poniedziałek, 6 lipca 2015

Poboczne historyjki - Heecheon 05



SEO HEECHEON: Tak jak myślałem, dzień jak co dzień, bez fajerwerków i atrakcji. Może w sumie być. Jesień się zbliża i czuć to na każdym kroku, nie da się ukryć. Nawet mnie ta cała pogoda zaczyna wprawiać w radosny, jesienny nastrój, jak co roku. Nie, to nie był sarkazm. Ja naprawdę lubię jesień. Choć może po mojej postawie i mimice tego nie widać.
Ubrany w jakieś stare, znoszone jeansy i szary sweter z nieco za długimi rękawami, w pasie mając na wszelki wypadek przewiązaną pomarańczową bluzę, przechadzałem się drogami i dróżkami po terenie uczelni. Można powiedzieć, że zacząłem tworzyć moją małą mapę lokacji, by przestać się wreszcie gubić na każdym zakręcie. Niestety wciąż mi się ta sztuka nie udawała… zacząłem nosić ze sobą notatnik, ot taki mały, brązowy, niepozorny, w którym notowałem sobie spostrzeżenia dotyczące mojej drogi, by wrócić dokładnie tą samą trasą. Jestem spostrzegawczy. Z ludzkich oczu mogę wyczytać praktycznie wszystko, od aktualnego nastroju po nazwisko panieńskie matki, ale natura to dla mnie zagadka… totalna. I ogólnie otoczenie. Budynki. Domy. Ogrody. Drzewa. Przecież one wszystkie są, cholera, takie same!
Wziąłem głęboki oddech i usiadłem na trybunach przy boisku. Nie w pierwszym rzędzie, czy ławeczkach zawodników, nie. Najpierw pokonałem kilka małych schodków i dostałem się do trzeciego rzędu. Usiadłem, oparłem stopy o siedzenie w niższym rzędzie i patrzyłem przed siebie. jesień… Znowu cały świat ogarnie epidemia gryp, przeziębień i infekcji, a apteki i wszelkie punkty sprzedaży herbat będą wypełnione po brzegi. Cudowna jesień.

KANG JINYOUNGPo wybraniu ciepłych ubrań w których nie powinien marznąć (chociaż to było mało prawdopodobne, najchętniej założyłby już puchową kurtkę, tylko się bał, że przez to w zimie będzie mu jeszcze zimniej) wyszedł przespacerować się po terenach kampusu. Chciał pooddychać świeżym powietrzem i inne takie, w końcu ponoć od tego lepiej się myśli. Może dzięki temu Jinnie.... Ach dobra, sama nie wiem w czym miałoby mu to pomóc, jakby nie patrzeć chłopak nabierał coraz dziwniejszych zwyczajów, a zaczęło się od prostego siedzenia na podłodze. No nic, przecież nie zwariował, tylko.... Preferował inne rzeczy niż większa część społeczeństwa, i to co dla innych było dziwne dla niego było całkowicie normalne. 
Zajęty myślami kroczył przez tereny uczelni ciesząc się świeżym powietrzem i delikatnymi promieniami słońca. Chłodny wiatr owiewał mu twarz, rozwiewając i tak niesforne włosy. Kang miał lekko przymknięte oczy, bowiem taki wiaterek to dla nich raczej nic przyjemnego, a chłopak naprawdę nie miał ochoty później użerać się z tym że go oczęta bolą. 
Nie wiedzieć kiedy trafił na boisko, za którym szczerze nie za bardzo przepadał. Był kompletnie niesportowym człowiekiem, i to wcale nie dla tego, że był leniwy. Po prostu umiał potknąć się o własne nogi, miał jakiś dziwny lęk przed lecącą w jego stronę piłką... Ale lubił biegać. Tylko wtedy po prostu musiał bardziej skupić się na tym, żeby nie zaliczyć bliższego spotkania z ziemią.
Rozejrzał się dookoła, a jego wzrok przykuła sylwetka na trybunach. Jin podszedł nieco bliżej, i doszedł do wniosku, że osóbka siedząca wyżej jest niewątpliwie płci męskiej. Chłopak nie wyglądał na zbyt wesołego, a że akurat Jin naprawdę nie miał co robić postanowił pojawić się obok nieznajomego i z wielkim uśmiechem zapytać
- Nie uważasz że pogoda dzisiaj jest naprawdę ładna? - usiadł obok ciemnowłosego (heh, przecież ponad połowa Azjatów ma ciemne włosy...) zakładając nogę na nogę.

