pomoc. Nie byłem
przejęty tym wypadkiem. Ani trochę. Wręcz przeciwnie. To było zabawne.
- To ja wpadłem na ciebie… - odezwałem się spokojnym, zdającym się mieć czas na
wszystko, niskim głosem – to ja powinienem spytać, czy wszystko w porządku –
patrzyłem na niego pustym wzrokiem, w którym zdaje się, tliła się iskierka
zainteresowania.
Mój wzrok powoli przesunął się w dół i spoczął w końcu na książkach, które
rozsypały się na podłodze między nami. Dwie moje. Reszta chłopaka. Powoli
uklęknąłem i zacząłem zbierać jego książki, jakbym chciał w ten sposób
wynagrodzić mu speszenie, którego zapewne doznał. Tak zostałem wychowany. Tak
należy postąpić.
- Dużo książek masz ze sobą idąc korytarzami.. zawsze tak jest? – spytałem
bardziej zeszytu, który trzymałem teraz w ręce, niż chłopaka, ale kierowałem
swoje pytanie oczywiście do niego.
Kilka kartek papieru przecież mi na nie, nie odpowie. Nawet jeśli podobała mi
się gramatura okładki i tusz, którego użyto do przyozdobienia okładki. Zeszyt
miał lekko zagięty prawy dolny róg. Często kartkowany. Ciekawe znalezisko.
MIZUSHIMA HARU: Można powiedzieć,
że Haru był zadowolony z tego, że chłopak przyjął jego pomoc. Pewnie gdyby tego
nie zrobił, poczuł by się jeszcze bardziej głupio. Przez tę krótką chwilę
zdążył zarejestrować, że uścisk dłoni chłopaka (większej od tej należącej do
Mizushimy) był dość silny, czyli taki, jaki powinien być męski uścisk. Tyle że
jak ma się kobiece dłonie to czasem o taki trudno.
Kiedy nieznajomy się odezwał Haru niemal ze zdziwieniem stwierdził, że jego
głos jest spokojny. Czy to możliwe że nie był zły, że na siebie wpadli? I
jeszcze bierze na siebie winę? To był chyba pierwszy raz, kiedy japończyk
trafił na kogoś takiego. Zwykle robili mu wyrzuty że a to stał na środku, a to
nie patrzył gdzie idzie... A on przecież nie robił tego specjalnie, często z resztą
też nie. Bo raczej nie ma nic przyjemnego we wpadaniu na kogoś.
- Ale ja... potem... nad tobą...- powiedział cicho. To, że się jąkał i nie mógł
złożyć tego zdania można chyba zwalić na to, że był dość zawstydzony całą tą
sytuacją. Zwykle nie miał większych problemów z wysławianiem się. Co najwyżej
inni mogli mieć problem z usłyszeniem tego, co mówi, ale to i tak zupełnie inna
sprawa.
Wzrok, jakim chłopak chwilę przyglądał się japończykowi był nawet lekko jego
zdaniem straszny, bo pusty, niemalże niewyrażający żadnych emocji. Na szczęście
jednak nie zatrzymywał tego wzroku zbyt długo na jego osobie i przeniósł je na
książki, które potem zaczął zbierać. Oczywiście Haru zaczął robić dokładnie to
samo.
- Nie. - odpowiedział. - Zwykle mam tylko jedną.- po prostu dzisiaj postanowił
zaszaleć i wziąć pięć na raz. Miał wrażenie, że chłopak nie kierował tego
pytania do niego, tylko do jego zeszytu który trzymał w rękach. I to nie był
jakiś tam zwykły zeszyt tylko jego brudnopis, w którym było dosłownie wszystko.
Od fragmentów notatek z różnych zajęć, przez notatki dotyczące zasad różnych
sportów (no co, nikt nie powiedział, że on to wszystko musi pamiętać), na jego
rysunkach kończąc. I to właśnie było najstraszniejsze w tym zeszycie, że
wystarczyłoby go otworzyć, żeby dowiedzieć się niemal wszystkiego o życiu Haru.
Od tego, czego się uczy, aż po to, czego się boi. Tak, kiedyś rysował wszystkie
swoje lęki żeby je przezwyciężać. Z niektórymi się udało, niektóre pozostały i
zapewne pozostaną.
Zebrawszy tą część książek, której nie zebrał chłopak, podniósł też z podłogi i
jego książki po czym podał mu je z cichym "proszę" i delikatnym,
nieśmiałym uśmiechem na ustach. Właśnie próbował być miły i nie odstraszać
swoją wrodzoną nieśmiałością, o którą raczej nie posądzałby go nikt, kto
chociaż raz widział jeden z jego występów. Niestety jak to mówią pozory mylą, i
to się akurat w jego przypadku zgadza idealnie, bo o ile występując potrafi być
pewien siebie, tak w życiu okazuje się nieśmiałą szarą myszką.
SEO HEECHEON: Trudno nie brać na
siebie winy, gdy ma się tak rozpraszającą rzeczywistość wokół siebie. Ale czy
była to ‘wina’… polemizowałbym. Zapewne dla chłopaka nie było to doświadczenie
wpisywane na szczyt listy ‘pouczające i przyjemne’, ale dla mnie i owszem. Nauczyłem
się o nim więcej niż by wypadało przy pierwszym spotkaniu. Poza tym, jego skóra
miała przyjemny zapach. Niewiele było przypadków gdy tak twierdziłem. Podobno
jeśli jakaś osoba nam się podoba fizycznie, wydziela feromony odpowiadające
naszym preferencjom. Jest to też całkiem zwyczajne w przypadku gdy dwie
przyjaciółki bardzo się lubią i po pewnym czasie, gdy już się do siebie
przyzwyczają, ich wzajemne feromony również stają się dla nich przyjemne.
Zapach skóry, nawet pot. Dlatego myślę, że zmysły są tak podporządkowane temu
co o kimś myślimy. To fascynujące, nie uważacie?
Moje usta wygięły się delikatnie w karykaturze uśmiechu, który choć wydawał się
wymuszony, był dla mnie naturalny. Innego nie miałem. Patrzyłem na chłopaka jak
plącze się we własnych myślach. To, co dla mnie było ciekawym doznaniem, dla
niego było krępujące. Jak dla większości ludzi. To .. normalne.
Nie patrzyłem na chłopaka, ale zanotowałem fakt, że patrzy na zeszyt, który
trzymałem. Był dla niego cenny. Analiza pobieżna zachowania osoby w stosunku do
przedmiotów, które posiada, pozwala naprawdę wiele o niej powiedzieć. Nie
znałem dokładnej zawartości zeszytu, nie miałem tez zamiaru go otwierać. Nie
był mój. Nawet jeśli mnie ciekawił, nie należał do mnie i nie w mojej mocy było
decydowanie, czy mogę do niego zajrzeć. Dlatego po chwili podniosłem się i
wymieniłem się z chłopakiem książkami.
- Zdaje się, że lubisz czytać… - odezwałem się znów tym spokojnym tonem, który
mógłby zwiastować ciszę przed burzą i nie spuszczałem wzroku z grzbietów jego
książek – Dlaczego? – zadałem banalne, a zarazem chyba najtrudniejsze pytanie,
jakie można było.
Bo ‘dlaczego’ nie jest prostym pytaniem wbrew pozorom. Spytany o swoje zdanie
na lekcji matematyki uczeń na pytanie ‘dlaczego’ po prostu milknie i zaczyna
wątpić w słuszność swojego stwierdzenia. Nawet jeśli miał rację.
MIZUSHIMA HARU: Gdy chłopak
uśmiechną się do niego, z początku uznał jego uśmiech za wręcz odpychający,
nieszczery i pozbawiony jakiegokolwiek głębszego celu, jednakże po chwili
dostrzegł także i jego urodę, jaką posiadał każdy ludzki uśmiech. Bo uśmiechać
potrafią się tylko ludzie o dobrych sercach. Ci z bryłami lodu zamiast nich
tylko sztucznie wyginają usta.
Odebrał od chłopaka książki z lekkim skinieniem głowy, wypowiadając przy tym
ciche "dziękuję", i równocześnie oddał mu te należące do niego.
Wygodniej ułożył sobie w ramionach sporej grubości tomy, by niesienie ich nie
było mniej wygodne niż by wypadało. W końcu im większa będzie powierzchnia tym
nacisk na centymetr kwadratowy również zmaleje, co oznaczało większy komfort
niesienia.
- Książki pomagają zapomnieć.- powiedział. - Kiedy zaczynasz je czytać, twoje
problemy i troski schodzą na dalszy plan, bo twoje myśli są zajęte tym, co
przeżywa bohater.- To był właśnie ten powód, dla którego tak bardzo kochał
czytać książki. Miały też one jednak swoją wielką wadę - każda książka kiedyś
się kończy, a wtedy świat realny uderza w ciebie z podwójną siłą niemal
zwalając z nóg swoją bezpośrednością. Bezlitosny i brutalny. Okropny, ale tak naprawdę
jedyny słuszny, przed którym nie można uciekać, a jedynym słusznym wyjściem
jest stawianie mu czoła.
Wreszcie prosto stanął na nogach i wmiarę wolną ręką poprawił torbę trzymaną na
ramieniu. Była ciężka, jak zwykle, a jej pasek nieprzyjemnie wbijał się w ramię
przez materiał szkolnego mundurka, który mimo swojego niewielkiego rozmiaru i
tak był na Haru odrobinkę za duży. Podwinięte rękawy marynarki ukazywały jego
szczupłe ręce, na których nadgarstach oplecione były rzemyki w najróżniejszych
odcieniach brązu, gdzieniegdzie przyozdobione drewnianymi koralikami. Chłopak
lubił takie naturalne dodatki, o ile nie było ich za wiele (choć na jego
nadgarstkach można było znaleźć pokaźną kolekcję). Dzięki nim w bardzo łatwy
sposób można było podkreślić swoją indywidualność, która w tych czasach była
dla ludzi rzeczą bardzo ważną. Bo w końcu, nie liczą ludzi którzy ślepo gonią
za tym by wyglądać jak inni, teraz każdy chce mieć swój własny, oryginalny
styl, który będzie podkreślał jego osobowość.
Złapawszy się na tym, że już dłuższą chwilę tępo wpatruje się w usta chłopaka
speszony odwrócił wzrok i cichutko odchrząknął, mając nadzieję, że rumieniec
nie przyzdobi jego twarzy.
SEO HEECHEON: A więc ja muszę
mieć bryłę lodu zamiast serca, bo nie stać mnie na więcej jak sztuczny grymas.
Mimo to staram się. Naprawdę się staram. Ale mam wrażenie, że naprawdę nigdy
nie nauczę się uśmiechać tak, jak inni. Szczerze, ciepło, sympatycznie. Nic na
to nie poradzę. Ćwiczę codziennie przed lustrem. Jak zalecali mi psycholodzy i
inni lekarze, z którymi widywałem się przez lata. Nic jednak nie daje takiego
efektu, jaki mi przedstawili w założeniu czysto teoretycznym. Nie żeby mnie to
bardzo smuciło, ale mimo wszystko zawsze lepiej się człowiek czuje jak widzi
jakieś efekty. Tymczasem w moim przypadku efekt był taki, że nauczyłem się
czegoś, co przypomina zepsuty uśmiech psychopaty, który marzy o natknięciu
twojego łba na pal. No… może nie do końca, ale i tak odbiór mojej mimiki często
jest właśnie taki. Przykre, co nie?
Przechyliłem lekko głowę na bok i spojrzałem na chłopaka przed sobą. Mówił o
książkach w sposób, którego nigdy nie rozumiałem. To nie tak, że nie miałem
wyobraźni. Ja po prostu nie czułem potrzeby uciekania w inny świat. Nigdy nie
chciałem zapomnieć o rzeczywistości, bo była dla mnie ważniejsza niż cokolwiek
innego. Dlatego nie rozumiałem takiego podejścia do lektur. I może też dlatego
wolałem literaturę naukową. Bo nie zmuszała emocji do działania. Uśmiechnąłem
się znów w charakterystyczny dla mnie sposób.
- Dlaczego miałbyś uciekać z tego pięknego padołu łez… – spytałem prawą dłonią
wykonując teatralny gest prezentera w cyrku, który zaprasza na ekscytujące
przedstawienie, po czym spoważniałem znowu i zmrużyłem oczy obserwując chłopaka
- ..w inny świat, który może być gorszy niż ten, który znamy?- dokończyłem
pytanie.
Interesowała mnie jego odpowiedź. Dlaczego miałby uciekać od trosk. Przecież po
to jest życie, co nie? By utrudniać nam egzystencje. Mój wzrok wędrował po
pasku od torby chłopaka, jakbym chciał przyjrzeć się materiałowi z jakiego jest
wykonany. Dostrzegłem oczywiście, że patrzył na mnie. Na moją twarz. Usta. Ale
nie miało to dla mnie znaczenia. Każdy parzył na co chciał. Jeśli tylko chciał.
A jeśli ja wydałem mu się ciekawym obiektem obserwacji, mogłem tylko
stwierdzić, że mi tym schlebiał.
MIZUSHIMA HARU: Przyglądał się
chłopakowi, kiedy ten "przedstawiał" ruchem ręki świat w którym się
znajdowali, nazywając go padołem łez. Teraz to on lekko przechylił głowę, a
jego oczy wyrażały zainteresowanie. Pierwszy raz spotkał kogoś, kto zapytał go,
jaki był powód. Zwykle ludzie po prostu przyjmowali jego odpowiedź, i
zostawiali ten temat, lub dodawali coś o sobie. On tego nie zrobił. Zadał po
prostu kolejne pytanie, na które Haru wręcz odczuwał potrzebę odpowiedzi. Są
pytania, na które nie chcemy odpowiadać, są też takie, na które naszym zdaniem
odpowiedź jest zbędna, mimo że ktoś inny chciałby ją usłyszeć, a na końcu są
te, na które sami chcemy udzielić odpowiedzi.
- Ponieważ nie ważne jak realistycznie będzie on opisany pozostanie tylko
wymysłem autora lub opisem czasów dawnych, które nie mają szans ponownego
zawitania. - powiedział powoli. - Nie to co ten, w którym żyjemy. Tego autor
nie zmieni tylko po to, by bohater mógł dożyć ostatnich stron książki. Nie spotkasz
prawdziwej miłości przypadkiem i nie zakochasz się po pierwszym spotkaniu. Nie
ważne jak bardzo będziesz się starał, i tak prędzej czy później coś się
spierdoli i nie naprawią tego dwa słowa.- kontynuował. - Właśnie dlatego lubię
czytać. Bo w książkach te rzeczy chociaż przez chwilę wydają się być możliwe. I
to poczucie iluzji chyba potrafi podnieść na duchu.- Na tym zakończył swoją
wypowiedź. Nie chciał mówić więcej, jeszcze by wyszło że lubi narzekać na
świat, a przecież nie sprawiało mu to większej przyjemności. W końcu im więcej
na coś narzekamy, tym bardziej mamy tego dość. A przecież Haru zamierzał
jeszcze trochę po tym świecie połazić. Dostrzegać jego zalety i w ogóle... Nie
żeby ich nie widział, tylko czasem zdarzało się, że coś zaczynało je przyćmiewać.
Uśmiechnął się delikatnie, by pozbyć się z twarzy tej niemal nienaturalnej dla
niego powagi, która zawitała na niej gdy mówił. Mimo że z reguły trzymał się
trochę dalej od ludzi, to mimo wszystko był raczej człowiekiem pogodnym,
któremu co jakiś czas na ustach majaczył uśmiech. Jeśli za długo był poważny,
to po prostu robiło się dziwnie.
Zauważył, że wzrok chłopaka także skupiony jest na nim. Obaj się sobie
przyglądali, obaj byli ciekawi. Drugi chłopak zaintrygował Haru, ponieważ
wydawał się być bardziej... wycofany, a tacy ludzie zawsze są interesujący.
Bardziej niż inni.
SEO HEECHEON: Słuchałem go
z właściwą sobie uwagą przenosząc wzrok z paska jego torby, na rzemyki na jego
dłoniach. Zmyślna ozdoba. Bardzo prosta w wykonaniu, prymitywna, a zarazem dość
znacząca, dobrze ukazująca czyjąś osobowość. Nie znałem oczywiście osobowości
Haru tak dobrze jakbym chciał. Mogłem tylko wysunąć pewne wnioski na bazie
tego, co zobaczyłem, usłyszałem, lub co przewidywałem. Hermeneutycznie rzecz
biorąc, badałem to, jaki jest, ale nie sięgałem do źródeł jego zachowania, bo
nie miałem do nich dostępu. Co prawda rzadko miałem w przypadku jakiegoś
człowieka. Ale starałem się wynieść z rozmów i obserwacji jak najwięcej. Gdy
jest się osobą tak dziwną, jak ja, znajduje się przyjemność w patrzeniu na
ludzi ‘normalnych’.
Lubiłem zadawać pytania ciekawy odpowiedzi rozmówcy. Pytałem o opinie. O
uczucia. Przeświadczenia. One mówią więcej niż wiedza z książek naukowych i
opracowań wszystkich tych mądrych głów zasiadających w zakładach odpowiedniej
tematyki i zainteresowań na uczelniach i w szkołach wyższych.
- Nie zakochasz się, nie spotkasz miłości, nie dożyjesz szczęśliwego
zakończenia, nie spełnisz marzeń, nie będziesz nikomu potrzebny, nie zyskasz
przyjaciół, nie będziesz szczęśliwy, nie będziesz kochany, nie zakochasz się… -
odezwałem się szeptem jak echo, któremu ktoś podpowiedział dość okrutną mantrę
– Takie myśli zataczają krąg. Martwy krąg – ciągnąłem dalej, nieco głośniej i
przeniosłem spojrzenie wyzutych z uczuć oczu na jego twarz – Ale… dlaczego?
Sami jesteśmy autorami naszych historii i możemy w nie ingerować. Wystarczy… -
zbliżyłem się do chłopaka na krok stając bliżej niego - …ruszyć z miejsca i… -
pochyliłem się do przodu wchodząc w przestrzeń osobistą chłopaka z właściwym
dla mnie impetem i przyglądając się jego buzi, jego skórze, oczom, rysom twarzy
- …skreślić słowo ‘nie’ – skończyłem swoją wypowiedź.
Naprawdę dochodziłem czasem do wniosku, że byłem przerażający w chwili
dłuższego kontaktu z człowiekiem. Chyba się zgodzicie, że normalna jednostka
raczej nie obserwuje nowopoznanej osoby z odległości dziesięciu centymetrów,
jakby chciała co najmniej poczuć jej zapach.
MIZUSHIMA HARU: - Gdyby skreślić
słowo "nie" było tak łatwo jak mówisz, życie byłoby przesłodzone z
nadmiaru miłości i pozytywnych emocji, a wtedy nie miałoby ono charakteru.
Każdy chodziłby zakochany świergocząc o tym, jaki to świat jest piękny i
różowy. Ludzie zmieniliby się w bezmyślne istoty nie widzące nic prócz miłości
i tego, jacy sa szczęśliwi. - powiedział, po czym najpierw wykonał krok w tył,
a potem odchylił się do tyłu opierając cały ciężar ciała na lewej nodze, bo
chłopak był zdecydowanie za blisko. W takich chwilach Haru cieszył się, że
ćwiczy akrobatykę i dość silne wygięcie się w tył nie sprawia mu większych
problemów, a także nie wpływa na utrzymywanie przez niego równowagi. - Dlatego
chyba lepiej, żeby pozostawić to tylko w książkach, gdzie nadmiar tego typu
emocji jest wręcz pożądany przez czytelników, a także przez samego autora. W
takim przypadku nawet gdyby główny bohater spoczął na różowych poduszkach i
umarł z przesłodzenia nie byłoby to niczym nadzwyczajnym, a wywołałoby reakcje
godne pożałowania. Mimo to, to są właśnie pewne plusy książek. - zakończył.
- A teraz byłbym wdzięczny, gdybyś odsunął się chociaż krok. - przez to, że
chłopak znajdował się bardzo, bardzo blisko, miał szansę lepiej mu się
przyjrzeć. Co nie znaczy że taka pozycja była dla niego komfortowa, szczególnie
że czuł, że jeszcze trochę i po prostu runie do tyłu, jeśli będzie tak musial
dłużej stać. Jedną z rzeczy które Haru miał szansę zauważyć było to, że chłopak
miał bardzo ładne oczy. Ciemne i głębokie. Miały w sobie trochę tajemniczości.
W takie oczy można spoglądać, bo zdecydowanie warto.
Grzecznie poprosił. Tak ładnie poprosił, żeby chłopak się przesunął. To nie,
nie można, bo po co? Niestety Haru nie
był bocianem czy innym żurawiem żeby być przyzwyczajonym do dłuższego
utrzymywania ciężaru ciała na jednej nodze, logiczne więc było, że albo będzie
się musiał wyprostować jeszcze bardziej zmniejszając odległość między nimi (o
zgrozo), lub po prostu poddać się grawitacji i zaliczyć kolejne bliskie
spotkanie z podłogą. Tyle że on nie chciał. Więc co miał zrobić, jeśli każda z
możliwych opcji została odrzucona? Znaleźć sobie trzecią, prawda? No więc
znalazł, a raczej przyszła sama, i raczej mu nie pomagała.
Czując, że leci w tył, Haru niemalże pod wpływem impulsu złapał drugiego
chłopaka za przedramiona. Teraz tylko trzeba było mieć nadzieję, że: raz -
chłopak pewnie stoi na ziemi i dwa - że jednak w ten sposób uda mu się utrzymać
nad ziemią.
SEO HEECHEON: Słowa chłopaka
wręcz trąciły niechęcią do uzyskania szczęścia przez innych w rzeczywistym
świecie. Takie moje wrażenie. Tu nawet nie chodzi o to, że zdawało się, że
szczęście i miłość kojarzył z tandetą i przesłodzeniem, ale o to, z jakim
nastawieniem kierował te słowa. Przecież szczęście nie zawsze jest kolorowe, a
miłość nie zawsze przynosi uśmiech. Mimo to przecież istnieje miłość od
pierwszego wejrzenia, baśniowe zauroczenie, czy jakakolwiek inna forma
szczęśliwego zakończenia występującego w książkach.
- Jesteś szczęśliwy? – spytałem nagle mrużąc lekko oczy, jakbym dzięki temu
mógł się mu lepiej przyjrzeć.
Taaaa, przypuszczam, że nie był. A w każdym razie nie tak, jakby tego chciał.
Dlaczego? Proste. Ja jestem szczęśliwy. Nie wszystko idzie po mojej myśli, mam
defekty, moim jedynym krewnym jest dziadek, który pewnie też mnie opuści za
kilka lat, trzymanie czegoś w dłoniach sprawia mi fizyczny ból, a do tego mam
nie po kolei w głowie. Mimo to jestem szczęśliwy. Wierzę w bajki, w szczęśliwe
zakończenia. Osoba nieszczęśliwa… raczej nie. Czy więc był szczęśliwy, a
jedynie sceptyczny?
Co ciekawe chłopak też zdawał się nie tolerować mojej obecności w sposób, w
jaki większość poznanych przeze mnie tu osób. Nikt nie uciekał ode mnie w tak
wyraźny sposób jak on. A to sprawiało, że mnie ciekawił. Nie bał się, bo
patrzył w moje oczy. Czuł się źle będąc tak blisko mnie. Widząc jak niemal leci
do tyłu, wyciągnąłem jedną rękę i objąłem go w pasie przysuwając go do siebie,
by nie upadł. W tym czasie jednak on też zdawał się wymyślić sposób na nie
upadnięcie. Ciekawe, że przez nasze wspólne ruchy względem siebie, staliśmy
teraz bliżej siebie niż zezwalałaby na to przestrzeń zachowywana między
nieznajomymi w normalnych warunkach. Byłem wyprostowany i patrzyłem na
chłopaka, którego wciąż obejmowałem jedną ręką. Moje książki trzymałem w prawej
ręce, podtrzymywałem go lewą. Jego książki co prawda znów runęły na podłogę,
ale nie było to wybitnie istotne.
- Czujesz się niekomfortowo? – spytałem i uniosłem brew jakbym naprawdę pytał z
czystej niewiedzy – Chciałeś bym się odsunął… mimo to, to ja uratowałem cię
przed upadkiem – zauważyłem i uśmiechnąłem się po swojemu rozbawiony paradoksem
tej sytuacji.
MIZUSHIMA HARU: Tego pytania się
nie spodziewał. Czy był szczęśliwy? Zaczynając od tego, że to pojęcie może się
tyczyć danej chwili lub ogólnej egzystencji, Haru nie umiał stwierdzić, czy
jest szczęśliwy czy też nie. Dziwne, prawda? Zwykle człowiek umie jasno
stwierdzić, ile wynosi jego poziom szczęścia w danej chwili lub w życiu, on zaś
raczej nie przywiązywał do tego większej uwagi. Szczęście bowiem przychodzi i
odchodzi, w pewnym czasie jest, by potem zniknąć zostawiając po sobie uczucie
pustki i przygnębienia.
- Nie wiem. - powiedział zgodnie z prawdą. Nie chciał się teraz zastanawiać nad
tym, czy poziom jego szczęścia jest na tyle wysoki, by powiedzieć, że jest
szczęśliwy, czy na tyle niski, by stwierdzić że nie jest. Może czasem patrzył
na świat zbyt pesymistycznie by nazwać się szczęśliwym? Jednak czy to sytuacja
czysto okazyjna? Jest szczęśliwy kiedy mu się podoba, a kiedy nie, po prostu
szczęście go opuszcza? Czy działa to w ten sposób?
Okey, to nie miało się tak skończyć, on chciał się tylko od niego chociaż
trochę odsunąć, a nie być obejmowanym przez niego w talii. Może opcja ponownego
upadku rzeczywiście byłaby lepsza? Ale nawet jeśli, i tak by się nie powiodła,
bo w końcu chłopak sam postanowił go utrzymać nad ziemią używając w tym celu
swojego ramienia. No i oczywiście Haru też miał w to jakiś tam swój wkład, że
zamiast się oddalić znaleźli się jeszcze bliżej, w końcu jego ręka dalej
spoczywała na przedramieniu chłopaka, jakby stanowiąc dowód na to, że chłopak
sam szukał ratunku w swoim towarzyszu. Eh, doprawdy, że też takie rzeczy muszą
się dziać.
Zaczął się zastanawiać, jak bardzo poobijane będą książki po tym dniu. Już
drugi raz w przeciągu kilku minut wylądowały na podłodze, uderzając o podłogę
grzbietami, krawędziami lub przodami okładek. Żeby tylko się nie poniszczyły...
W tym momencie chłopcy niemal stykali się nosami. Czyli jakby nie patrzeć nie
udało się uniknąć tego zbliżenia.
