wtorek, 7 lipca 2015

04.


Czułem jak moje ciało drży, gdy jego ręce przesuwały się po moich ramionach. Zawsze był taki delikatny, czuły, niemal troskliwy, ale teraz zdawał się robić to wszystko, a nawet więcej, by tylko przekonać mnie do swojej wizji. Czułem smak jego miękkich ust, które nieustannie łączyły się z moimi i czułem jak nogi się pode mną uginają. Nie wiedziałem jak mam mu dać to, czego ode mnie żądał. Nie chciałem go zawieść, a z drugiej strony nie chciałem zawieść też siebie… Czy byłem w stanie? Jego dłonie, dość sprawnie, choć zapewne ze swego rodzaju trudnością, odpięły po kolei każdy guzik mojej białej koszuli, odsłaniając moją nagą klatkę piersiową. Drżałem. Cały czas.
- Nie bój się… - szepnął niskim, pewnym siebie głosem wprost do moich ust jakby dokładnie wiedział o czym myślę.
Ale mógł wiedzieć. On zawsze potrafił w jakiś dziwny sposób zrozumieć o co mi chodzi, nawet jeśli nie chciałem tego wyrazić słowami. Nauczył się mnie czytać, jak otwartą książkę… To mnie przerażało. Ale też intrygowało. Wsunął delikatnie dłonie pod moją koszulę i przesunął je w górę po mojej piersi jednocześnie podwijając materiał, co w rezultacie spowodowało jego zsunięcie się z moich ramion. Moje rozpalone ciało poczuło lekki powiew chłodu, który musnął moją skórę niczym piórko. Wstrzymałem na chwilę oddech niepewny tego co się stanie, bo mimo tego, co miałem robić, to on był osobą o silniejszej woli i autorytecie.
- Co mam… - odezwałem się, ale on przyłożył palec wskazujący do moich ust i uśmiechnął się na swój sposób kręcąc tylko głową jakby chciał dać mi do zrozumienia, że na wszystko przyjdzie czas.
Sięgnął dłońmi pod swoją szyję i rozwiązał kilkoma mocnymi szarpnięciami swój czarny krawat. Trzymając go w zaciśniętej pięści rozpiął swoją koszulę. Zdjął ją sprawnie, jakby robił to już odruchowo, a ja patrzyłem na jego dobrze zbudowane ciało, na każdy odznaczający się mięsień, na gładką, jasną skórę. Przygryzłem wargi chłonąć widok. Chłopak owinął wokół swojej dłoni krawat i spojrzał na niego. Czyżby się zastanawiał? Po chwili milczenia, którą wypełniał jedynie mój ciężki oddech, uniósł jednak wzrok patrząc na mnie spod gęstych, czarnych rzęs.
- Zwiąż… moje nadgarstki… - powiedział, ale to polecenie brzmiało w moich uszach bardziej jak prośba.
Jakby błagał mnie o spełnienie swojej woli nie będąc pewnym, czy go posłucham. Ale ja chciałem go słuchać. Chciałem zrobić dla niego tyle, ile byłem w stanie. Było to dla mnie nienaturalne, ale… miałem wrażenie, że on był jedyną osobą, dla której mógłbym coś takiego uczynić. Wyciągnąłem dłonie i smukłymi palcami zdjąłem krawat z jego ręki. Od odruchowo wystawił swoje dłonie, zbliżył nadgarstki do siebie i czekał. Rozwinąłem te specyficzne pęta, a następnie związałem jego nadgarstki ze sobą dość ciasno, ale na tyle, by nie odczuwał bólu. To było dziwne uczucie. Mimo to, odniosłem wrażenie, że podoba mi się poniekąd, gdy patrzył na mnie w ten sposób. Jego puste oczy wypełniała prośba, oczekiwanie… ekscytacja. Gdy skończyłem spojrzałem na niego, jakbym chciał znaleźć w jego twarzy kolejną wskazówkę. Obrócił lekko głowę w prawo, a jego oczy wyraźnie wskazywały mi stojące zaledwie kilkadziesiąt centymetrów za nim, łóżko. Pokój, którym się znajdowaliśmy był dość mały. Od drzwi do łóżka były może dwa metry. Dwa duże okna przysłonięte czarnymi kotarami dawały złudzenie szkarłatu wypełniającego pomieszczenie. Był dzień. Jasny dzień, ale w pokoju zdawała się być już noc. Paliła się mała lampka na stoliku stojącym z prawej strony łóżka, dając żółtawe, ciepłe światło. Na tym samym stoliku stała też małą butelka szampana i dwa kieliszki, każdy niemal do połowy wypełniony kostkami lodu. Samo łóżko zaś miało dość surowy stan. Mocna, metalowa rama okalała materac przyodziany w bordowe prześcieradło nakryte jedynie równie bordową narzutą ozdobną. Żadnej poduszki, żadnego zagłówka, żadnej kołdry. Tylko to. Przy drzwiach stała mała szafka ozdobiona jakąś rośliną, a pod naszymi stopami znajdował się miękki dywan, w którym aż przyjemnie się było zatapiać palcami.