SEO HEECHEONSiedziałem z nogami rozstawionymi na szerokość bioder i skupiłem właśnie wzrok na odchodzącej z siedziska, na którym oparłem buty, farbę. Wyglądało to tak jakby krzesełka były malowane dwa razy, warstwami różnych odcieni farby. Nie żeby mi to wybitnie przeszkadzało, ale ktoś odwalił fuszerkę sądząc po efekcie ponownie odchodzącej farby. Słyszałem czyjeś kroki w oddali. O tej porze roku, w zupełnej ciszy, nie jest trudno usłyszeć nadchodzącego człowieka z pewnej odległości. Poza tym, miałem dobry słuch. Może nawet za dobry jak na standardy społeczne. Nie oczekiwałem towarzystwa, ale zawsze ciekawiej, gdy w pobliżu są ludzie. Ludzie byli ciekawi. Bardzo. To moja jedyna rozrywka, będąc szczerym. Oczywiście czytam, oglądam jakieś filmy, interesuję się wieloma rzeczami. Ale nic nie daje mi takiej rozrywki jak obserwowanie ludzi. Jak analizowanie ich. Wnikanie w ich sposób myślenia. Macie racje twierdząc, że to nie jest proste. Ale dlatego jest tak zabawne i interesujące. I wiecie co jeszcze jest zabawne i interesujące? To, że ludzie tak naprawdę myślą, że mnie nie obchodzą. Niestety. Czyżby to wina mojego zachowania w kontaktach międzyludzkich? Możliwe. Nie zaprzeczę w sumie, gdyby osoba tak z pozoru nieszczęśliwa ze swojej egzystencji, jak ja, siedziała tuż obok mnie, pewnie doszedłbym do wniosku, że nie życzy sobie mojego towarzystwa. A ja tylko nie potrafię wyrażać emocji. Zdarza się, nie?
Chłopak zbliżał się, zanotowałem to. Nie patrzyłem na niego, ale notowałem jego obecność resztą zmysłów. Pojawił się tuż obok, z wielkim uśmiechem na twarzy. Doprawdy, chciałbym posiadać tę zdolność. Uśmiechania się. Moi lekarze twierdzą, że to kwestia psychiki i nastawienia, ale z drugiej strony spotkałem się z opinią, że to może być jakiś cząstkowy paraliż mięśni mimicznych. Jeśli pytacie mnie, wykluczyłbym ten paraliż, bo paraliż wiąże się z brakiem czucia, a ja wszystkie swoje mięśnie mimiczne doskonale czuję. Może powinienem częściej ćwiczyć przed lustrem?
- Owszem – odparłem niskim, wcale niepasującym do mojego wyglądu głosem i spojrzałem na chłopaka moimi niewzruszonymi oczami – Jesień zawsze jest ładna. Ma w sobie coś, czego nie posiada żadna inna pora roku – dodałem i spojrzałem przed siebie, jakbym dostrzegł w oddali coś ciekawego.
Jesień miała w sobie to coś. Ten chłopak też to miał. Zadawał dobre pytania. Nie rozpoczął rozmowy tępym ‘dzień dobry’ sugerującym, że dzień jest faktycznie dobry. Spytał o opinię. A to jest coś, co tak naprawdę się liczy.
- Choć uczelnia w jesienne weekendy przypomina bardziej post-apokaliptyczny cmentarz, gdzie żywi ludzie pojawiają się tylko od czasu do czasu… - odezwałem się ponownie i przechyliłem głowę na bok dalej patrząc przed siebie.

KANG JINYOUNGJin przyglądał się nieznajomemu skupiając się szczególnie na twarzy, z której miał nadzieję wyczytać, jak bardzo chłopak jest niezadowolony z tego, że ktoś zwala mu się na głowę, jednak ta po prostu pozostała niezmienna, a Jinnie nie miał bladego pojęcia czy powinien to traktować jako dobry znak, czy może wręcz przeciwnie. Ale w sumie, dopóki nigdzie nie było śladu jawnej niechęci, było dobrze. Chyba.
Kiedy nieznajomy odpowiedział na jego pytanie stwierdził, że ma dość niski, ale przyjemny dla ucha głos. Taki, którego słuchanie nie męczy człowieka, a ludzie o takich głosach wbrew pozorom pojawiają się w naszym otoczeniu dość często. Na szczęście jednak w wielu przypadkach są po prostu zagłuszani i chwała im za to.
- Wydaje mi się, że każda pora roku ma coś, czego nie ma żadna inna, dlatego wszystkie są na swój sposób... Ładne.- Nie był pewien jakiego słowa powinien użyć na końcu, dlatego też pozwolił sobie posłużyć się tym wcześniej wypowiedzianym przez chłopaka siedzącego obok. W sumie pasowało tu ono dość dobrze, bo w jakimś tam stopniu przekazywało o co mu chodziło. 
Cóż, raczej się nie spodziewał, że ktoś kiedyś porówna uczelnię do post-apokaliptycznego cmentarza. On sam chyba jeszcze nigdy nie miał takich przemyśleń i raczej wątpił, żeby kiedykolwiek coś podobnego nawiedziło jego łepetynkę. Nie wiedząc jak mógłby na to odpowiedzieć po prostu to przemilczał, i przeniósł wreszcie wzrok z chłopaka na puste boisko. No wiecie, czasem trudno zrobić dobre pierwsze wrażenie kiedy siedzisz i gapisz się w swojego rozmówcę jak cielę w malowane wrota i udajesz że to jest w porządku. Chyba mało kto lubi kiedy ktoś wwierca się swoim spojrzeniem w ciebie i zupełnie nie ma zamiaru odpuścić.
- Jestem Jinyoung.- Nagle zapragnął poznać imię swojego rozmówcy, i przy okazji po prostu samemu się przedstawić. W końcu dość często kiedy ludzie słyszą imię swojego rozmówcy niemal odruchowo odpowiadają na to swoim. Ale kto wie, może tym razem Jinnie trafił na kogoś kto zechce zrobić ze swojego imienia tajemnicę państwową i będzie się musiał bardziej postarać (na przykład męczyć i błagać - tak, on jest do tego zdolny) żeby je poznać? Miejmy nadzieję że nie, chociaż było ciekawie, bo najpewniej chłopak sam próbowałby znaleźć pasujące imię i na pewno przychodziłyby mu do głowy najróżniejsze dziwactwa.

SEO HEECHEONI znów punkt dla chłopaka. Jinyoung, tak? Dobrze, może być i tak. Punkt dla Jinyounga. Trafna odpowiedź. Trafna decyzja z nieodpowiadaniem na co dziwniejszą myśl, którą postanowiłem zwerbalizować. Ładnie. Tak… ładnie. Gdy ktoś się przedstawiał, oczywistym było, że ja także się mu przedstawię. Bo dlaczego by nie? Nie widziałem przeciwwskazań. Czasem tylko zdarzało się, że w rozmowie nie padło imię. Wówczas zostawało się kimś kogo się przypominało. Na przykład kotem z Cheshire, jak ja. Kotem, który mówił zagadkami, nigdy nie był do końca zrozumiany, a do tego.. określało go jego własne szaleństwo. Tak jak mnie. Byłem szalony. Może nie jak Kapelusznik. Ale na pewno jak Kot. Postanowiłem jednak pójść inną drogą, tą bez imienia. Bo… czy każda informacja musi zawsze być podana od razu? A ja byłem ciekaw…
Czułem też na sobie wcześniej wzrok chłopaka. Nie przeszkadzał mi. Każdy patrzył na to, na co chciał. Taka już kolej rzeczy.
- Jinyoung… - powtórzyłem po nim cicho, jak echo – Co sprawiło, że zawędrowałeś aż tu? Boisko w sumie nie jest numerem jeden na liście często odwiedzanych przez studentów miejsc na kampusie… – spytałem obracając głowę i spoglądając na niego z pewną dozą zainteresowania.
W moim przypadku było to proste. Zgubiłem się. Znowu. No i w końcu muszę się gubić, aby móc odnaleźć drogę, prawda? Czasem trwało to dłużej, czasem krócej, ale drogę zawsze udawało mi się odnaleźć. Trzeba pracować na swoimi wadami i ułomnościami. Patrzyłem dalej na chłopaka, a na mojej twarzy pojawiło się coś, co przypominało pewną karykaturę uśmiechu. Moje usta wygięte były co prawda w sposób dość szablonowy, ale wydawało się to strasznie nienaturalne. Nic dziwnego… nie potrafiłem się uśmiechać.

KANG JINYOUNGOch, więc jednak chłopak robi ze swojego imienia tajemnicę państwową? No cóż, bywa, Jinnie będzie się musiał pomęczyć z brakiem jego znajomości. Przynajmniej nie będzie się musiał martwić że go zapomni, skoro nawet go nie zna. Liczymy to na plus? Pewnie tak.
Heh, dobre pytanie. Co go tu przywiało... Meh, odpowiedź nie była zbyt prosta, bo on sam nie wiedział.... No właśnie, nie wiedział gdzie szedł.
- Zamyśliłem się. - przyznał. - Wtedy raczej nie bardzo zwracam uwagę na to gdzie idę.- bo tak naprawdę chyba dość niewiele osób skupia się na drodze kiedy ich myśli fruwają sobie gdzieś daleko. No a przynajmniej na pewno nie robi tego Jinnie. Pomagał mu w tym praktyczny brak podzielnej uwagi, którego naprawdę u siebie nie lubił. No bo przecież on też by chciał umieć zająć się trzema rzeczami na raz bez skupiania się na jednej. Niestety jednak tak nie potrafił, ale był już przyzwyczajony. - Więc tu chyba należało by powiedzieć, że zawędrowałem tylko tutaj.- dodał.
On sam nie zapytał, co sprawiło że chłopak tu przyszedł. Po części go to po prostu nie interesowało, no bo raczej nie przybył po to, żeby uratować świat ze zwykłego boiska, a po części uznał, że zadawanie lustrzanych pytań jest strasznie pospolite w rozmowach. 
Przyglądając się "bezimiennemu chłopakowi", jak to go sobie nazywał w myślach, stwierdził, że to coś, co chyba miało być uśmiechem wygląda na "troszkę" wymuszone, ewentualnie chłopak po prostu nie umiał (lub nie chciał) się uśmiechać. No cóż, nie każdy musi być jak Jin i szczerzyć się praktycznie do wszystkiego, prawda? Mimo wrażenia wymuszenia uśmiechu przez drugiego chłopaka Jin odpowiedział na niego wesołym, przyjaznym i szczerym uśmiechem.


SEO HEECHEON‘Tylko’, co? Uśmiechnąłem się w duchu do siebie. To słowo w jakiś sposób umniejszało zasługi mówcy, a dla kogoś takiego jak ja, kto potrafi zgubić się w jednopiętrowym budynku z czterema pokojami, dotarcie na teren boiska było czymś, co należy jakoś wyeksponować. Dlatego mimo że on dotarł ‘tylko’ tu, ja dotarłem ‘aż’ tu. Pomińmy fakt, że liczyłem na to, że uda mi się odnaleźć drogę powrotną, po moich notatkach. Po chłopaku widać było, że mój specyficzny styl uśmiechania się, nie wywarł na nim zbyt pozytywnego wrażenia. Mimo to uśmiechnął się do mnie. To było miłe z jego strony.
- Wiesz jak piękny jest taki uśmiech? – bardziej stwierdziłem, niż spytałem patrząc na niego uważnie, z czymś w rodzaju nostalgii na twarzy – Ja swój dawno temu straciłem… a może nigdy go nie posiadałem? – dotknąłem palcem wskazującym dolnej wargi jakby to pomagało mi w myśleniu.
Nagle zamknąłem oczy i zasłoniłem usta lekko ziewając. Byłem zmęczony, ale nie senny. Ziewanie to znak, że organizm jest niedotleniony. Dziwne, bo prawie cały popołudnie spędziłem na powietrzu. Niezbadane są reakcje organizmu. Może to dlatego, że właśnie jestem na dworze? Gdy siedzę całymi dniami w budynku nie miewam takich napadów ziewania. Znów cicho ziewnąłem wydając przy tym dźwięk podobny do ziewającego kota. To było akurat dziwne, ale jakoś tak zawsze wymsknęło mi się coś takiego. Alicja nazwała mnie Kotem z Cheshire, ziewam jak kot, patrzę na ludzi jak kot, a do tego lubię jak się mnie drapie do głowie. Specyfika mojej osoby.
- Myślisz, że każdy człowiek przypomina jakieś zwierzę poprzez specyfikę swojego zachowania, gesty, czy nastawienie do życia? – spytałem po chwili patrząc z zaciekawieniem na paznokcie u swoich dłoni.
Były długie. Ale zadbane. Jak u dziewczyny, która je zapuszcza i bardzo pielęgnuje. Ja moich nie pielęgnowałem. Same rosły. Chyba czas przyciąć pazurki… jednak wydaje mi się to okrutne, bo kot bez pazurów staje się bezbronny.

KANG JINYOUNGNa pytanie brzmiące bardziej na stwierdzenie (lub stwierdzenie które lekko przypominało pytanie, trudno stwierdzić) zaskoczony popatrzył na chłopaka. Hm, nie spodziewał się tego, powiedzmy sobie szczerze. W końcu w dzisiejszych czasach ludzie coraz mniej potrafią docenić uśmiech. Miło jednak wiedzieć, że są jeszcze tacy, którzy potrafią dostrzec jego piękno. 
Chwilę myślał, czy jest coś, czym mógłby na to odpowiedzieć, i w końcu znalazł.
- Każdy uśmiech jest piękny dopóki jest naturalny.- Bo nawet jeśli sztuczny, wymuszony uśmiech wygląda dobrze, to i tak nie dorówna temu szczeremu, przyznajmy sobie szczerze. Bo on ma w sobie takie coś, że kiedy go widzisz, to kąciki twoich ust same też mają ochotę się w takim unieść. I to jest właśnie to jego piękno. - Wszyscy kiedyś posiadali uśmiechy, jednak nie wszystkim udało je się zatrzymać. Mimo wszystko myślę, że kiedyś i tak wszyscy je odzyskają, w tym także ty.- skończywszy mówić uświadomił sobie, jak bardzo nie po swojemu to powiedział, ale że jednoczenie rzeczywiście tak myśli, że nie są to tylko puste słowa. Zaczyna zaskakiwać samego siebie.
Nie bez powodu mówi się, że ziewanie jest zaraźliwe. Nawet jeśli Jinnie nie potrafił wytłumaczyć dlaczego tak się dzieje, to jednak w niektórych sytuacjach nie dało się temu zaprzeczyć, tak jak teraz. Zaraz po tym, kiedy ziewnął "bezimienny chłopak" i Jin musiał zasłonić usta wierzchem dłoni, by w szerokim ziewnięciu nie ukazać całego swojego uzębienia. Standardowo dla siebie ziewnięcie zakończył cichym mlaśnięciem (tak, to jest dziwne, ale on tak ma odkąd pamięta, to nie jest coś co on robi celowo). Potem przetarł oczka, której jak zwykle kiedy ziewał, lekko mu zwilgotniały. Szczerze mówiąc to musiało wyglądać naprawdę uroczo, dwóch młodych mężczyzn siedzących przy szkolnym boisku i ziewających sobie w najlepsze. 
- Bardzo możliwe, chociaż nigdy się tak naprawdę nad tym nie zastanawiałem.- To było naprawdę ciekawe pytanie, nad którym na pewno kiedyś będzie przyjemnie porozmyślać. Bo jeśli rzeczywiście tak było, to jakie zwierzę przypominał Jinnie? Nadpobudliwego uroczego szczeniaczka? Heh, bardzo możliwe. Zmienił nieco pozycję w jakiej siedział, splatając swoje dłonie nieco poniżej kolana, tak, że teraz był nieco bardziej pochylony. Wygodniej.



SEO HEECHEONZadziwiające jak zwinnie i pięknie wybrnął z tej rozmowy mój towarzysz. Skoro potrafił to zrobić, dał mi znak, że ma piękny umysł wart poznania. Skąd to wiem? Bo przeciętni, bardzo twardo stąpający po ziemi ludzie nie potrafią docenić nic poza materialnymi dobrami tego świata. Ten chłopak zaś zdawał się cenić inne wartości. Wartości, o których warto mówić.
-A co jeśli jedyny prawdziwy uśmiech jaki posiadasz jest sztuczny? – spytałem oglądając nadal swoje dłonie.
Wyciągnąłem dłoń przed siebie i rozstawiłem długie, smukłe palce, przyglądając się im. Lekko przechyliłem głowę na prawą stronę i kąciki moich ust lekko się uniosły w charakterystycznym dla mnie grymasie.
- Tak jak zwierzęta, które się nie potrafią uśmiechnąć… bo czy uśmiech psa nie jest wymuszony? A jedynym prawdziwym uśmiechem jest uśmiech małpy, który z reguły jest sztuczną imitacją ludzkiej mimiki? – mówiłem dalej, nieco ciszej, ale tym samym tonem.
Miałem bardzo spokojny, nieco zamyślony, nieco flegmatyczny ton głosu. Niski, spokojny głos. Zupełnie jak szept ducha tuż przed pójściem spać. Obróciłem głowę, by znów spojrzeć na chłopaka. Mój wzrok zawisł gdzieś na wysokości jego szyi.
- Wyglądasz na osobę, która często się uśmiecha… - powiedziałem i złapałem się jedną dłonią ławki. Dokładnie między nami. Między jednym a drugim ciałem. Wsparłem się na tej ręce i pochyliłem się w stronę chłopaka zbliżając się do niego na bardzo niewielką odległość – Ta zdolność naprawdę jest piękna – szepnąłem i uniosłem drugą dłoń gładząc nią powietrze zaledwie kilka centymetrów od policzka chłopaka.
Popatrzyłem na niego jeszcze przez chwilę z tak bliskiej odległości, a potem odsunąłem się. Zabrałem nogi z ławki przed sobą i położyłem je na ziemi. Odchyliłem głowę w tył i spojrzałem na niebo. Te chmury przesuwały się po nim tak leniwie. Jakby miały na to cały czas tej Ziemi… a mimo to mknęły nieustannie, jakby nie mogły się zatrzymać. Ciekawe, co nie?

KANG JINYOUNGLekko przygryzł wargę zastanawiając się nad odpowiedzią na to jakże trudne, inteligentne pytanie. To, jak banalna się ona okazała naprawdę go zaskoczyło. Przecież można by się nad tym zastanawiać godzinami, a tą prawidłową odpowiedź celowo odrzucać sądząc, iż jest niemożliwe, żeby była ona taka prosta.
- Jeśli jest prawdziwym uśmiechem nie może być jednocześnie sztucznym.- Odparł. To było całkiem logiczne, chyba. A co jeśli jednak nie? Nawet jeśli, to była jedyna odpowiedź, którą Jinnie mógł udzielić na to pytanie. Jedyna, która wydawała mu się słuszna.
Przyglądał się chłopakowi kiedy ten oglądał swoją dłoń. Nie wiedzieć czemu miał wrażenie, że "bezimienny" jest myślami jakiś kawałek od tego, co się obecnie działo. Ale to w końcu mogło być tylko wrażenie. Nie zmienia to jednak faktu, że chłopak zdobył zainteresowanie Jinyounga swoją osobą.
Wsłuchiwał się w spokojny, niski, niemal usypiający głos chłopaka, jednocześnie starając się znaleźć sens jego słów i odnaleźć na nie odpowiedź, jednak tym razem to nie było takie proste. Szczerze mówiąc, to te pytania chyba nawet nie należały do zbytnio "normalnych" i zachęcających do dalszej rozmowy, ale to może właśnie z tego powody Jin tym bardziej chciał na nie odpowiedzieć, a przynajmniej spróbować. Tyle że na jego umiejętności przeliczając, to się po prostu nie dało, dlatego powiedział po prostu - Nie wiem, na prawdę nie wiem.- Jednak kiedyś się dowiem.- dodał w myślach, a jak on coś sobie postanowi, to żeby się waliło, paliło to on i tak osiągnie swój cel, prędzej czy później.
- Bo rzeczywiście robię to dość często. - potwierdził. To było naprawdę przyjemne, móc uśmiechać się do ludzi z nadzieją, że jeśli komuś jest przykro, to chociaż ma chwilę poprawi mu to humor, lub że ktoś na to odpowie, nawet najdelikatniejszym i najmniej dostrzegalnym uśmiechem. Taki jeden mały uśmiech może być tym promyczkiem, który będzie miał wpływ na dalsze życie człowieka, bo on może zdziałać cuda. A przecież to zwykłe uniesienie kącików ust.
To, że chłopak przysunął się do niego, zostawiając między nimi tylko niewielką przestrzeń, jakoś niespecjalnie mu przeszkadzało. Nie czuł się przez to zażenowany ani nic w tym guście, można bowiem uznać, że dla niego było to zachowanie dość normalnie. Niestety gładzenie powietrza tak niedaleko jego twarzy już troszkę od tego odbiegało, więc mimo wszystko na policzkach Jinyounga pojawiły się delikatne rumieńce. - Zapewne.- odpowiedział cicho na szept chłopaka, pozostając w bezruchu. Czekał, aż "bezimienny" sam się od niego odsunie. W końcu to zrobił, i unosząc głowę zaczął przyglądać się niebu, co Jin wykorzystał do tego, by jeszcze raz móc mu się po prostu przypatrzeć. Wtedy też stwierdził, że chłopak wygląda... Pięknie. Jego uroda była dość osobliwa, jednak idealnie komponowała się z powagą malującą się na jego twarzy, i to właśnie sprawiało, że Kang doszedł do takiego wniosku. Nie zamierzał się jednak dzielić swoim spostrzeżeniem z chłopakiem, chociaż niewykluczone, że kiedyś mu to wyjawi.

SEO HEECHEONUśmiechnąłem się w duchu słysząc jego słowa. Naprawdę interesujące. Najprostsze odpowiedzi zdają się być tymi najtrafniejszymi, nie zawsze są tak jasne i klarowne, nie zawsze oddają całkowicie to, co chciałoby się powiedzieć, ale nie są błędne. Nigdy. Poza tym ja uważam, że żadna odpowiedź nie jest zła. Bo kto w końcu jest w stanie udowodnić, że dwa plus dwa może dać tylko i wyłącznie cztery, a nie może stanowić innej wartości? Wystarczy pójść na pierwszy rok studiów matematycznych, a okazuje się, że odpowiedź wcale nie jest taka jasne i klarowna. Bo cztery nie zawsze jest wynikiem tego, jakże niezwykle prostego, działania.
Spojrzałem znów na chłopaka. Złapałem jego wzrok, który spoczywał na mnie. Lubiłem jak ludzie na mnie patrzą. Choć sam miałem problem z podobnym zachowaniem, nie miałem nic przeciwko. Spojrzenie jest oznaką zainteresowania. Przynajmniej u ludzi funkcjonujących w normalny sposób. W moim przypadku… raczej sam fakt, że z kimś rozmawiam świadczy o moim zainteresowaniu tą osobą. Bo nie potrafię patrzeć za długo. Nudzi mnie to. Demotywuje. Męczy. Nie mogę skupiać się za długo na jednym obrazie. Gdy to robię, wydaje mi się, że mój mózg przestaje funkcjonować i zaczynam popadać w stan dziwnego zawieszenia między snem a jawą.
- Jak długo przeciętnie śpisz? – odezwałem się nagle i dość leniwie omiotłem spojrzeniem całą jego sylwetkę, by w końcu skupić się na lekko wygiętym druciku wystającym z metalowej konstrukcji trybun boiska – Śnisz często? – spytałem cicho.
Wyciągnąłem rękę i dotknąłem drucika. Był tuż obok mnie. Z drugiej strony niż chłopak. Musiałem wyglądać na dość niewychowanego obracając się do niego niemal plecami i przesuwając opuszkami palców po druciku. Był ostry. Miałem tego świadomość, choć nie czułem tego. Balansowanie delikatną skórą po krawędzi ostrego przedmiotu było dla mnie niezwykłą rozrywką. Czekałem tylko aż skóra zostanie przecięta. