poniedziałek, 6 lipca 2015

Poboczne historyjki - Heecheon 02


SEO HEECHEON: Powiem tak, rozumiem wiele, ale po co komu wykłady w wymiarze 4 godzin, które odbębniamy w całości jednego dnia, i które są obowiązkowe, bo obecność na nich jest gwarantem zaliczenia? Nigdy nie lubiłem takich anomalii w planie zajęć. BHP PRACY. I dlaczego musi to być na pierwszym roku? Na trzecim jest najwięcej takich badziewi przecież… Ale zakładam, że tak już jest na biznesie. Nie wiem co mną kierowało. Chyba poczucie, że muszę się czegoś dowiedzieć na ten temat, by być godnym następcą dziadka, który i tak będzie zarządzał poprzez swoją zaufaną służbę.
Westchnąłem wchodząc na salę. Studenci tłoczyli się już w środku. Większość zdawała się podekscytowana. Biedni, niedoświadczeni ludzie… współczuję im. Pierwszy raz na studiach jak widzę. Jeden kierunek, kilka specjalności razem. Moje ulubione wykłady po prostu…
Odruchowo wspiąłem się po schodkach na samą górę i zająłem miejsce w aulo-podobnej Sali. W ostatnim rzędzie. Gdzieś przy brzegu, by po tych czterech godzinach męki jak najszybciej wyjść z tej głupiej Sali. Czuję że czeka nas pasjonujące powtórzenie wszystkich zasad bezpieczeństwa, jakie tylko istnieją. Usiadłem na krzesełku, położyłem mały plecak na podłodze przy krześle i oparłem się rękami o blat. Położyłem głowę na ramionach i westchnąłem. Ludzie… dużo ludzi… niby dobrze, ale same nudy…

PARK HYERIN: Wykłady. Niestety, ale obecność na niektórych była obowiązkowa, ale... Nie ukrywajmy, że i tak część z nich olewała. Dlatego kilka razy musiała odbyć rozmowę z tym czy innym wykładowcą. Tym razem jednak musiała się pojawić. Zresztą był środek tygodnia, więc raczej nie miała poprzedniej nocy imprezy po której musiałaby wrócić do żywych. Ponadto jednak nie chciała do końca zawalić studiów. Co by rodzice powiedzieli? Brr... dalej ci ludzie ją przerażali, ale skoro chciała mieć kasę bez kiwnięcia palcem musiała wykazywać minimalne zainteresowanie.
Wchodząc do sali nie dbała nawet o to, że chyba się lekko spóźniła. Tak czy siak wykładowca był już w środku i tylko zerknęła na to z kim ma tym razem przyjemność. Nie był to jej ulubiony członek personelu także szybko zignorowała obecność kogokolwiek w sali i dumnym krokiem poszła do ostatniego rzędu, gdzie nikt nie mógłby podziwiać jej wdzięków i przede wszystkim nie oślepiała swym blaskiem. Ach to wybujałe ego!
Zapowiadały się nudy i sama siebie nie rozumiała i robiła sobie wyrzuty, że zwlekła się z łóżka. Powinna była jeszcze spać. W końcu przyszłaby na wykłady, ale... nieco później. Dlatego usiadła z tyłu niedaleko jakiegoś chłopaka i rzuciwszy markową torbę na podłogę, położyła się na małym stoliczku do pisania.
- Jezu... - jęknęła zbolała, nie wierząc zupełnie w swoje dobre chęci. Wolałaby rzucić to w cholerę, ale lepiej tego nie robić. Mruknęła cicho coś jeszcze do siebie i mogłaby zasnąć, ale ten stary pierdziel z przodu sali zaczął właśnie coś gadać na tyle głośno, że jej to uniemożliwił. A niech go cholera!

SEO HEECHEONNie ma to jak wejście smoka ze strony profesora. Nie, ja nie narzekam. Przynajmniej przyciągnął moją uwagę wchodząc do Sali z pompą i próbując nas zachęcić do dyskusji, zamiast stać przy katedrze z mikrofonem i gadać do ścian. Choć kilka minut później już zaczęły się prawdziwe nudy. Nie przepadam za wykładami tego typu właśnie dlatego, że są tak nudne. Mimo, że wokół mnie jest tyle ludzi bardzo niewiele można o nich powiedzieć. Dziewczyna w ósmym rzędzie gryzie długopis i ma odartą skórę przy paznokciach. Nerwica. Chłopak rząd niżej rysuje na kartce. Problemy z koncentracją. Kilka osób śpi. Balangi nocne, kluby, imprezy lub przepracowanie. Środek tygodnia to dla studenta nie powód by odpuścić sobie imprezę. Zwłaszcza, że do sesji i poważniejszych zaliczeń jeszcze daleko. Nic ciekawego… wszystko zbyt oczywiste.
Nagle do Sali weszła grupka spóźnialskich. Kilku chłopaków wyjątkowo niezainteresowanych wykładami. A dosłownie minutę trzydzieści po nich, dziewczyna.  Zajęła miejsce koło mnie, co zmusiło mnie do przekręcenia głowy na drugą stronę. Dziewczyna z markowymi dodatkami. Zmęczona.
- Wykłady nie powinny zaczynać się  przed południem, zgodzisz się? – spytałem cicho.
Nie wiem co ona może stwierdzić na temat mojego głosu, ale wiem, że większość ludzi go nie znosiła. Spokojny ton, wiecznie spokojny ton, niska barwa… niby takie głosy lubią dzieci. Ale jak dla mnie, bardziej przypomina on głos mordercy, który we śnie odwiedzi cię w pokoju i poderżnie gardło. Spojrzałem na nią przenikliwie jakbym chciał coś wyczytać z jej zachowania.

PARK HYERINNic na temat wejść innych osób Hyerin powiedzieć nie mogła jako, że jak zawsze do sali weszła sama. Bez niczyjego wsparcia. Może to też wina tego, że jednak jako taka a nie inna dziewczyna raczej nie miała przyjaciół. W sensie kto chciałby jej towarzyszyć czy interesować się kiedy i czy w ogóle się zjawi? Jak przyjdzie to przyjdzie jak nie to nie i nikomu nic do tego. Zresztą jedyne osoby, które to obchodziło to profesorowie, którzy zwykle robili jej dodatkowe wykłady na temat spóźniania się i rozwalania im przemowy. Serio... zawsze powtarzali też, że nie jest dzieckiem żeby ją niańczyli, ale powinna być punktualna, wchodzić do sali ciszej i nosić mundurek jak wypada bla bla bla... Ale co ją to obchodziło? W zasadzie to nawet do niej to nie wpadało jednym uchem, by wylecieć drugim. Zupełna ignorancja.
Nie zwracała uwagi na pozostałych studentów. Chciała to mieć jak najszybciej za sobą. Dlatego nie liczyło się nic więcej jak przesiedzenie ile każą i pójście sobie w cholerę. Oto co sobie myślała. Byle wszystko jakoś zdać. Chociaż obiecała sobie, że będzie pilnie uczestniczyć w wykładach! . . . Niektórych. Cóż nie czepiajmy się jej już. Mogła zaobserwować wiele rzeczy, gdyby tylko chciało jej się skupić na otaczającym ją świecie. Jednak wyrwanej ze snu nic jej nie obchodziło. Najchętniej wypiłaby sobie kawkę na rozbudzenie, ale kłopot w tym, że kawy nie lubi. Oto życie Park Hyerin pełne problemów! 
Spojrzała na chłopaka, który do niej przemówił. Cóż nie miała zastrzeżeń do jego głosu. Nie denerwował jej. W zasadzie to wolała takie głębokie i niskie męskie głosy, które mogłyby przywodzić na myśl właśnie owego mordercę. Nie powinno to być seksowne? W końcu podobno jej rówieśniczki lubią niegrzecznych chłopców więc powinno być jak najbardziej idealnie. 
- Nie wiem jak by było lepiej... Tak to się mogą skończyć koło południa. Inaczej ciągnęłyby się w nieskończoność i kolidowały z imprezowaniem - odpowiedziała.

Oj tak. Czy tak czy siak panna Park byłaby niezadowolona. Jeszcze się taki nie urodził co by jej dogodził. Prawda życiowa. Po prostu niech będzie tak jak jest. Jakoś to przeboleje. Chociaż w sumie pewnie i tak nie chodziłaby na wszystkie wykłady jak teraz, a przynajmniej by się wyspała. Oj tak! Piękna propozycja.

SEO HEECHEONTo, w jaki sposób leżeliśmy na blacie w pewnym sensie zapewne stanowiło lustrzane odbicie. Jednak lustrzane odbicia mają to do siebie, że mają wiele róznic. Największa polega na postrzeganiu otaczającej rzeczywistości. Tam, gdzie inni widzą bariere, inni widzą drogę. Zasada odbicie otoczenia. Z nią chyba było podobnie.
- Imprezy? Co takiego ciekawego jest w głośnej muzyce, alkoholu i smrodu tytoniu oprócz wymienionych już argumentów? – spytałem cicho parskając jakby mnie to bawiło.
Po drodze wpadłem na kilkoro studentów zachęcających mnie do uczestnictwa w imprezach integracyjnych i nie tylko. Ale po co? Jaki w tym sens? Ciemno, buro, za duży tłok. Jak można przyglądać się ludziom, którzy nie działają według własnego wyrachowania, a dają się ponieść alkoholowi i chwili? To nie jest tak ciekawe jak rozpracowywanie charakterów i osób w relacjach codziennych.

PARK HYERINCóż w pewnym sensie to, co jest po drugiej stronie lustra może być zupełnie inne niż to po tej po której stoimy. Wyobraź sobie, że po tamtej stronie dzieje się coś zupełnie innego niż w twojej rzeczywistości. Taki paradoks. Ile było takich teorii, gdzie coś co myślisz, że jest podobne, a w rzeczywistości jest z zupełnie innego świata.
- Może to, że tam nie istnieją granice? Co możesz wiedzieć o człowieku, gdy widzisz go w sztywnych ramach kultury, a na imprezie uwalnia z siebie prawdziwą naturę? - odpowiedziała jakoś nie mając ochoty na tak zaawansowane procesy myślowe o tej godzinie. Co ten koleś od niej chciał? Zbyt skomplikowane rzeczy do myślenia...
Hyerin zwykle nie odmawiała imprez. Chociaż wiadomo kończyło to się różnie. Zdarzało się nie pamiętać niektórych momentów, ale zwykle było dobrze. Jasne? Nie zdarzyło się jeszcze, żeby po którejś skończyła niezwykle kiepsko. Chociaż to też dla każdego pojęcie względne. Cóż akurat ona jako nałogowa palaczka i prawdopodobnie alkoholiczka raczej się tym nie przejmowała. Miała inne normy społeczne niż normalni ludzie i tego się trzymajmy.

SEO HEECHEON- Ile prawdziwej natury w naturze, która ma przyćmiony umysł? – odparłem spokojnie i podparłem się o blat nieco sztywniej, aby unieść się do góry. Złożyłem ręce jak do modlitwy  i wsparłem podbródek na palcach patrząc przed siebie. może na profesora, może na ekran, może na nic… po prostu przed siebie.
Alternatywny, przyległy wszechświat, co? Każdy ma swój własny mikrokosmos. Własne i niepowtarzalne ja. Ale to kultura sprawia, że jesteśmy, jacy jesteśmy. często dzikość, którą przyodziewamy jest bardziej fikcyjna, niż maska którą nosimy na co dzień.
- A skoro teraz i tak nie będziesz skupiać się na wykładzie, spójrz na tą dziewczynę.. – wskazałem palcem tym głowy farbowanej na blond dziewczyny siedzącej cztery rzędy przed nami - …co widzisz? – spytałem i spojrzałem na nią unosząc brwi.
Byłem tego ciekaw. Co może widzieć. Co widzi gdy spojrzy na dziewczynę, której twarzy nie widzi. Ubraną w mundurek, jak ja czy ona sama. Włosy spięte w koński ogon. Nieco rozpięta pod szyją bluzka na którą wskazuje odstający fałd materiału. Głupie pytanie. Ale co innego można robić na wykładach z tej kategorii? Zanim lista obecności do nas dojdzie minie kolejna godzina. A trzeba jakoś zabić czas.

PARK HYERIN- Na trzeźwo kontrolujesz się. Chcesz przemyśleć każdy ruch. W innej sytuacji pokazujesz na ile cię stać - odpowiedziała. 
Całe szczęście po chwili miała już lekki spokój i nawet przymknęła nieco powieki, by odpocząć, ale nie bardzo jej to wychodziło przez ten klimat w sali i niezbyt wygodną pozycję do spania czy cholera wie jeszcze czego. 
Cóż po co gdybać nad alternatywną rzeczywistością i innymi takimi? Liczy się chyba to, co jest teraz. Nawet jeśli jak głosi pewna religia jesteśmy tylko sennym wymysłem jakiegoś boga czy kogoś to raczej warto wykorzystać wszystko jak tylko się da. Żyć mocno, kochać dziko czy jakoś tak...

- Hmm? - mruknęła niezbyt zadowolona. To, że się nie skupia na wykładzie nie znaczy, że nie ma innych ważniejszych rzeczy na głowie! No chłopak lekko zaczynał mieć u niej przerąbane z powodu przeszkadzania jej, ale posłusznie spojrzała na wskazywaną dziewczynę.
- Słyszałam, że podobno nieładnie osądzać po wyglądzie jak o to ci chodzi - mruknęła, ale po chwili skupiła się na wskazywanym obiekcie. Co mogła powiedzieć widywała wiele takich dziewczyn. Mogła skupić się teraz na każdym szczególe. Chyba tego od niej teraz wymagał.
- Dość mocno tleniona. Nie zna umiaru i chce się tak wyróżnić. Prawdopodobnie ćwiczy albo trenuje jakiś sport... opcjonalnie jest cheerleaderką. Która dziewczyna tak związuje włosy? Poza tym... wydaje się go słuchać i starać się wszystko zrozumieć. Stara się sprawiać wrażenie panny idealnej. W rzeczywistości dziwka... Ma zbyt mocno odpiętą bluzkę. Wszystko, żeby pokazać cycki i przywieść do siebie facetów... Jednak dziewczynami też nie pogardzi. Ma dość krótkie paznokcie, a dwa u prawej ręki krótsze niż pozostałe. W sumie można by uznać, że to dlatego żeby wygodniej jej się trzymało przybory piśmiennicze, ale długopis trzyma dość wysoko... Coś jeszcze Sherlocku?
Tak była troszkę zła, ale chyba dała mu to o co mu chodziło. Z trudem przecież podniosła łeb i skupiła się na tej dziewczynie, by ją jakoś opisać, albo raczej odszyfrować. Cóż no... Zdarza się, że i tak musi zrobić.

SEO HEECHEONOtworzyłem usta w geście wyraźnego zadowolenia, a moje usta wykrzywiło coś na wzór uśmiechu. Ale nie takiego zwykłego, normalnego, raczej powiedziałbym że wyraz mojej twarzy przypominał twarz szaleńca, który właśnie zabił człowieka i dostrzegł jak działają wszystkie organy, jak jeszcze wciąż bijące serce, w które nie ugodził, pompuje krew, ale jak mózg już nie przesyła żadnych informacji. Fascynująca. Przygryzłem lekko palec wskazujący i przeniosłem wzrok z niej na profesora. Tak, dokładnie o to mi chodziło. Poza tym, udało mi się ją zirytować do tego stopnia, że mimo pilnowania się, o którym tyle mówi, pokazała mi na co ją stać. Inteligentna, niekonwencjonalna, spostrzegawcza, nieco zbyt drażliwa, odpychająca zdawałoby się w swoim zachowaniu. Interesująca. Przejechałem językiem po zębach. Lubię ją. Tak… No co? Nikt nie każe wam osądzać moich preferencji. Jeśli chcecie, droga wolna. Ja lubię poznawać ludzi wyróżniających się na tle reszty.
- Z jednym tylko nie trafiłaś – szepnąłem nie dbając o to, czy mnie słucha, czy nie – nie jest chearleaderką, tylko lekkoatletką. Reprezentuje nasz uniwersytet w skokach o tyczce. A paznokcie… sama wiesz i niemal to zwerbalizowałaś… - uniosłem prawą brew i spojrzałem na nią kątem oka nie obracając twarzy w jej stronę.

PARK HYERINTak tak zaskoczenie wielkie! Hyerin była osobą bardzo inteligentną, ale z wrodzonego lenistwa i innych niezbyt ładnych cech, które raczej nie pozwalały jej na zbytnie pokazywanie tego jak jest mądrą dziewczyną. Cii... nie wolno się chwalić, że jest się we wszystkim idealnym. W prawdzie jednak wiedziała, że są ludzie lepsi od niej w niektórych dziedzinach. Jednak jak to zwykle bywa po prostu nie dopuszczała do siebie tej myśli. Albo to olewała i nie zależało jej na dostrzeżeniu zasług innych albo rosła w niej destrukcyjna chęć rywalizacji. Jednak nigdy nie przykładała się jakoś do potyczek myślowych. Może dlatego, że nie było takowej okazji? Kto wie...
Niby znudzona i obojętna, ale jednak wykonała zadanie. Czemu? Bo gdzieś w głębi duszy bawiło ją to. Mogła powiedzieć swoje dość kontrowersyjne myśli prosto w czyjąś twarz bez żadnych konsekwencji i nie powstrzymywać się. Po prostu czysta i dość bolesna szczerość w jej wydaniu.
- Albo to albo coś trenuje. Także zasadniczo rzecz biorąc trafiłam - sprostowała go, a potem spojrzała na niego z lekkim błyskiem zaciekawienia w oczach. - No a powiedz szczerze... Co myślałeś o mnie w chwili zanim zacząłeś ze mną rozmowę, a teraz? Mylne pierwsze wrażenie czy jednak dobrze mnie oceniłeś...
Oj tak w tym momencie chciała go nieco złapać na tym, że osąd ludzki może być mylny. Co oczywiście nie znaczyło że ona się pomyliła. W końcu zawsze miała rację prawda? Przynajmniej ona sama tak uważała i jakoś nie potrzebowała, żeby ktoś inny to potwierdził.

SEO HEECHEONOparłem się o krzesło i położyłem dłonie na udach wygładzając lekko spodnie. Czemu były czerwone? Dziwny dobór… czerwone akcenty w mundurkach zawsze mnie intrygowały… większość była raczej czarno-biało-szaro-granatowo-brązowo-złota. Czerwień… Ale wracając do wykładu, albo raczej do dziewczyny.
- Na początku? Dla mnie początek to pierwsze zdanie. Już pierwsze westchnięcie dużo mówiło. Zmęczenie z powodów znanych tylko tobie. Możliwe że wywołane niechęcią do wykładów, a może raczej niechęcią do konieczności pojawienia się na jakimś. Stwierdziłem że jesteś osobą bardzo wyrachowaną, a ze sposobu w jaki się poruszasz można wyczuć, że masz o sobie wysokie mniemanie. I słusznie. Nie ma powodu byś miała nie mieć. Lubisz patrzeć na innych jakby znaczyli mniej od ciebie i zawsze uważasz, że masz słuszność w każdej kwestii – powiedziałem powoli, spokojnym tonem – Twój strój i zapach też mnie zaintrygował. Niby mundurek, ale mimo to potrafisz pokazać, że jesteś indywidualnością nie do podrobienia. Palisz, lubisz alkohol – dodałem – Po krótkiej rozmowie z tobą wyciągam jedynie wnioski ogólne uzupełniające spostrzeżenia. Przywiązujesz wagę do szczegółów, lubisz popisywać się zdolnościami, lubisz imponować, dążysz do perfekcji. Druga strona lustra, Alicjo – w końcu na nią spojrzałem, bo cały ten czas mówiłem do powietrza przed osobą. Niezbyt głośno, ale na tyle głośno by wyraźnie mnie słyszała.
Morderca, który ma nierówno pod sufitem i dziewczyna, która mogłaby wdać się z nim w bójkę. Taka byłaby z nas parka w odpowiednich okolicznościach. Całkiem zgrany duet. Wart czasu poświęconego na myślenie o nim.

PARK HYERINFakt dziwne dopasowanie kolorów. Akurat i Hyerin cały czas zastanawiała się czemu czerwony? Toż niebieski by lepiej pasował. Nie no pewnie uniwerek chciał być jakiś wyjątkowy. Może dlatego, że czerwony to kolor królów? Cholera ich wie. Akurat nie każdemu ten kolor pasował i standardowe czarno-białe byłoby chyba najlepszym rozwiązaniem pod względem modowym. No, ale nie o tym tu.
Cóż mogła zawsze w swojej wypowiedzi dodać "mów śmiało, nie obrażę się", ale niestety coś jej mówiło, że prawdopodobnie mogłaby z urażoną dumą wyjść, albo dać mu w twarz. Niestety sama czasami nie wiedziała na co ją stać. Mogła się po sobie spodziewać wszystkiego i to niektórych przerażało.
Cóż chłopak ocenił ją i scharakteryzował dość trafnie. W zasadzie zrobił to nawet dość łagodnie, a może to raczej zasługa tego, że patrzył obiektywnie i po prostu stwierdzał fakty. Inaczej mogłoby się to całe opisywanie skończyć o wiele gorzej. W końcu ludzie raczej zbyt dobrego zdania na jej temat nie mają.
- W zasadzie pomyliłeś się w jednym... Nie dążę do perfekcji. Po prostu chcę być od kogoś lepsza. Nie musi to być poziom bliski ideałowi. Po prostu być lepszym... - odpowiedziała, bo taka prawda. No i bycie perfekcyjnym jest nudne. Naprawdę. Zero miejsca na pomyłki. To nie może być ciekawe.
Cóż sama mogłaby mu się odwdzięczyć tym samym, ale jakoś nie bardzo wiedziała jak go opisać. W końcu dopiero niedawno zwróciła na niego jakąś uwagę. Wcześniej... Po prostu istniał. No i musiałaby się zastanowić i jakoś wytężyć swój mózg.

SEO HEECHEONW kącikach moich ust pojawił się cień uśmiechu.
- Wybacz, zły dobór słów – skinąłem jej lekko głową.
Mam w sobie tyle spokoju, że mógłbym uśpić chyba najaktywniejszą osobę, gdybym podarował jej 10% z niego. Wszystko przyjmuję bez jakichkolwiek emocji. Dziadek kiedyś nawet zastanawiał się, czy to, że nie mam czucia w rękach w jakiś sposób przenosi się na to, że nie chcę przejawiać uczuć. Może, kto wie? Na pewno nie moi lekarze ani psychiatrzy. W końcu jeśli wejdziesz między czubków, zachowuj się jak oni, bo inaczej stwierdzą, że jesteś groźny i poddadzą cię elektrowstrząsom po których już na pewno stracisz wszystkie klepki. Spojrzałem na dziewczynę uważniej. Taa, interesujące znalezisko mi się trafiło. Uśmiechnąłem się w duszy z radości, że znalazłem kogoś, kogo nie przerażam. Przynajmniej jeszcze nie. Oby ten stan się utrzymał. Nie wiem czy chciałem coś jeszcze powiedzieć. Rozchyliłem lekko wargi, ale w tym momencie profesor stwierdził, że daje nam piętnaście minut przerwy.
Bez namysłu więc wstałem, zarzuciłem plecak na ramię i wolnym krokiem zacząłem kierować się w stronę wyjścia aby na korytarzu skonsumować drugie śniadanie. Lub w moim przypadku pierwsze, bo nie lubię jeść z samego rana. Lepiej mi się myśli, gdy jestem głodny. Szczęście sprawia że stajesz się mniej czujny, że tracisz grunt pod nogami. Moje małe szczęścia są jak kawałki potłuczonego lustra. Lustro nigdy nie będzie całe, wiec zawsze będziesz widzieć pęknięcia, ale dojrzysz w nim też siebie, a że brak ci innego lustra, jesteś zadowolony że masz akurat to.

PARK HYERINNo tak zły dobór słów. Chociaż niby na pierwszy rzut oka niektóre wyrażnia można stosować naprzemiennie nie muszą oznaczać tego samego. Cóż to wszystko jest pokręcone, a lingwistyka zdecydowanie jest zbyt trudna. W każdym języku świata istnieją jakieś nieścisłości, które łatwo można wykorzystać na swoją korzyść. Sorry tak to niestety działa. 
Cóż faktycznie chłopak był tak spokojny, że ton jego głosu mógłby uśpić. No niestety nie było na to jakiegoś większego czasu ani sposobności. W zasadzie można i uznać że sama nie miała większych emocji, ale niestety... Gdyby nie fakt że zawistne to-to wredne i niestety czasami dość wybucha złością. Poza tym raczej nie ma w nij większych czy głebszych uczuć. Niestety tak wyszło. Wyrachowana i chłodna, ale jednak cierpliwość ma nikłą.
Cóż jakoś Hyerinnie nie obawiała się nikogo. Poza tym raczej mało się przejmowała takimi detalami. Dla niej obok siedział przenikliwy chłopak, który mógłby być dość dobrym materiałem na analityka i drobiazgowca. Być może pedant... Co o nim mogłaby niby wiedzieć? Dla niej był względnie normalny.
Całe szczęście przerwa. Co prawda Hye nic nie jadła przed wykładami, a teraz też nie planowała. W końcu one niedługo się skończą prawda? Poza tym miała ważniejsze sprawy na głowie. Kiedy chłopak wyszedł z sali ona wyjęła telefon. Potrzebowała szybkiej i bezzwrotnej pożyczki i w tym celu napisała smsa do swojego narzeczonego, ale... Hyun znowu jej odmówił, bo miał powoli dość jej genialnych pomysłów, które nie zawsze dawała mu poznać. Denerwował ją ten typ. Był niezwykłym dupkiem i... No po prostu nie bardzo go lubiła. Niby nie powinno ją to nic obchodzić, bo aranżowane to wszystko i w sumie mogłaby go po prostu olać, ale chłopak chciał, żeby zachowywali się w towarzystwie jak para. To właśnie ją denerwowało. Właściwie nie wiadomo czemu. Jednak ta krótka wymiana wiadomości niestety skończyła się tym, że siedziała teraz po prostu z naburmuszoną miną nad telefonem. Naprawdę ma dziś jeden z lepszych dni... I nie. To wcale nie jest sarkazm.

SEO HEECHEONCałą przerwę spędziłem na korytarzu. Siedziałem samotnie na ławeczce i jadłem kanapkę z serem. Nie miałem ochoty na nic innego. Wolałem zjeść chleb niż znowu stać w kolejce po jakieś zupy w proszku czy inny uczelniany badziew jakim żywią się wszyscy studenci bez względu na klasę społeczną. Ten wykład nie miał się tak szybko skończyć. Jeszcze dobre dwie godziny tej męki i prawdopodobnie jeszcze jedna, krótsza, przerwa. Tak wyglądały takie wykłady. Byłem już na kilku takich na poprzednim uniwersytecie. Nic na to nie poradzę, że przyszedłem znów się nudzić zamiast poprosić o przepisanie oceny. Czemu nic nie poradzę? Bo i tak nie miałbym co robić. Nic innego mnie nie czeka na tej uczelni. Zajęcia, powrót do akademika, sen, nauka, zajęcia. Nie jestem osobą chodzącą na imprezy, ale tak to już bywa. Nie znoszę hałasu, gwaru, zapachu kadzideł i petów, migających świateł. Otępiają zmysły, a to nie prowadzi do niczego dobrego ani przyjemnego. Niektórzy to lubią, jak Alicja. Czemu ja tak nazywam? Bo to do niej pasuje. Nie wiem czy zdaje sobie z tego sprawę, ale Alicja mogła być do niej bardzo podobna. Obie mają swoje królicze nory, z których nie ma prostego wyjścia, a i ich świat po drugiej stronie lustra bywa ciekawy.
Otrzepałem ręce i przeniosłem się na powrót do Sali. Przy okazji wyszukałem wzrokiem listę obecności. Jeszcze trzy rzędy i dojdzie do nas. Niesamowite jak ten czas leci… Usiadłem na swoim miejscu, położyłem torbę obok krzesła i ziewnąłem. Bezpieczeństwo i Higiena Pracy. Część dalsza. Spojrzałem kątem oka na dziewczynę obok siebie, a potem przeniosłem wzrok na profesora. Nie słucham jego słów, ale wiem o czy mówi. Slajdy, które pokazuje wyświetlane są stanowczo za wolno. On mówi już o przypadkach pożaru w biurach, a na slajdzie wciąż widnieje informacja o porażeniu prądem. Znów położyłem się na blacie i zamknąłem oczy. Ciemność. Ciekawe czy jest wywołana faktem, że nasze gałki oczne wywracają się do wnętrza czaszki, czy tym, że oglądamy skórę powiek. Dzieje się jedno i drugie, ale ciężko stwierdzić, w którym momencie zachodzi, który proces.
- Jak wygląda twoja strona lustra, Alicjo? – odezwałem się nagle szeptem jakbym kierował moje pytanie w przestrzeń.

PARK HYERINCóż dla Hyerin ich długość nie miała większego znaczenia. I tak zgłodnieje dopiero po nich. Późne wstawanie sprawiło, że nie robiła się głodna w godzinach wykładowych. Cud natury po prostu! Za to organizm domagał się snu także po niezbyt udanej wymianie zdań z narzeczonym po prostu postarała się zdrzemnąć. Ten Hyun... dupek, gnojek, tępy ch... No dobra uspokój się. Przecież nic się nie stało tak?
Cóż w sumie i życie Hye było dość nudne i przewidywalne. Kac, urywanie się z niektórych wykładów, kłótnie z pewnymi osobami, czasem rękoczyny, impreza... Cóż zwykle tak wyglądał przekrój jej dnia. Jednak pomimo wszystko każdego dnia działo się zupełnie coś innego. Jak wspomnieliśmy niby podobne, a tak różne. Po prostu już tak bywa.
Tak więc po prostu próbowała się zdrzemnąć bo to się akurat jej mogło przydać. Jednak jakoś miała problemy z zaśnięciem i słyszała wszystko wyraźnie. Naprawdę usłyszała jak jej sąsiad siada na swoim miejscu i mogłaby przysiąc, że przybrał pozycję podobną do jej własnej.
- A średnio... - mruknęła nieco zmęczona. - I czemu mnie tak nazywasz?

SEO HEECHEON- Dlaczego by nie? – odpowiedziałem cicho – Twój świat dla mnie wygląda jak świat Alicji dla osoby, która w nim nigdy nie przebywała. Pełen jest nadzwyczajnych rzeczy i zdarzeń – rozwinąłem myśl i zamilkłem.
Alicja w niektórych analizach treści jest dziewczyną mającą problem z odróżnieniem jawy od fikcji. Żyje w stanie zawieszenia między snem, a rzeczywistością, co sprawia, że nie zawsze potrafi odnaleźć się w sytuacji, a mimo to próbuje. Gdy coś nie idzie po jej myśli wyzywa otaczające ją stworzenia i nie chce się dalej z nimi bawić. Do końca sama nie wie dlaczego akurat ona odwiedza Krainę Czarów. Alicja bierze leki, które zabierają ją do cudownych krain. Za wielka dawka jednak może sprowadzić na krainę nieszczęście lub nawet ją zniszczyć. Kraina ta to psychika Alicji. Czasem dziecinna, czasem nad wyraz dorosła. Dla mnie taką Alicją jest właśnie ta dziewczyna. Nie znam jej, to prawda. Przyznaję. Mimo to mam wrażenie, że coś w tym jest. Poza tym… Alicja była niezrozumiana. Niezrozumiana przez głupich dorosłych, którzy chcieli wtopić ją w tłum innych dziewczynek, które zachowywały się tak samo. Jakby za pomocą szablonu. A Alicja nie była jak ten szablon.
- Alicja jest nadzwyczajna… dlaczego więc nie miałabyś być nią? – spytałem ziewając delikatnie, gdy profesor na katedrze znów za wolno zmienił slajd.

PARK HYERINCóż wysłuchała dość uważnie jego odpowiedzi. Przynajmniej wytężyła do tego jakąś małą część mózgu, bo jednak ciekawiła ją ta odpowiedź, a jednak była zbyt leniwa, by całej się zmotywować do rozmowy. Okazujemy chociaż minimalną chęć konwersacji. Dobra z niej jednak dziewczynka jak przyjdzie co do czego prawda?
W sumie taka prawda... Niektórzy doszukiwali się w postaci Alicji schizofreniczki czy narkomanki. Ogólnie człowieka, który jest odurzony chorobą lub używkami i kreuje sobie swój własny świat. Czy ona taka była? No można spekulować. W każdym razie na pewno nie sprzeciwiłaby się gdyby miała spędzić dzień w Alkoholandii. Byłoby nawet miło.
W każdym razie może jej życie podobne było do tego Alicji przed przeniesieniem się do Krainy Czarów? Kto to wie. Po prostu proste gdybanie nawet jak zna się dobrze utwór i czytało się go w oryginale. Zbyt dużo neologizmów i zagadek... Niby prosta książka dla dzieci, a tak trudna lektura. Jednak na pewno o wiele lepsza od takiego Małego Księcia. To już prawdziwa tortura. 
- Dobra rozumiem... A ty? Możesz być tym Białym Królikiem - odpowiedziała w sumie nie wiedząc czemu przyszedł jej do głowy akurat królik za którym uganiała się w ogrodzie Alicja. - Albo kotem z Cheshire, bo gadasz niezrozumiale... 
Oj tak ten kot był zabawny, ale też nieco wkurzający. W końcu nie mówił niczego wprost i dawał same niejasne odpowiedzi. Chyba wkurzyłaby się mając takiego kota koło siebie, gdyby znajdowała się w złym położeniu. No, ale trudno... Tak raczej nie będzie.


SEO HEECHEONLekko uniosłem kąciki ust w czymś na kształt uśmiechu i zamknąłem oczy. Kot z Cheshire, powiada? To by do mnie pasowało. Istota, która zwariowała od wdychania substancji, której kiedyś stosowano przy produkcji kapeluszy. Zwariowała. Tak, ja zwariowałem. Dawno, dawno temu, gdy odwiedzałem matkę w jej pokoju. Jestem szalony, ale co z tego jeśli potrafię czasem myśleć trzeźwiej jak niejeden człowiek uznający się za geniusza? Ja geniuszem zdecydowanie nie byłem. Potrafiłem po prostu wyciągać wnioski.
- Pan Specjalny Kot… - powiedziałem cicho przeciągając się nieznacznie i odchylając głowę do tyłu. Otworzyłem oczy i spojrzałem na nią przenikliwie - …miło cię poznać, Alicjo – stwierdziłem fakt, bo poznanie jej było moim zdaniem bardzo miłym akcentem tego jakże nudnego dnia – Na kota nadaję się bardziej. Za mną nie goni nikt. Po prostu pojawiam się i znikam – dodałem po chwili zastanowienie. Nie pasowałem na królika za którym ktoś goni.
Nie byłem obiektem czyiś poszukiwań, czy pragnień. Ja po prostu istniałem i wchodziłem w czyjeś życie pozostawiając po sobie mniejszy lub większy ślad. A nawet jeśli ślad był maleńki, ludzie mieli tendencje do niezapominania o mnie. O dziwakach i szaleńcach w końcu trudno zapomnieć, co nie?

PARK HYERINCóż ten kot był niesamowity. Nieco wkurzający, ale jednak niezwykle interesujący i momentami zabawny. Chyba naprawdę chłopak do niego pasował. Mówił niejasno i czasami Hyerin nie bardzo wiedziała, co ma na myśli chociaż o ile to możliwe jakoś się dogadywali... a przynajmniej prowadzili względnie normalną rozmowę.
- A więc kot... Witaj Cheshire - odparła właściwie już nieco znudzona. Najlepiej jakby w końcu te wykłady się skończyły. Naprawdę nie miała zbyt ambitnych zajęć, ale wciąż coś o wiele ciekawszego od siedzenia w tej sali w zasadzie bez konkretniejszego celu.
- Sprawdź ile do końca... Nie chce mi się tu siedzieć - mruknęła niezbyt zadowolona.
Poza tym nie bardzo chciała wystawiać się na zbyt wielki wysiłek, myśląc nad sensem i różnymi filozoficznymi sentencjami. To było zbyt męczące. Zwłaszcza jeśli nie wyspała się zbyt dobrze. Chyba powinna sobie niedługo odbić brak należytego snu, co jest równoznaczne z opuszczeniem niektórych wykładów.

SEO HEECHEONWysłuchałem jej prośby i spojrzałem na zegarek. Ostatnie półgodziny męki właśnie się rozpoczęło. Ziewnąłem zasłaniając usta wierzchem dłoni i w tym momencie lista obecności dotarła do nas. Zawsze to kochałem w studentach. Zamiast się po prostu wpisać i podać listę dalej, oni dopisywali znajomych, czytali wszystkie nazwiska, patrzyli kto znajomy jest na Sali i robili mnóstwo rzeczy, które nikomu do niczego nie były potrzebne, nic nie wnosiły, a zwalniały tempo poruszania się listy do maksimum. Co znaczyło, że przez całe te wykłady lista nie była w stanie do nas dojść szybciej…
Zerknąłem na listę i zacząłem przerzucać jej kartki. Konkretnie cztery.
- Jeszcze dwadzieścia osiem minut… - odezwałem się patrząc na nazwiska na liście i mówiąc ni to do dziewczyny ni to do ręcznego pisma na papierze – I lista obecności… - dodałem.
Podpisałem się imieniem i nazwiskiem oraz specjalnością, czyli tak, jak tego wymagała tabelka, a następnie położyłem kartkę obok niej. Jedyne co dobre, to fakt, że nie musieliśmy tych list odnosić wykładowcy. Zostawały w ostatnim rzędzie i po wykładzie wykładowca po prostu sam ją sobie zabierał dając studentom święty spokój. I dobrze. Tak właśnie powinno być. Wstałem z miejsca, złapałem torbę i pochyliłem się nad nią tak, że kilka centymetrów brakowało bym dotknął ustami jej ucha.
- Bywaj, Alicjo… - szepnąłem niskim, sennym głosem i odsunąłem się gwałtownie.
W kącikach moich ust dało się dostrzec zalążek uśmiechu, a potem obróciłem się na pięcie i cicho opuściłem salę za pomocą tylnych drzwi, które znajdowały się na samym końcu Sali, a które prowadziły na korytarz na wyższym piętrze z racji tego, że sala była tak wysoka. Opuściłem wykład dwadzieścia pięć minut przed końcem.

Etykiety: , ,

Komentarze (0):

Prześlij komentarz

Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]

<< Strona główna