Heecheon wskazał łóżko. Przed wejściem do pokoju dał mi też jasne wskazówki. Miałem być jego… panem. Miałem wydawać mu polecenia, traktować go jak moją własność, z którą mogę zrobić co chcę. Obiecał mi jednak, że będzie mi pomagał. Wiedział, że sam mógłbym mieć problem ze zrobieniem czego takiego. Nie do końca też wiedziałem, co właściwie powinienem robić.
- Haru… - usłyszałem jego cichy głos - …chcę… byś mnie przywiązał… do ramy… - nie patrzył na mnie, jakby chciał uniknąć mojego wzroku.
Nie. Nie patrzył na mnie, jakby bał się zbytniej śmiałości w stosunku, do kogoś, kogo ma za swojego właściciela. Moje ciało przeszedł dreszcz. Widzieć go w takim stanie nie było codziennością. Wziąłem głęboki oddech. Dam radę. Jeszcze jeden oddech. Przecież na niejednym filmie widziałem co może się stać. Jeszcze jeden oddech i…
Zdawało mi się, że moje stopy same się poruszały. Gwałtownie ruszyłem z miejsca, złapałem go lewą dłonią za kark i wpiłem się w jego usta. Naparłem na niego całym ciałem przysuwając go jeszcze bliżej materaca, a następnie… popchnąłem go na łóżko. Sam nie wiedziałem co robię. Ale chyba działało, bo chłopak wstrzymał oddech i cicho jęknął, gdy znalazłem się nad nim. Czułem się jak drapieżnik, który właśnie dorwał swoją ofiarę. Nie wiem jak inaczej opisać to uczucie. Chłopak był ode mnie wyższy, ale na jego ciało zachowywało się tak, że bez jakiegokolwiek problemu mogłem z nim robić to, co tylko bym sobie zażyczył. Nie wiedziałem jednak czego sobie życzę. Dlatego zająłem się wypełnianiem instrukcji. Złapałem go za ręce i uniosłem je za jego głowę. Spojrzałem na niego i wpiłem się ponownie w jego usta. Moje ręce zajęły się przytwierdzaniem więzów do ramy. Nie było to trudne, a i on z tym w żaden sposób nie walczył. Gdy zrobiłem o co mnie prosił, uniosłem się i klęcząc nad nim spytałem:
- Co chcesz, bym z tobą zrobić? – spytałem dobierając słowa tak, by brzmiały jak najbardziej władczo.
Jakbym pytał go, o coś zawstydzającego, co chciałbym usłyszeć, bo inaczej tego nie uczynię. Czułem jak porusza biodrami w górę i w dół ocierając się co jakiś czas o mnie. Ten widok był… trudny do opisania. Gdy robiliśmy to poprzednim razem, wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Rozchyliłem wargi czując jak zasycha mi w ustach. Poczułem znów przyjemny dreszcz i spiąłem mięśnie.
- Powiedz mi – odezwałem się znów.
- Rozbierz mnie… zdejmij to ze mnie… - usłyszałem jego niski, erotyczny szept przerywany długimi oddechami.
Przesunąłem się nieco do tyłu na kolanach wyciągając ręce, by złapać za jego spodnie. Szarpnąłem raz, lekko zsunęły się z jego bioder, szarpnąłem drugi raz, tym razem mocniej i zjechały aż do kolan. Tyłem zszedłem z łóżka i zdjąłem je z chłopaka do końca. Ku mojemu… ciężko nazwać to „zaskoczeniem”, jednak tak było… Ku mojemu zaskoczeniu, to było wszystko co na sobie miał. Oparł nogi o materac i złączył kolana jakby czekał. Dostrzegłem jak jego członek delikatnie unosi się i opada z powrotem na podbrzusze drgając rytmicznie w tan jego oddechu. Ciężko było mi oderwać od niego wzrok, mimo to zmusiłem się do tego i rozejrzałem się po pokoju. Szybkim ruchem podniosłem swój krawat z podłogi i owinąłem go wokół dłoni mając wrażenie, że się na coś przyda.
- Tak… - usłyszałem nagle – Tak… weź go… i oślep mnie… proszę… - błaganie ze strony leżącego na łóżku chłopaka znów sprawiło, że poczułem miły dreszcz.
Wdrapałem się z powrotem na niego, spychając jego kolana w dół, bym mógł swobodnie się do niego zbliżyć, i zakryłem mu oczy wiążąc krawat z tyłu jego głowy. Wyglądał wręcz na bezbronnego. Wszystko jednak dlatego, że sam tego chciał. Byłem pewny, że jeśli tylko miałby ochotę, mógłby się w prosty sposób oswobodzić… Zamiast tego leżał spętany, oślepiony, czekając na cokolwiek.
