Poboczne historyjki - Heecheon 02

SEO HEECHEON: Powiem tak, rozumiem wiele, ale po co komu wykłady w wymiarze 4
godzin, które odbębniamy w całości jednego dnia, i które są obowiązkowe, bo
obecność na nich jest gwarantem zaliczenia? Nigdy nie lubiłem takich anomalii w
planie zajęć. BHP PRACY. I dlaczego musi to być na pierwszym roku? Na trzecim
jest najwięcej takich badziewi przecież… Ale zakładam, że tak już jest na
biznesie. Nie wiem co mną kierowało. Chyba poczucie, że muszę się czegoś
dowiedzieć na ten temat, by być godnym następcą dziadka, który i tak będzie
zarządzał poprzez swoją zaufaną służbę.
Westchnąłem wchodząc na salę. Studenci tłoczyli się już w
środku. Większość zdawała się podekscytowana. Biedni, niedoświadczeni ludzie…
współczuję im. Pierwszy raz na studiach jak widzę. Jeden kierunek, kilka
specjalności razem. Moje ulubione wykłady po prostu…
Odruchowo wspiąłem się po schodkach na samą górę i zająłem
miejsce w aulo-podobnej Sali. W ostatnim rzędzie. Gdzieś przy brzegu, by po
tych czterech godzinach męki jak najszybciej wyjść z tej głupiej Sali. Czuję że
czeka nas pasjonujące powtórzenie wszystkich zasad bezpieczeństwa, jakie tylko
istnieją. Usiadłem na krzesełku, położyłem mały plecak na podłodze przy krześle
i oparłem się rękami o blat. Położyłem głowę na ramionach i westchnąłem.
Ludzie… dużo ludzi… niby dobrze, ale same nudy…
PARK HYERIN: Wykłady. Niestety, ale obecność na niektórych
była obowiązkowa, ale... Nie ukrywajmy, że i tak część z nich olewała. Dlatego
kilka razy musiała odbyć rozmowę z tym czy innym wykładowcą. Tym razem jednak
musiała się pojawić. Zresztą był środek tygodnia, więc raczej nie miała
poprzedniej nocy imprezy po której musiałaby wrócić do żywych. Ponadto jednak
nie chciała do końca zawalić studiów. Co by rodzice powiedzieli? Brr... dalej
ci ludzie ją przerażali, ale skoro chciała mieć kasę bez kiwnięcia palcem
musiała wykazywać minimalne zainteresowanie.
Wchodząc do sali nie dbała nawet o to, że chyba
się lekko spóźniła. Tak czy siak wykładowca był już w środku i tylko zerknęła
na to z kim ma tym razem przyjemność. Nie był to jej ulubiony członek personelu
także szybko zignorowała obecność kogokolwiek w sali i dumnym krokiem poszła do
ostatniego rzędu, gdzie nikt nie mógłby podziwiać jej wdzięków i przede
wszystkim nie oślepiała swym blaskiem. Ach to wybujałe ego!
Zapowiadały się nudy i sama siebie nie
rozumiała i robiła sobie wyrzuty, że zwlekła się z łóżka. Powinna była jeszcze
spać. W końcu przyszłaby na wykłady, ale... nieco później. Dlatego usiadła z
tyłu niedaleko jakiegoś chłopaka i rzuciwszy markową torbę na podłogę, położyła
się na małym stoliczku do pisania.
- Jezu... - jęknęła zbolała, nie wierząc zupełnie w swoje dobre chęci.
Wolałaby rzucić to w cholerę, ale lepiej tego nie robić. Mruknęła cicho coś
jeszcze do siebie i mogłaby zasnąć, ale ten stary pierdziel z przodu sali
zaczął właśnie coś gadać na tyle głośno, że jej to uniemożliwił. A niech go
cholera!
SEO HEECHEON: Nie ma to jak wejście smoka ze strony profesora. Nie, ja nie
narzekam. Przynajmniej przyciągnął moją uwagę wchodząc do Sali z pompą i
próbując nas zachęcić do dyskusji, zamiast stać przy katedrze z mikrofonem i
gadać do ścian. Choć kilka minut później już zaczęły się prawdziwe nudy. Nie
przepadam za wykładami tego typu właśnie dlatego, że są tak nudne. Mimo, że
wokół mnie jest tyle ludzi bardzo niewiele można o nich powiedzieć. Dziewczyna
w ósmym rzędzie gryzie długopis i ma odartą skórę przy paznokciach. Nerwica.
Chłopak rząd niżej rysuje na kartce. Problemy z koncentracją. Kilka osób śpi.
Balangi nocne, kluby, imprezy lub przepracowanie. Środek tygodnia to dla
studenta nie powód by odpuścić sobie imprezę. Zwłaszcza, że do sesji i
poważniejszych zaliczeń jeszcze daleko. Nic ciekawego… wszystko zbyt oczywiste.
Nagle do Sali weszła grupka spóźnialskich. Kilku chłopaków
wyjątkowo niezainteresowanych wykładami. A dosłownie minutę trzydzieści po
nich, dziewczyna. Zajęła miejsce koło
mnie, co zmusiło mnie do przekręcenia głowy na drugą stronę. Dziewczyna z
markowymi dodatkami. Zmęczona.
- Wykłady nie powinny zaczynać się przed południem, zgodzisz się? – spytałem
cicho.
Nie wiem co ona może stwierdzić na temat mojego głosu, ale wiem,
że większość ludzi go nie znosiła. Spokojny ton, wiecznie spokojny ton, niska
barwa… niby takie głosy lubią dzieci. Ale jak dla mnie, bardziej przypomina on
głos mordercy, który we śnie odwiedzi cię w pokoju i poderżnie gardło.
Spojrzałem na nią przenikliwie jakbym chciał coś wyczytać z jej zachowania.
PARK HYERIN: Nic na temat wejść innych osób Hyerin
powiedzieć nie mogła jako, że jak zawsze do sali weszła sama. Bez niczyjego
wsparcia. Może to też wina tego, że jednak jako taka a nie inna dziewczyna
raczej nie miała przyjaciół. W sensie kto chciałby jej towarzyszyć czy
interesować się kiedy i czy w ogóle się zjawi? Jak przyjdzie to przyjdzie jak
nie to nie i nikomu nic do tego. Zresztą jedyne osoby, które to obchodziło to
profesorowie, którzy zwykle robili jej dodatkowe wykłady na temat spóźniania
się i rozwalania im przemowy. Serio... zawsze powtarzali też, że nie jest
dzieckiem żeby ją niańczyli, ale powinna być punktualna, wchodzić do sali
ciszej i nosić mundurek jak wypada bla bla bla... Ale co ją to obchodziło? W
zasadzie to nawet do niej to nie wpadało jednym uchem, by wylecieć drugim.
Zupełna ignorancja.
Nie zwracała uwagi na pozostałych studentów.
Chciała to mieć jak najszybciej za sobą. Dlatego nie liczyło się nic więcej jak
przesiedzenie ile każą i pójście sobie w cholerę. Oto co sobie myślała. Byle
wszystko jakoś zdać. Chociaż obiecała sobie, że będzie pilnie uczestniczyć w
wykładach! . . . Niektórych. Cóż nie czepiajmy się jej już. Mogła zaobserwować
wiele rzeczy, gdyby tylko chciało jej się skupić na otaczającym ją świecie.
Jednak wyrwanej ze snu nic jej nie obchodziło. Najchętniej wypiłaby sobie kawkę
na rozbudzenie, ale kłopot w tym, że kawy nie lubi. Oto życie Park Hyerin pełne
problemów!
Spojrzała na chłopaka, który do niej przemówił. Cóż nie
miała zastrzeżeń do jego głosu. Nie denerwował jej. W zasadzie to wolała takie
głębokie i niskie męskie głosy, które mogłyby przywodzić na myśl właśnie owego
mordercę. Nie powinno to być seksowne? W końcu podobno jej rówieśniczki lubią
niegrzecznych chłopców więc powinno być jak najbardziej idealnie.
- Nie wiem jak by było lepiej... Tak to się mogą
skończyć koło południa. Inaczej ciągnęłyby się w nieskończoność i kolidowały z
imprezowaniem - odpowiedziała.
Oj tak. Czy tak czy siak panna Park byłaby
niezadowolona. Jeszcze się taki nie urodził co by jej dogodził. Prawda życiowa.
Po prostu niech będzie tak jak jest. Jakoś to przeboleje. Chociaż w sumie
pewnie i tak nie chodziłaby na wszystkie wykłady jak teraz, a przynajmniej by
się wyspała. Oj tak! Piękna propozycja.
SEO HEECHEON: To, w jaki sposób leżeliśmy na blacie w pewnym sensie zapewne
stanowiło lustrzane odbicie. Jednak lustrzane odbicia mają to do siebie, że
mają wiele róznic. Największa polega na postrzeganiu otaczającej
rzeczywistości. Tam, gdzie inni widzą bariere, inni widzą drogę. Zasada odbicie
otoczenia. Z nią chyba było podobnie.
- Imprezy? Co takiego ciekawego jest w głośnej muzyce, alkoholu
i smrodu tytoniu oprócz wymienionych już argumentów? – spytałem cicho parskając
jakby mnie to bawiło.
Po drodze wpadłem na kilkoro studentów zachęcających mnie do
uczestnictwa w imprezach integracyjnych i nie tylko. Ale po co? Jaki w tym
sens? Ciemno, buro, za duży tłok. Jak można przyglądać się ludziom, którzy nie
działają według własnego wyrachowania, a dają się ponieść alkoholowi i chwili?
To nie jest tak ciekawe jak rozpracowywanie charakterów i osób w relacjach
codziennych.
PARK HYERIN: Cóż w pewnym sensie to, co jest po drugiej
stronie lustra może być zupełnie inne niż to po tej po której stoimy. Wyobraź
sobie, że po tamtej stronie dzieje się coś zupełnie innego niż w twojej
rzeczywistości. Taki paradoks. Ile było takich teorii, gdzie coś co myślisz, że
jest podobne, a w rzeczywistości jest z zupełnie innego świata.
- Może to, że tam nie istnieją granice?
Co możesz wiedzieć o człowieku, gdy widzisz go w sztywnych ramach kultury, a na
imprezie uwalnia z siebie prawdziwą naturę? - odpowiedziała jakoś nie mając ochoty na tak zaawansowane
procesy myślowe o tej godzinie. Co ten koleś od niej chciał? Zbyt skomplikowane
rzeczy do myślenia...
Hyerin zwykle nie odmawiała imprez. Chociaż
wiadomo kończyło to się różnie. Zdarzało się nie pamiętać niektórych momentów,
ale zwykle było dobrze. Jasne? Nie zdarzyło się jeszcze, żeby po którejś
skończyła niezwykle kiepsko. Chociaż to też dla każdego pojęcie względne. Cóż
akurat ona jako nałogowa palaczka i prawdopodobnie alkoholiczka raczej się tym
nie przejmowała. Miała inne normy społeczne niż normalni ludzie i tego się
trzymajmy.
SEO HEECHEON: - Ile prawdziwej natury w naturze, która ma przyćmiony umysł? –
odparłem spokojnie i podparłem się o blat nieco sztywniej, aby unieść się do
góry. Złożyłem ręce jak do modlitwy i
wsparłem podbródek na palcach patrząc przed siebie. może na profesora, może na
ekran, może na nic… po prostu przed siebie.
Alternatywny, przyległy wszechświat, co? Każdy ma swój własny
mikrokosmos. Własne i niepowtarzalne ja. Ale to kultura sprawia, że jesteśmy,
jacy jesteśmy. często dzikość, którą przyodziewamy jest bardziej fikcyjna, niż
maska którą nosimy na co dzień.
- A skoro teraz i tak nie będziesz skupiać się na wykładzie,
spójrz na tą dziewczynę.. – wskazałem palcem tym głowy farbowanej na blond
dziewczyny siedzącej cztery rzędy przed nami - …co widzisz? – spytałem i
spojrzałem na nią unosząc brwi.
Byłem tego ciekaw. Co może widzieć. Co widzi gdy spojrzy na
dziewczynę, której twarzy nie widzi. Ubraną w mundurek, jak ja czy ona sama.
Włosy spięte w koński ogon. Nieco rozpięta pod szyją bluzka na którą wskazuje
odstający fałd materiału. Głupie pytanie. Ale co innego można robić na
wykładach z tej kategorii? Zanim lista obecności do nas dojdzie minie kolejna
godzina. A trzeba jakoś zabić czas.
PARK HYERIN: - Na trzeźwo kontrolujesz się. Chcesz
przemyśleć każdy ruch. W innej sytuacji pokazujesz na ile cię stać - odpowiedziała.
Całe szczęście po chwili miała już lekki spokój i nawet
przymknęła nieco powieki, by odpocząć, ale nie bardzo jej to wychodziło przez
ten klimat w sali i niezbyt wygodną pozycję do spania czy cholera wie jeszcze
czego.
Cóż po co gdybać nad alternatywną rzeczywistością i innymi
takimi? Liczy się chyba to, co jest teraz. Nawet jeśli jak głosi pewna religia
jesteśmy tylko sennym wymysłem jakiegoś boga czy kogoś to raczej warto
wykorzystać wszystko jak tylko się da. Żyć mocno, kochać dziko czy jakoś tak...
- Hmm? - mruknęła niezbyt zadowolona. To, że się nie skupia na
wykładzie nie znaczy, że nie ma innych ważniejszych rzeczy na głowie! No
chłopak lekko zaczynał mieć u niej przerąbane z powodu przeszkadzania jej, ale
posłusznie spojrzała na wskazywaną dziewczynę.
- Słyszałam, że podobno nieładnie osądzać
po wyglądzie jak o to ci chodzi - mruknęła,
ale po chwili skupiła się na wskazywanym obiekcie. Co mogła powiedzieć widywała
wiele takich dziewczyn. Mogła skupić się teraz na każdym szczególe. Chyba tego
od niej teraz wymagał.
- Dość mocno tleniona. Nie zna umiaru i
chce się tak wyróżnić. Prawdopodobnie ćwiczy albo trenuje jakiś sport...
opcjonalnie jest cheerleaderką. Która dziewczyna tak związuje włosy? Poza
tym... wydaje się go słuchać i starać się wszystko zrozumieć. Stara się
sprawiać wrażenie panny idealnej. W rzeczywistości dziwka... Ma zbyt mocno
odpiętą bluzkę. Wszystko, żeby pokazać cycki i przywieść do siebie facetów...
Jednak dziewczynami też nie pogardzi. Ma dość krótkie paznokcie, a dwa u prawej
ręki krótsze niż pozostałe. W sumie można by uznać, że to dlatego żeby
wygodniej jej się trzymało przybory piśmiennicze, ale długopis trzyma dość
wysoko... Coś jeszcze Sherlocku?
Tak była troszkę zła, ale chyba dała mu to o co mu
chodziło. Z trudem przecież podniosła łeb i skupiła się na tej dziewczynie, by
ją jakoś opisać, albo raczej odszyfrować. Cóż no... Zdarza się, że i tak musi
zrobić.
SEO HEECHEON: Otworzyłem usta w geście wyraźnego zadowolenia, a moje usta
wykrzywiło coś na wzór uśmiechu. Ale nie takiego zwykłego, normalnego, raczej
powiedziałbym że wyraz mojej twarzy przypominał twarz szaleńca, który właśnie
zabił człowieka i dostrzegł jak działają wszystkie organy, jak jeszcze wciąż
bijące serce, w które nie ugodził, pompuje krew, ale jak mózg już nie przesyła
żadnych informacji. Fascynująca. Przygryzłem lekko palec wskazujący i
przeniosłem wzrok z niej na profesora. Tak, dokładnie o to mi chodziło. Poza
tym, udało mi się ją zirytować do tego stopnia, że mimo pilnowania się, o
którym tyle mówi, pokazała mi na co ją stać. Inteligentna, niekonwencjonalna,
spostrzegawcza, nieco zbyt drażliwa, odpychająca zdawałoby się w swoim
zachowaniu. Interesująca. Przejechałem językiem po zębach. Lubię ją. Tak… No
co? Nikt nie każe wam osądzać moich preferencji. Jeśli chcecie, droga wolna. Ja
lubię poznawać ludzi wyróżniających się na tle reszty.
- Z jednym tylko nie trafiłaś – szepnąłem nie dbając o to, czy
mnie słucha, czy nie – nie jest chearleaderką, tylko lekkoatletką. Reprezentuje
nasz uniwersytet w skokach o tyczce. A paznokcie… sama wiesz i niemal to
zwerbalizowałaś… - uniosłem prawą brew i spojrzałem na nią kątem oka nie
obracając twarzy w jej stronę.
PARK HYERIN: Tak tak zaskoczenie wielkie! Hyerin była osobą
bardzo inteligentną, ale z wrodzonego lenistwa i innych niezbyt ładnych cech,
które raczej nie pozwalały jej na zbytnie pokazywanie tego jak jest mądrą
dziewczyną. Cii... nie wolno się chwalić, że jest się we wszystkim idealnym. W
prawdzie jednak wiedziała, że są ludzie lepsi od niej w niektórych dziedzinach.
Jednak jak to zwykle bywa po prostu nie dopuszczała do siebie tej myśli. Albo
to olewała i nie zależało jej na dostrzeżeniu zasług innych albo rosła w niej
destrukcyjna chęć rywalizacji. Jednak nigdy nie przykładała się jakoś do
potyczek myślowych. Może dlatego, że nie było takowej okazji? Kto wie...
Niby znudzona i obojętna, ale jednak wykonała
zadanie. Czemu? Bo gdzieś w głębi duszy bawiło ją to. Mogła powiedzieć swoje
dość kontrowersyjne myśli prosto w czyjąś twarz bez żadnych konsekwencji i nie
powstrzymywać się. Po prostu czysta i dość bolesna szczerość w jej wydaniu.
- Albo to albo coś trenuje. Także
zasadniczo rzecz biorąc trafiłam - sprostowała
go, a potem spojrzała na niego z lekkim błyskiem zaciekawienia w oczach. -
No a powiedz szczerze... Co myślałeś o mnie w chwili zanim zacząłeś ze mną
rozmowę, a teraz? Mylne pierwsze wrażenie czy jednak dobrze mnie oceniłeś...
Oj tak w tym momencie chciała go nieco złapać
na tym, że osąd ludzki może być mylny. Co oczywiście nie znaczyło że ona się
pomyliła. W końcu zawsze miała rację prawda? Przynajmniej ona sama tak uważała
i jakoś nie potrzebowała, żeby ktoś inny to potwierdził.
SEO HEECHEON: Oparłem się o krzesło i położyłem dłonie na
udach wygładzając lekko spodnie. Czemu były czerwone? Dziwny dobór… czerwone
akcenty w mundurkach zawsze mnie intrygowały… większość była raczej czarno-biało-szaro-granatowo-brązowo-złota.
Czerwień… Ale wracając do wykładu, albo raczej do dziewczyny.
- Na początku? Dla mnie początek to pierwsze
zdanie. Już pierwsze westchnięcie dużo mówiło. Zmęczenie z powodów znanych
tylko tobie. Możliwe że wywołane niechęcią do wykładów, a może raczej niechęcią
do konieczności pojawienia się na jakimś. Stwierdziłem że jesteś osobą bardzo
wyrachowaną, a ze sposobu w jaki się poruszasz można wyczuć, że masz o sobie
wysokie mniemanie. I słusznie. Nie ma powodu byś miała nie mieć. Lubisz patrzeć
na innych jakby znaczyli mniej od ciebie i zawsze uważasz, że masz słuszność w
każdej kwestii – powiedziałem powoli, spokojnym tonem – Twój strój i zapach też
mnie zaintrygował. Niby mundurek, ale mimo to potrafisz pokazać, że jesteś
indywidualnością nie do podrobienia. Palisz, lubisz alkohol – dodałem – Po
krótkiej rozmowie z tobą wyciągam jedynie wnioski ogólne uzupełniające
spostrzeżenia. Przywiązujesz wagę do szczegółów, lubisz popisywać się
zdolnościami, lubisz imponować, dążysz do perfekcji. Druga strona lustra,
Alicjo – w końcu na nią spojrzałem, bo cały ten czas mówiłem do powietrza przed
osobą. Niezbyt głośno, ale na tyle głośno by wyraźnie mnie słyszała.