- A ty nie? - zapytał wpatrując się w chłopaka. - Takie sytuacje są dla ciebie
normalne? - A co, jeśli odpowiedź którą usłyszy będzie twierdząca? Wtedy chyba
po prostu zacznie się śmiać, bo takie sytuacje w żadnym stopniu nie były
normalne. Bo jaki chłopak zamiast po prostu pozwolić drugiemu upaść ratuje go
przed tym obejmując go w talii? Złapanie za rękę jeszcze jest zrozumiałe,
owszem, ale złapanie w ten sposób? A co najgorsze, to się Haru nawet podobało.
To źle, bardzo źle, ale jakaś część jego umysłu uważała to za urocze. Na
szczęście słowa chłopaka pomogły mu się otrząsnąć z tej aury urokliwości.
- Gdybyś się odsunął kiedy o to prosiłem, nie musiałbyś mnie ratować. -
zauważył bardzo inteligentnie. W końcu, gdyby chłopak spełnił prośbę Haru
wcześniej, ten nie straciłby równowagi, a co za tym idzie nie zbliżyłby się ku
upadkowi. I czy drugi chłopak właśnie się uśmiechał? Niby co było zabawnego w
tej sytuacji? Może go oświeci, bo Haru miał problem z dostrzeżeniem zabawnych
aspektów.
Złapał się na tym, że wciąż kurczowo trzyma się chłopaka. Nie był do końca
pewien, czy udałoby mu się teraz chociażby stanąć na nogach, bowiem były one
teraz niczym z waty. Serce biło mu szybciej niż by wypadało, dlatego też i jego
oddech był lekko przyśpieszony. W tej chwili prawie się cieszył, że chłopak
dalej go obejmuje. Prawie.
SEO HEECHEON: Takie sytuacji nie
były dla mnie normalne. Przynajmniej nie zdarzały się każdego dnia. Ale miałem
problem z szanowaniem czyjejś przestrzeni osobistej. Lubiłem czuć kontakt z
rozmówcą… inny niż wzrokowy. Dotyk, pochylenie się nad nim, objęcie. Zdarzało
mi się rak postępować nawet w stosunku do ludzi zupełnie mi obcych. Tak jak ten
chłopak. Był mi obcy. Ale co z tego? Skoro pomagało mi to skupić uwagę na nim.
- Nie jest to dla mnie w każdym razie peszące, czy niekomfortowe –
odpowiedziałem spokojnym tonem lekko odwracając głowę i zbliżając usta do jego
ucha dodałem szeptem – Poczucie bliskości z innym człowiekiem daje wrażenie
bezpieczeństwa, nawet jeśli osoba ta jest nieznajomym… dlaczego więc darować
sobie bliskość? – szepnąłem i odsunąłem się od chłopaka na krok, powoli.
Puściłem go dla jego własnego komfortu, bo mi to nie przeszkadzało. To było tak
banalnie naturalne. Czasem byłem jak dziecko, które zaangażowanie wyraża
poprzez chęć kontaktu z drugim człowiekiem. W moim wieku było to anomalią,
pewnym zaburzeniem, ale mój ostatni lekarz stwierdził bardzo inteligentnie że
nie jest to zaburzenie w żaden sposób psychotyczne, czy niebezpieczne dla
otoczenia. Geniusz, co nie?
Spojrzałem na chłopaka, a potem przykucnąłem i zacząłem zbierać jego książki
układając je na swoich.
- Może poniosę je za ciebie… - odezwałem się ni to do chłopaka, ni to do
zbieranych tomów - ...ale do trzech razy sztuka, co? – prawy kącik moich ust
uniósł się w górę w półuśmiechu.
Trzymałem teraz całą masę książek samemu nie wiedząc czemu właściwie to robię.
Choć może chciałem zadośćuczynić za sprawienie, że dwukrotnie już je upuścił.
Jeśli mi je wyrwie, lub będzie protestował przecież mogę wcisnąć mu całość w
jego małe, drobne łapki i pójść w swoją stronę. Ale to nie w moim stylu. Nie
lubię opuszczać tak ciekawych obiektów na samym początku badania.
MIZUSHIMA HARU: -Może dlatego, że
nie dla wszystkich bliskość jest czymść przyjemnym i nie każdemu daje wrażenie
bezpieczeństwa, a już prędzej jego brak? Szczególnie ze strony osoby
nieznajomej. - powiedział, po czym korzystając z tego, że chłopask powoli
(chwała mu za to) puścił go i odsunął się od niego, wyprostował się i na
wszelki wypadek zrobił jeden kroczek do tyłu. Tak dla bezpieczeństwa. Niby nie
przeszkadzała mu bliskość drugiej osoby, jednak takie naruszanie jego przestrzeni
osobistej było czymś, czego mimo wszystko nie lubił. Znacie to uczucie, kiedy
coś robisz, i nagle ktoś staje zbyt blisko ciebie żeby na to popatrzeć, a ty
nagle wypadasz z rytmu? Albo gdy ktoś przysuwa się o wiele za blisko ciebie
dlatego, że chce wyraźniej cię słyszeć i przez to prawie nad tobą wisi? Haru
tego nie lubił. Czasem nawet żartował, że jego strefa osobista ma trzy metry i
lepiej nie podchodzić bliżej. Niestety niektórzy widząc tą jego niechęć do
bliższych kontaktów z ludźmi łatwo się zniechęcali i po prostu odpuszczali sobie znajomośc z nim.
Bo co, bo nie można mu wisieć nad głową bo zaczyna się denerwować i na
wszystkich burczeć? Przecież nierobienie tego nie jest strasznie trudne, a
wtedy Haru nie ma o co burczeć.
Obserwował chłopaka, kiedy ten przykucnął i zaczął zbierać jego książki. Znowu.
Chciał mu w tym pomóc, powiedzieć nawet, że przecież nie musi tego robić, bo on
sam da radę wszystko pozbierać, jednak zanim chociaż zdążył się odezwać lub
zrobić jakikolwiek ruch w tym kierunku, chłopak już zebrał wszystkie jego
książki, i, mało tego, zaproponował, że to on będzie je niósł.
- Yhm, tak chyba będzie lepiej... - wymamrotał rumieniąc się lekko. Może
rzeczywiście będzie bezpieczniej, jeśli to drugi chłopak będzie niósł te
książki. Bo jeszcze Haru się o coś potknie albo znowu wydarzy się coś dziwnego,
a książki zaliczą kolejne bliskie spotkanie z podłogą. A jemu było naprawdę
szkoda tych biednych niewinnych przedmiotów, które co chwila obrywały przez to,
że nie umiał ich normalnie utrzymać, bo co chwila musiał się wywalać lub
praktycznie wywalać i być podtrzymywanym przez zupełnie obcego chłopaka. Czyż
on nie ma dziś wielkiego szczęścia? Yhm, na pewno. Jeszcze tylko brakuje, żeby
trzeci raz znalazł się zbyt blisko chłopaka, a spełnią się słowa "do
trzech razy sztuka".
SEO HEECHEON: - Czyżbym cię w
jakiś sposób… przerażał? – spytałem robiąc między przedostatnim a ostatnim
słowem krótką przerwę, jakbym zastanawiał się nad doborem słów i spojrzałem na
niego spod rzęs jakbym chciał ocenić jego wartość dla mojej osoby.
Brak bezpieczeństwa. Nieufność. Nieznane. Bliskość. Bezpieczeństwo. To wszystko
połączone ze sobą aspekty naszej psychiki warunkujące nasze zachowanie. Żaden
ze mnie psycholog, ale swoje na ten temat wiem. Jeśli za młodu wytworzyło się
inną formę przywiązania, jak tą jedna i właściwą, ufną, w późniejszym życiu
miało się problem z kontaktami z obcymi i czuło się dyskomfort przy kontakcie z
nimi. Ja nie wiem jakie przywiązanie wytworzyłem. Nie wiem też czy w moim
przypadku ‘norma’ ma jakiekolwiek znaczenie. Przecież już ustaliliśmy, że
normalny nie jestem, co? Z drugiej strony… na ile nienormalny jest ktoś, kto
jest w stanie zdiagnozować własny odchyl od normy?
Przechyliłem głowę na prawo jak kot patrzący z zainteresowaniem na nowopoznany
obiekt. Rozchyliłem usta i delikatnie przesunąłem językiem po dolnej wardze
zwilżając wrażliwą skórę. Poprawiłem w objęciach książki i patrzyłem dalej na
chłopaka. Miałem pełną świadomość, że zaraz moja uwaga będzie wymagać ode mnie
skupienie się na czymś innym, ale chciałem popatrzeć, bo zawsze chcę popatrzeć
na rozmówce. Czasem mi się udaje, czasem nie. Mów wzrok poszybował nagle w
kierunku okna i skupił się na lekkim, ledwo dostrzegalnym pęknięciu na szybie.
Zaledwie ryska która przedzierała obraz za oknem na połowę na powierzchni
dziesięciu centymetrów. Korytarz zdążył już opustoszeć choćby ze względu na to,
że zaczęły się zajęcia, a większość studentów, która owych zajęć nie miała,
wolała spożytkować czas inaczej niż na korytarzu uczelni. Ja jednak nie miałem
nic innego do roboty. A przynajmniej tak na chwilę obecną uważałem.
- Słyszałeś o przypadłości jaką jest dyspraktyka? – odezwałem się nagle – Zdaje
się, że dziś cierpimy obaj na specyficzną odmianę tej anomalii ruchowej patrząc
na ilość dziwnych zdarzeń jaka się dzieje…- szepnąłem ciszej, jakby do
przestrzeni przede mną, gdzieś w oddali, nikt nie wie gdzie.
MIZUSHIMA HARU: Czy chłopak go
przerażał? Nie, to zdecydowanie nie było tak. Może rzeczywiście w jakimś
stopniu to co robił było straszne, ale nie aż tak, by nawać to przerażającym.
- A co, chciałbyś? - odpowiedział pytaniem na pytanie patrząc na swojego
rozmówcę spod lekko uniesionych brwi.
Kiedy chłopak mu się przyglądał, on robił to samo. To znaczy nie robił tego
samego. Nie przyglądał się samemu sobie, nie czuł takiej potrzeby, chłopak
stojący naprzeciwko niego był zdecydowanie bardziej interesujący. Ciemne włosy,
tak typowe dla azjatów, głębokie oczy, pełne usta. Ogólnie tworzyły dość
przystojną całość. A obczajanie przystojnych całości to bardzo ciekawe zajęcie.
Szczególnie kiedy jest się samotnym gejem.... Ale to akurat w tym przypadku
było nie ważne. Bo w końcu nawet jeśli niebyłby samotny, to chętnie by sobie
popatrzył. Bo lubił obserwować. A już szczególnie obiekty przyjemne dla oka.
Kiedy chłopak odwrócił wzrok, Haru uznał, że to chyba najlepsza pora, by
wreszcie ruszyć się z tego korytarza, który już opustoszał. Spora ilość uczniów
zapewne miała zajęcia, zaś pozostała część pewnie znalazła sobie jakieś ciekawe
zajęcie, które nie jest siedzeniem na korytarzu. Poza tym, lepiej żeby sobie
stąd poszli, zanim Haru trzeci raz zapragnie zbliżyć się do podłogi (co dwa
poprzednie razy mu się nie udało i zamiast do podłogi zbliżył się do drugiego
chłopaka). Tak więc powolnymi krokami (tak żeby jednak nie było zbyt wielkiej
odległości między nim a gapiącym się w szybę, jakby nie patrzeć on miał jego
książki) ruszył w magiczną stronę prowadzącą do męskiego akademika. Ale tak
naprawdę powoli. Bo przecież skoro już zaczęli tą dość osobliwą rozmowę, to
przecież jeszcze można ją kontynuować, czyż nie? Po co tracić dodatkową
rozrywkę? No dobra, wiem że Haru najchętniej teraz poszedł by spać, bo jednak
ta piłka go umordowała, ale przecież spać może później. A na tego chłopaka może
już więcej nie trafić, czyż nie? W końcu nic o nim nie wiedział, więc nawet nie
miałby go jak szukać (nie żeby chciał, to tylko taka ewentualność , plan na
ostatni akt desperackiego szukania towarystwa, czego Haru tym bardziej nie
zamierzał robić. Samemu w pokoju też jest dobrze.), ani ewentualnie samemu dać
się znaleźć.
- Oczywiście że słyszałem. - powiedział. To by było dziwne, gdyby człowiek
przez którego przejawia się dyspraksja o niej nie słyszał, czyż nie? No i
dobra, nie ważne, że to tylko sporadyczne przypadki. Ważne że niektórzy ludzie
potrafią to dostrzec. - I chyba muszę ci przyznać rację. - dodał. To co się
dnia dzisiejszego dnia wyprawiało to było coś dziwnego. Haru przynajmniej może
próbować wymówić się zmęczeniem, mimo że to nie jest żadne wytłumaczenie. Ale
przecież tak się dzieje kiedy ludzie są zmęczeni no... Automatycznie pojawiają
się u nich pewne problemy ruchowe, czyż nie?
SEO HEECHEON: Chłopak ruszył
się, a ja automatycznie zrobiłem to samo, niemal w tym samym momencie. Może i
patrzyłem w inną stronę, ale naprawdę skupiałem się na wszystkim, co mnie
otacza, jednocześnie. Mam wiele zaburzeń ośrodkowego układu nerwowego, naprawdę
wiele, ale postrzeganie do nich nie należy. Krótki okres zainteresowania
obiektem na który patrzę, owszem, ale nie cierpi na tym moja uwaga jako taka.
Problem jest ze skupieniem wzroku. Czasem nazywam to krótkim czasem skupienia
uwagi, prawda, ale to prostsze do zrozumienia dla innych.
Spojrzałem na chłopaka idącego korytarzem obok mnie i uśmiechnąłem się po
swojemu. Postanowiłem wrócić tokiem rozmowy do chwili wcześniej, momentu, gdy
spytał czy chciałbym, aby się mnie bał, czy chciałbym go przerażać. Oczywiście,
że nie. Nie panuję nad tym jak się zachowuje, przynajmniej nad niektórymi tego
zachowania aspektami, ale celowo nie odpycham od siebie ludzi. Czemu miałbym
odpychać od siebie kogoś, kto zapewnia mi rozrywkę? Zamiast tego jednak, jak
zawsze odpowiedziałem co innego.
- Co jeśli na twoje pytanie odpowiedziałbym twierdząco? – spytałem spokojnie
patrząc na niego wyzutym z emocji wzrokiem, jakbym pytał, który rodzaj tortury
byłby najdogodniejszy na tym etapie znajomości.
Kiedyś nawet grałem w szkolnym przedstawieniu. Parę razy właściwie, ale tylko
raz miałem bardziej znaczącą rolę. Ten raz, grałem seryjnego mordercę, którego
historię wystawialiśmy przed całą szkołą, jako element projektu, który mieliśmy
przygotować na zaliczenie zajęć. Wszyscy gratulowali mi kreacji, ale gdy już to
zrobili, dochodzili do wniosku, że ja tak naprawdę nic nie stworzyłem i byłem…
sobą. Zachowywałem się normalnie. I wówczas odsuwali się na krok, jakby
niepewni co mogę im zrobić. Ah, piękne czasy, co? Czasem mam wrażenie, że
nadawałbym się do jakiejś karykatury rodziny Addamsów. Dziwolągi opętane
jeszcze dziwniejszym hobby. Mnie śmierć tak nie fascynuje. Po śmierci nie ma
nic. Mózg umiera, impulsy nie są już przekazywane. I tyle. Z pięknego umysłu
zostaje obiekt badawczy dla biologów.
- Jesteś aż tak nieustraszony? – spytałem znów po krótkiej chwili milczenia
poprawiając książki w objęciach.
Jeszcze zakręt lub dwa i rozstaniemy się. Pomogę mu z książkami tylko do
wejścia do akademika. Tylko. Chcę jeszcze gdzieś iść. Nie, nie wiem gdzie. Ale
chcę. Tyle. Dlatego warto zadać jeszcze pytanie, czy dwa. Odpowiedź może być
interesująca.
MIZUSHIMA HARU: Jak widać nie musiał
się martwić o to, że między nim a drugim chłopakiem będzie spora odległość, bo
ten ruszył się w tym samym czasie co on. To dobrze. Oddalą się od korytarza
który na siłę próbuje ich zbliżyć.
- Nic. - powiedział. - Ewentualnie życzyłbym ci powodzenia. - Haru nawet nie
chciał wiedzieć, co Heecheon musiałby zrobić, żeby zacząć go przerażać. Nie
wiem, jeść koty, albo coś takiego, pewnie by wystarczyło, ale chłopak nie
wyglądał na takiego co to się żywi małymi puszystymi przyjaciółmi człowieka.
Ale kto wie, kto wie, w końcu pozory lubią mylić. Aż w głowie chłopaka pojawił
się obraz ciemnowłosego rozkoszującego się widokiem krwi cieknącej z podciętego
gardła rudego kociaka. Po jego plecach przebiegł dreszcz. Coś okropnego.
- Nie jestem nieustraszony. - powiedział. Jego zdaniem nie istnieli ludzie
nieustraszeni. Bo każdy miał jakieś lęki, nawet jeśli ich nie ukazywał. One i
tak siedziały ukryte gdzieś głęboko w nim, by w odpowiednim momencie dać znak,
że wciąż tam są. A szkoda. Życie bez niektórych lęków byłoby prostsze. Dużo
prostsze. - Po prostu mam wysoki próg tolerancji różnych dziwactw. - No, chyba
można to tak nazwać. Bo kim byłby człowiek bez swoich dziwactw? W końcu one
również przyczyniały się do tego, że każdy człowiek był wyjątkowy i
niepowtarzalny, czyż nie? A Haru naprawdę był w stanie znieść wiele. Z pewną
granicą oczywiście.
- To teraz powiedz, czy twoja odpowiedź jest twierdząca, czy przecząca. Jestem
ciekaw. - poprosił. Naprawdę go to interesowało. Bo w końcu kto by nie chciał
wiedzieć na jego miejscu? Poza tym, to może być dość ciekawe przeżycie,
usłyszeć "chcę cię przerażać", czyż nie? A komuś kto takie słowa
wypowiada, można życzyć tylko powodzenia, bo raczej automatycznie się go bać
nie będziemy, skoro jak na razie to są tylko pragnienia.
Jeśli zaś odpowiedź chłopaka będzie przecząca, Haru chyba nawet odetchnie w
duchu. Bo mimo że dopiero poznał chłopaka, czuł, że po prostu nie chce, by ten
go przerażał. Dlaczego? To najprawdopodobniej zwykła ciekawość. Ludzie zwykle
nie zagłębiają się w to, co ich przeraża, nie chcą tego lepiej poznawać,
ponieważ nie pozwala im na to umysł, który odrzuca taką propozycję. A chłopak
odczuwał chęć poznania ciemnowłosego kroczącego obok niego. Wydawał się być
interesujący. Na pewno skrywał wiele ciekawych rzeczy wartych poznania. I być
może w pewnym momencie Haru odpuści, jeśli chłopak nie będzie wykazywał chęci
współpracy, jednak przynajmniej teraz mógł zaspokajać częśc swojej ciekawości.
Dopóki każdy nie pójdzie w swoją stronę, co zapewne nastąpi już niedługo. Byli
bowiem już coraz bliżej męskiego akademika, a każdy krok w jego stronę oznaczał
o chwilę rozmowy mniej. Tak więc Haru musiało wystarczyć tylko to.
SEO HEECHEON: Jedzenie surowego
mięsa może nie jest na liście dziesięciu rzeczy, które lubię najbardziej robić
w wolnym czasie, ale poderżnięcie gardła kotu mogłoby się tam znaleźć, gdybym
tylko nieco zluzował sobie smycz, która trzyma mnie w ryzach i nakazuje
funkcjonować zgodnie z oczekiwaniami społeczeństwa. Mama wrażenie, że jest
wiele sposobów w jakie mógłbym go przerazić. Nawet bez zbytniego wysiłku. Bo
jak czułby się, gdybym przygwoździł go do ściany, wyjął z kieszeni scyzoryk i
delikatnie musnął nim jego skórę na szyi? A wierzcie mi, że chciałbym zrobić
coś takiego niejednej osobie. Nie, nie by ją skrzywdzić. Nie. Chciałbym
zobaczyć strach w jej oczach. Każda forma naruszenia przestrzeni osobistej
również jest w pewien sposób straszna. To swoisty gwałt na psychice. Wysoki
próg tolerancji dziwactw, co? Ciekawe jak wielu ‘dziwaków’ spotkał na swojej
drodze. Ja osobiście widziałem niewielu. Ale żaden nie był jak ja. Ktoś kiedyś
nawet stwierdził, że ludzi takich jak ja powinno się zamykać w specjalnych
zakładach. To mnie zabolało. Serio! Moje małe, czarne serduszko wręcz płakało,
jak to usłyszałem. Phi… nie doceniają mnie.
Czy chcę go przerażać? Raczej nie. Ale tylko raczej. Bo nie ma nic
piękniejszego nad ludzki strach malowany w oczach, ruchach, spięciach mięśni i
słowach. Nawet najbardziej nieustraszeni się boją. Ja się do własnego strachu
przyznaję. Nigdy mu nie zaprzeczam. Mimo to, to strach napędza do działania.
Mnie na pewno. Skoro mogę zginąć w każdej sekundzie, warto żyć i obserwować
ludzi. Warto mieszać się z tłumem, warto patrzeć, egzystować, ale warto też
wchodzić w interakcje. Dlatego często rozmawiam z ludźmi. Nawet jeśli nie
wyglądam na osobę wybitnie miłą i sympatyczną. Nie jestem miły i sympatyczny.
Choć staram się być bardziej, niż mniej.
- Jeśli jesteś ciekaw, czy nie warto się samemu o tym przekonać? – spytałem
patrząc na niego z lekko rozchylonymi wargami obniżając nieco głowę – Moja
odpowiedź to więc i tak, i nie – powiedziałem spokojnym tonem.
Spojrzałem przed siebie na miejsce docelowe naszego spaceru korytarzami.
Nauczyłem się dokąd który korytarz prowadzi. Choć wciąż są miejsca do których
nie wiem jak dojść, większość miejsc nie ma dla mnie tajemnic. Spojrzałem na
chłopaka z ciekawością.
- Tu cię zostawię – odezwałem się ni to do niego, ni do przestrzeni za nim i
oddałem mu książki będące jego własnością, ostrożnie wręczając mu je w objęcia
– Zapewne jeszcze się spotkamy… a wtedy może odkryjesz, czy będę cię przerażał,
czy też nie… - powiedziałem i zbliżyłem się do niego.
Zrobiłem krok, potem drugi. Widziałem jak chłopak odsuwa się ode mnie aż w
końcu ściana mu to uniemożliwiła. Stanąłem bardzo blisko niego. Uniosłem wolną
rękę, w której nie trzymałem moich własnych lektur, i delikatnie dotknąłem jego
włosów. Dotyk był tak lekki jak muśnięcie skrzydeł motyla. Niby nic.
Przysunąłem twarz do niego lekko przechylając głowę na prawo, niemal tak,
jakbym chciał go pocałować. Dzieliły nas może centymetry. Mógł poczuć mój
oddech na policzku.
- Bo strach czasem budzi w nas niepojęte zainteresowanie – szepnąłem i
odsunąłem się zwinnie jak kot, z niespodziewaną elegancją i gracją, jak na
kogoś kto wydaje się nie znać nawet drogi, którą idzie – Do zobaczenia –
powiedziałem i poszedłem w swoją stronę.
MIZUSHIMA HARU: Być może
miał rację. Może rzeczywiście najlepiej byłoby przekonać się samemu. Ale co,
jeśli on NIE CHCIAŁ, żeby ciemnowłosy go przerażał? Co powinien zrobić?
Zostawić to, by sama się ta kwestia rozwiązała? Czy może rzeczywiście powinien
zacząć się go obawiać, by sprawdzić, czy to dobre rozwiązanie? Nie ważne.
Zbliżali się już do końca korytarza. Jeszcze chwila i Haru będzie mógł uwalić
się na miękkim łóżku i poczytać, albo po prostu pójśc spać, bo chyba opuściły
go już wszystkie siły, jakie miał, a jakie pozostały mu po wysiłku fizycznym.
Tym razem jednak to jego siły psychiczne zostały nadwyrężone tymi jakże
niespodziewanymi sytuacjami.
Och, cóż za szkoda, że ten czas dobiegł już końca. Miał nadzieję na chociaż
jeszcze króciutką chwilę rozmowy. Cóż, niestety ta chwila nie nastąpi. Taka
strata...
Przyjął od chłopaka swoje książki, uważając by ich nie upuścić. One naprawdę
były takie ciężkie już wcześniej? Na szczęście chłopak wręczył mu je ostrożnie,
co ułatwiło mu pewne złapanie ich. To dobrze.
- Zabrzmi dziwnie, jeśli powiem, że już nie mogę sie doczekać kolejnego
spotkania? - zapytał, lekko unosząc przy tym prawy kącik ust. Być może rzeczywiście
wtedy odkryje, czy chłopak będzie go przerażał. A minięcia takiej okazji by
sobie nie wybaczył...
Z każdym krokiem, który Heecheon wykonywał w jego stronę, Haru wykonywał jeden
w tył. To było już trochę za blisko, znowu. Niestety, dużo tych kroków zrobić
mu się nie udało, bowiem już po kilku natrafił plecami na ścianę. Zajebiście.
Teraz już nie miał jak się dalej odsuwać, a chłopak dalej zmniejszał odległość
między nimi. W końcu jednak tego zaprzestał, ale i tak to, jak blisko się
znajdował, było wręcz... no chyba nawet potworne. Za blisko. Dla kogoś kto
unika bliższych kontaktów z nowopoznanymi ludźmi to cholernie za blisko. I
czemu on tyka jego włosy? Niby dotyk był tak lekki, że prawie w ogóle
niewyczuwalny, ale jednak Haru go poczół. Delikatnie, jakby musnęło go piórko,
ale jednak. Chyba nie muszę mówić, że w odruchu chciał się cofnąć jeszcze
dalej? Ale cóż, w ścianę się nie wtopi. Nawet jeśli bardzo, bardzo by tego
pragnął.
Kiedy chłopak jeszcze dorobinę przysunął twarz do tej należącej do niego, zaczął
się obawiać. To już była przeginka, i gdyby nie to, że w rękach Haru dalej
spoczywały książki, pewnie by go odepchnął. A nie chciał ich upuszczać kolejny
raz. Bo po co, skoro chłopak i tak prędzej czy później będzie się musiał
odsunąć. Ciepły oddech ciemnowłosego owiewał policzek Haru, gdy ten szeptał te
kilka słów. Potem na szczęście się odsunął. Mówiłam, że tak będzie. Nasza
Kruszynka odetchnęła głęboko tuż po tym, kiedy chłopak opuścił jego strefę
osobistą.
- Tak. - powiedział powoli. - Do zobaczenia.
Nawet nie patrzył w ślad za chłopakiem. Po prostu "odkleił się" od
ściany i dość szybkim krokiem podreptał w stronę męskiego akademika by znaleźć
się w swoim pokoju. Co z tego, że prawie się przy tym zabił, bo trzęsły mu się
nogi.



Komentarze (0):
Prześlij komentarz
Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]
<< Strona główna