- Tortury nie zawsze są bolesne… - odezwał się, jakby wiedział co może chodzić mi po głowie – Nie zawsze są… Ta nie będzie… - obiecał, a ja poczułem jak drżą mi ręce.
Delikatnie ułożyłem je na jego policzkach i przysunąłem się całując go. Nie wiem dlaczego drżałem. Z niepewności? Z lęku? Czy może… z podniecenia, które zalewało moje ciało. Mimo początkowego podmuchu chłodu, teraz czułem tylko ciepło własnej skóry. Nie wiedziałem co on mi robi, ale mu to wychodziło nadzwyczaj dobrze. Przygryzłem wolną wargę.
- Czego pragniesz? – szepnąłem pochylając się nad jego uchem.
Usłyszałem jak nabiera powierza, a kątek oka dostrzegłem jak kąciki jego ust się unoszą. Złapał dłońmi za ramę łóżka i podciągnął się nieco wyżej, jakby chciał uzyskać większy komfort, ale to nie był powód. Chciał móc unieść się bardziej. Chciał móc zbliżyć się bardziej do mnie.
- Ciebie… - szepnął – Być twoim… - ciągnął dalej poruszając głową w taki sposób, że gdybym się pochylił jeszcze trochę, mógłby się o mnie otrzeć jak zwierzę - …spraw, bym błagał o więcej… spraw… użyj… tego co masz pod ręką… - mówił, a ja czułem, że tonę w jego zagadkach.
Choć może właśnie o to chodziło. Bym spróbował wypłynąć na powierzchnię, a nie bym pogrążał się w chaosie. Jedynym co miałem pod ręką był szampan i… lód. Czy on to zrobił specjalnie? Zapewne tak… Choć niczego nie mogłem być pewien w kontaktach z tym chłopakiem. Niczego. Może to mnie do niego przyciągało. Położyłem rękę na jego brzuchu i przesunąłem ją niżej, jeszcze niżej, aż moje palce nie wyczuły jego członka, który delikatnie pogładziłem. Delikatnie. Samymi opuszkami palców. Chłopak zacisnął wargi, by stłumić cichy jęk. Tortury… przyjemne tortury. Chyba zaczynałem rozumieć. Wstałem z łóżka i przyjrzałem się spętanemu chłopakowi. Czułem, że wariuję, ale kto zachowałby zdrowe zmysły. Wziąłem do ręki szklankę z lodem i wyjąłem jedną kostkę. Była zimna, ale szybko zaczęła topnieć w moich palcach. Pochyliłem się nad chłopakiem i bez ostrzeżenia umieściłem kostkę w jego pępku, by mieć pewność, że zostanie tam trochę dłużej. Chłopak syknął i poruszył się gwałtownie, ale nie uciekał. Zwilżył językiem wargi, a jego członek zadrgał. Tortury… Nagle otworzyłem szerzej oczy i wydało mi się, że zrozumiałem czego ode mnie chciał. Uniosłem szklankę i przechyliłem ją tak, by do moich ust wpadła kostka lodu. Dość zwinnie i sprawnie znów przeniosłem się nad chłopaka. Podparłem się rękami, w tym w lewej wciąż trzymałem szklankę, po obu stronach chłopaka i pochyliłem się nad jego ustami. Pocałowałem go, a gdy poczułem, że otwiera usta, popchnąłem językiem kostkę lodu tak, by się w nich znalazła. Cicho jęknął czując chłód, ale gdy się odsunąłem usłyszałem jak posłusznie czeka aż lód się rozpuści. Nie chciałem by czekał za długo, bez niczego. Dlatego położyłem szklankę na łóżku i wziąłem dwie kostki lodu. Jedną umieściłem miedzy swoimi zębami, drugą wciąż trzymałem w dłoni czując jak woda powoli zaczyna spływać z pięści. Przysunąłem kostkę trzymaną w zębach do szyi chłopaka. Kolejny jęk. Przesunąłem ją niżej, do jego obojczyka i sutka, gdzie podrażniłem chłodną materią jego ciało nieco dłużej. Czułem jak jego mięśnie się napinają. Jego oddech był nierówny. Przeniosłem się niżej, na brzuch, a potem na podbrzusze. Tam zostawiłem kostkę, która spłynęła po jego boku. Wówczas w rękę, w której trzymałem niemal zupełnie rozpuszczoną kostkę, ująłem jego członek. Jego ciało wygięło się w łuk, ale nogi zamiast się odruchowo zamknąć, rozszerzyły się. Zacząłem przesuwać dłonią czując jak jego widok coraz bardziej mnie ekscytuje. Nagle, bez ostrzeżenia, zabrałem dłoń i zawisłem nad nim bez żadnego ruchu. Usłyszałem jak jęczy z niezadowolenia i próbuje ruchem bioder znaleźć mnie, ale nie mógł. Wówczas usłyszałem niemal płaczliwy głos wydostający się z jego gardła.
- Błagam… - powiedział, a ja wziąłem świeżą kostkę lodu i znów ująłem w rękę jego członek.

Komentarze (0):

Prześlij komentarz

Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]

<< Strona główna