Morderca, który ma nierówno pod sufitem i
dziewczyna, która mogłaby wdać się z nim w bójkę. Taka byłaby z nas parka w
odpowiednich okolicznościach. Całkiem zgrany duet. Wart czasu poświęconego na
myślenie o nim.
PARK HYERIN: Fakt dziwne dopasowanie kolorów. Akurat i
Hyerin cały czas zastanawiała się czemu czerwony? Toż niebieski by lepiej
pasował. Nie no pewnie uniwerek chciał być jakiś wyjątkowy. Może dlatego, że
czerwony to kolor królów? Cholera ich wie. Akurat nie każdemu ten kolor pasował
i standardowe czarno-białe byłoby chyba najlepszym rozwiązaniem pod względem
modowym. No, ale nie o tym tu.
Cóż mogła zawsze w swojej wypowiedzi dodać
"mów śmiało, nie obrażę się", ale niestety coś jej mówiło, że
prawdopodobnie mogłaby z urażoną dumą wyjść, albo dać mu w twarz. Niestety sama
czasami nie wiedziała na co ją stać. Mogła się po sobie spodziewać wszystkiego
i to niektórych przerażało.
Cóż chłopak ocenił ją i scharakteryzował dość
trafnie. W zasadzie zrobił to nawet dość łagodnie, a może to raczej zasługa
tego, że patrzył obiektywnie i po prostu stwierdzał fakty. Inaczej mogłoby się
to całe opisywanie skończyć o wiele gorzej. W końcu ludzie raczej zbyt dobrego
zdania na jej temat nie mają.
- W zasadzie pomyliłeś się w jednym...
Nie dążę do perfekcji. Po prostu chcę być od kogoś lepsza. Nie musi to być
poziom bliski ideałowi. Po prostu być lepszym... - odpowiedziała, bo taka prawda. No i bycie perfekcyjnym jest
nudne. Naprawdę. Zero miejsca na pomyłki. To nie może być ciekawe.
Cóż sama mogłaby mu się odwdzięczyć tym samym,
ale jakoś nie bardzo wiedziała jak go opisać. W końcu dopiero niedawno zwróciła
na niego jakąś uwagę. Wcześniej... Po prostu istniał. No i musiałaby się
zastanowić i jakoś wytężyć swój mózg.
SEO HEECHEON: W kącikach moich ust pojawił się cień uśmiechu.
- Wybacz, zły dobór słów – skinąłem jej lekko głową.
Mam w sobie tyle spokoju, że mógłbym uśpić chyba najaktywniejszą
osobę, gdybym podarował jej 10% z niego. Wszystko przyjmuję bez jakichkolwiek
emocji. Dziadek kiedyś nawet zastanawiał się, czy to, że nie mam czucia w
rękach w jakiś sposób przenosi się na to, że nie chcę przejawiać uczuć. Może,
kto wie? Na pewno nie moi lekarze ani psychiatrzy. W końcu jeśli wejdziesz
między czubków, zachowuj się jak oni, bo inaczej stwierdzą, że jesteś groźny i
poddadzą cię elektrowstrząsom po których już na pewno stracisz wszystkie
klepki. Spojrzałem na dziewczynę uważniej. Taa, interesujące znalezisko mi się
trafiło. Uśmiechnąłem się w duszy z radości, że znalazłem kogoś, kogo nie
przerażam. Przynajmniej jeszcze nie. Oby ten stan się utrzymał. Nie wiem czy
chciałem coś jeszcze powiedzieć. Rozchyliłem lekko wargi, ale w tym momencie
profesor stwierdził, że daje nam piętnaście minut przerwy.
Bez namysłu więc wstałem, zarzuciłem plecak na ramię i wolnym
krokiem zacząłem kierować się w stronę wyjścia aby na korytarzu skonsumować
drugie śniadanie. Lub w moim przypadku pierwsze, bo nie lubię jeść z samego
rana. Lepiej mi się myśli, gdy jestem głodny. Szczęście sprawia że stajesz się
mniej czujny, że tracisz grunt pod nogami. Moje małe szczęścia są jak kawałki
potłuczonego lustra. Lustro nigdy nie będzie całe, wiec zawsze będziesz widzieć
pęknięcia, ale dojrzysz w nim też siebie, a że brak ci innego lustra, jesteś
zadowolony że masz akurat to.
PARK HYERIN: No tak zły dobór słów. Chociaż niby na pierwszy
rzut oka niektóre wyrażnia można stosować naprzemiennie nie muszą oznaczać tego
samego. Cóż to wszystko jest pokręcone, a lingwistyka zdecydowanie jest zbyt
trudna. W każdym języku świata istnieją jakieś nieścisłości, które łatwo można
wykorzystać na swoją korzyść. Sorry tak to niestety działa.
Cóż faktycznie chłopak był tak spokojny, że ton jego głosu
mógłby uśpić. No niestety nie było na to jakiegoś większego czasu ani
sposobności. W zasadzie można i uznać że sama nie miała większych emocji, ale
niestety... Gdyby nie fakt że zawistne to-to wredne i niestety czasami dość wybucha
złością. Poza tym raczej nie ma w nij większych czy głebszych uczuć. Niestety
tak wyszło. Wyrachowana i chłodna, ale jednak cierpliwość ma nikłą.
Cóż jakoś Hyerinnie nie obawiała się nikogo.
Poza tym raczej mało się przejmowała takimi detalami. Dla niej obok siedział
przenikliwy chłopak, który mógłby być dość dobrym materiałem na analityka i
drobiazgowca. Być może pedant... Co o nim mogłaby niby wiedzieć? Dla niej był
względnie normalny.
Całe szczęście przerwa. Co prawda Hye nic nie
jadła przed wykładami, a teraz też nie planowała. W końcu one niedługo się
skończą prawda? Poza tym miała ważniejsze sprawy na głowie. Kiedy chłopak
wyszedł z sali ona wyjęła telefon. Potrzebowała szybkiej i bezzwrotnej pożyczki i w tym celu napisała smsa do swojego narzeczonego, ale... Hyun znowu
jej odmówił, bo miał powoli dość jej genialnych pomysłów, które nie zawsze
dawała mu poznać. Denerwował ją ten typ. Był niezwykłym dupkiem i... No po
prostu nie bardzo go lubiła. Niby nie powinno ją to nic obchodzić, bo aranżowane
to wszystko i w sumie mogłaby go po prostu olać, ale chłopak chciał, żeby
zachowywali się w towarzystwie jak para. To właśnie ją denerwowało. Właściwie
nie wiadomo czemu. Jednak ta krótka wymiana wiadomości niestety skończyła się
tym, że siedziała teraz po prostu z naburmuszoną miną nad telefonem. Naprawdę ma dziś jeden z lepszych dni... I nie. To wcale nie jest sarkazm.
SEO HEECHEON: Całą przerwę spędziłem na korytarzu. Siedziałem
samotnie na ławeczce i jadłem kanapkę z serem. Nie miałem ochoty na nic innego.
Wolałem zjeść chleb niż znowu stać w kolejce po jakieś zupy w proszku czy inny
uczelniany badziew jakim żywią się wszyscy studenci bez względu na klasę
społeczną. Ten wykład nie miał się tak szybko skończyć. Jeszcze dobre dwie
godziny tej męki i prawdopodobnie jeszcze jedna, krótsza, przerwa. Tak
wyglądały takie wykłady. Byłem już na kilku takich na poprzednim uniwersytecie.
Nic na to nie poradzę, że przyszedłem znów się nudzić zamiast poprosić o
przepisanie oceny. Czemu nic nie poradzę? Bo i tak nie miałbym co robić. Nic
innego mnie nie czeka na tej uczelni. Zajęcia, powrót do akademika, sen, nauka,
zajęcia. Nie jestem osobą chodzącą na imprezy, ale tak to już bywa. Nie znoszę
hałasu, gwaru, zapachu kadzideł i petów, migających świateł. Otępiają zmysły, a
to nie prowadzi do niczego dobrego ani przyjemnego. Niektórzy to lubią, jak
Alicja. Czemu ja tak nazywam? Bo to do niej pasuje. Nie wiem czy zdaje sobie z
tego sprawę, ale Alicja mogła być do niej bardzo podobna. Obie mają swoje królicze
nory, z których nie ma prostego wyjścia, a i ich świat po drugiej stronie
lustra bywa ciekawy.
Otrzepałem ręce i przeniosłem się na powrót do
Sali. Przy okazji wyszukałem wzrokiem listę obecności. Jeszcze trzy rzędy i
dojdzie do nas. Niesamowite jak ten czas leci… Usiadłem na swoim miejscu,
położyłem torbę obok krzesła i ziewnąłem. Bezpieczeństwo i Higiena Pracy. Część
dalsza. Spojrzałem kątem oka na dziewczynę obok siebie, a potem przeniosłem
wzrok na profesora. Nie słucham jego słów, ale wiem o czy mówi. Slajdy, które
pokazuje wyświetlane są stanowczo za wolno. On mówi już o przypadkach pożaru w
biurach, a na slajdzie wciąż widnieje informacja o porażeniu prądem. Znów położyłem
się na blacie i zamknąłem oczy. Ciemność. Ciekawe czy jest wywołana faktem, że
nasze gałki oczne wywracają się do wnętrza czaszki, czy tym, że oglądamy skórę
powiek. Dzieje się jedno i drugie, ale ciężko stwierdzić, w którym momencie
zachodzi, który proces.
- Jak wygląda twoja strona lustra, Alicjo? – odezwałem się nagle
szeptem jakbym kierował moje pytanie w przestrzeń.
PARK HYERIN: Cóż dla Hyerin ich długość nie miała większego
znaczenia. I tak zgłodnieje dopiero po nich. Późne wstawanie sprawiło, że nie
robiła się głodna w godzinach wykładowych. Cud natury po prostu! Za to organizm
domagał się snu także po niezbyt udanej wymianie zdań z narzeczonym po prostu
postarała się zdrzemnąć. Ten Hyun... dupek, gnojek, tępy ch... No dobra uspokój
się. Przecież nic się nie stało tak?
Cóż w sumie i życie Hye było dość nudne i
przewidywalne. Kac, urywanie się z niektórych wykładów, kłótnie z pewnymi
osobami, czasem rękoczyny, impreza... Cóż zwykle tak wyglądał przekrój jej
dnia. Jednak pomimo wszystko każdego dnia działo się zupełnie coś innego. Jak
wspomnieliśmy niby podobne, a tak różne. Po prostu już tak bywa.
Tak więc po prostu próbowała się zdrzemnąć bo
to się akurat jej mogło przydać. Jednak jakoś miała problemy z zaśnięciem i
słyszała wszystko wyraźnie. Naprawdę usłyszała jak jej sąsiad siada na swoim
miejscu i mogłaby przysiąc, że przybrał pozycję podobną do jej własnej.
- A średnio... - mruknęła nieco zmęczona. - I czemu mnie tak nazywasz?
SEO HEECHEON: - Dlaczego by nie? – odpowiedziałem cicho – Twój świat dla mnie
wygląda jak świat Alicji dla osoby, która w nim nigdy nie przebywała. Pełen
jest nadzwyczajnych rzeczy i zdarzeń – rozwinąłem myśl i zamilkłem.
Alicja w niektórych analizach treści jest dziewczyną mającą
problem z odróżnieniem jawy od fikcji. Żyje w stanie zawieszenia między snem, a
rzeczywistością, co sprawia, że nie zawsze potrafi odnaleźć się w sytuacji, a
mimo to próbuje. Gdy coś nie idzie po jej myśli wyzywa otaczające ją stworzenia
i nie chce się dalej z nimi bawić. Do końca sama nie wie dlaczego akurat ona
odwiedza Krainę Czarów. Alicja bierze leki, które zabierają ją do cudownych
krain. Za wielka dawka jednak może sprowadzić na krainę nieszczęście lub nawet
ją zniszczyć. Kraina ta to psychika Alicji. Czasem dziecinna, czasem nad wyraz
dorosła. Dla mnie taką Alicją jest właśnie ta dziewczyna. Nie znam jej, to
prawda. Przyznaję. Mimo to mam wrażenie, że coś w tym jest. Poza tym… Alicja
była niezrozumiana. Niezrozumiana przez głupich dorosłych, którzy chcieli
wtopić ją w tłum innych dziewczynek, które zachowywały się tak samo. Jakby za
pomocą szablonu. A Alicja nie była jak ten szablon.
- Alicja jest nadzwyczajna… dlaczego więc nie miałabyś być nią?
– spytałem ziewając delikatnie, gdy profesor na katedrze znów za wolno zmienił
slajd.
PARK HYERIN: Cóż wysłuchała dość uważnie jego odpowiedzi.
Przynajmniej wytężyła do tego jakąś małą część mózgu, bo jednak ciekawiła ją ta
odpowiedź, a jednak była zbyt leniwa, by całej się zmotywować do rozmowy.
Okazujemy chociaż minimalną chęć konwersacji. Dobra z niej jednak dziewczynka
jak przyjdzie co do czego prawda?
W sumie taka prawda... Niektórzy doszukiwali
się w postaci Alicji schizofreniczki czy narkomanki. Ogólnie człowieka, który
jest odurzony chorobą lub używkami i kreuje sobie swój własny świat. Czy ona
taka była? No można spekulować. W każdym razie na pewno nie sprzeciwiłaby się
gdyby miała spędzić dzień w Alkoholandii. Byłoby nawet miło.
W każdym razie może jej życie podobne było do
tego Alicji przed przeniesieniem się do Krainy Czarów? Kto to wie. Po prostu
proste gdybanie nawet jak zna się dobrze utwór i czytało się go w oryginale.
Zbyt dużo neologizmów i zagadek... Niby prosta książka dla dzieci, a tak trudna
lektura. Jednak na pewno o wiele lepsza od takiego Małego Księcia. To już
prawdziwa tortura.
- Dobra rozumiem... A ty? Możesz być tym Białym
Królikiem - odpowiedziała w sumie nie wiedząc czemu przyszedł jej do głowy
akurat królik za którym uganiała się w ogrodzie Alicja. - Albo kotem z
Cheshire, bo gadasz niezrozumiale...
Oj tak ten kot był zabawny, ale też nieco wkurzający. W
końcu nie mówił niczego wprost i dawał same niejasne odpowiedzi. Chyba
wkurzyłaby się mając takiego kota koło siebie, gdyby znajdowała się w złym
położeniu. No, ale trudno... Tak raczej nie będzie.
SEO HEECHEON: Lekko uniosłem kąciki ust w czymś na kształt
uśmiechu i zamknąłem oczy. Kot z Cheshire, powiada? To by do mnie pasowało.
Istota, która zwariowała od wdychania substancji, której kiedyś stosowano przy
produkcji kapeluszy. Zwariowała. Tak, ja zwariowałem. Dawno, dawno temu, gdy
odwiedzałem matkę w jej pokoju. Jestem szalony, ale co z tego jeśli potrafię
czasem myśleć trzeźwiej jak niejeden człowiek uznający się za geniusza? Ja
geniuszem zdecydowanie nie byłem. Potrafiłem po prostu wyciągać wnioski.
- Pan Specjalny Kot… - powiedziałem cicho
przeciągając się nieznacznie i odchylając głowę do tyłu. Otworzyłem oczy i
spojrzałem na nią przenikliwie - …miło cię poznać, Alicjo – stwierdziłem fakt,
bo poznanie jej było moim zdaniem bardzo miłym akcentem tego jakże nudnego dnia
– Na kota nadaję się bardziej. Za mną nie goni nikt. Po prostu pojawiam się i
znikam – dodałem po chwili zastanowienie. Nie pasowałem na królika za którym
ktoś goni.
Nie byłem obiektem czyiś poszukiwań, czy
pragnień. Ja po prostu istniałem i wchodziłem w czyjeś życie pozostawiając po
sobie mniejszy lub większy ślad. A nawet jeśli ślad był maleńki, ludzie mieli
tendencje do niezapominania o mnie. O dziwakach i szaleńcach w końcu trudno
zapomnieć, co nie?
PARK HYERIN: Cóż ten kot był niesamowity. Nieco wkurzający,
ale jednak niezwykle interesujący i momentami zabawny. Chyba naprawdę chłopak
do niego pasował. Mówił niejasno i czasami Hyerin nie bardzo wiedziała, co ma na
myśli chociaż o ile to możliwe jakoś się dogadywali... a przynajmniej
prowadzili względnie normalną rozmowę.
- A więc kot... Witaj Cheshire - odparła właściwie już nieco znudzona. Najlepiej jakby w końcu
te wykłady się skończyły. Naprawdę nie miała zbyt ambitnych zajęć, ale wciąż
coś o wiele ciekawszego od siedzenia w tej sali w zasadzie bez konkretniejszego
celu.
- Sprawdź ile do końca... Nie chce mi się
tu siedzieć - mruknęła niezbyt zadowolona.
Poza tym nie bardzo chciała wystawiać się na
zbyt wielki wysiłek, myśląc nad sensem i różnymi filozoficznymi sentencjami. To
było zbyt męczące. Zwłaszcza jeśli nie wyspała się zbyt dobrze. Chyba powinna
sobie niedługo odbić brak należytego snu, co jest równoznaczne z opuszczeniem
niektórych wykładów.
SEO HEECHEON: Wysłuchałem jej prośby i spojrzałem na zegarek.
Ostatnie półgodziny męki właśnie się rozpoczęło. Ziewnąłem zasłaniając usta
wierzchem dłoni i w tym momencie lista obecności dotarła do nas. Zawsze to
kochałem w studentach. Zamiast się po prostu wpisać i podać listę dalej, oni
dopisywali znajomych, czytali wszystkie nazwiska, patrzyli kto znajomy jest na
Sali i robili mnóstwo rzeczy, które nikomu do niczego nie były potrzebne, nic
nie wnosiły, a zwalniały tempo poruszania się listy do maksimum. Co znaczyło,
że przez całe te wykłady lista nie była w stanie do nas dojść szybciej…
Zerknąłem na listę i zacząłem przerzucać jej
kartki. Konkretnie cztery.
- Jeszcze dwadzieścia osiem minut… - odezwałem
się patrząc na nazwiska na liście i mówiąc ni to do dziewczyny ni to do ręcznego
pisma na papierze – I lista obecności… - dodałem.
Podpisałem się imieniem i nazwiskiem oraz
specjalnością, czyli tak, jak tego wymagała tabelka, a następnie położyłem
kartkę obok niej. Jedyne co dobre, to fakt, że nie musieliśmy tych list odnosić
wykładowcy. Zostawały w ostatnim rzędzie i po wykładzie wykładowca po prostu
sam ją sobie zabierał dając studentom święty spokój. I dobrze. Tak właśnie
powinno być. Wstałem z miejsca, złapałem torbę i pochyliłem się nad nią tak, że
kilka centymetrów brakowało bym dotknął ustami jej ucha.
- Bywaj, Alicjo… - szepnąłem niskim, sennym
głosem i odsunąłem się gwałtownie.
W kącikach moich ust dało się dostrzec zalążek
uśmiechu, a potem obróciłem się na pięcie i cicho opuściłem salę za pomocą
tylnych drzwi, które znajdowały się na samym końcu Sali, a które prowadziły na
korytarz na wyższym piętrze z racji tego, że sala była tak wysoka. Opuściłem
wykład dwadzieścia pięć minut przed końcem.

Komentarze (0):
Prześlij komentarz
Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]
<< Strona główna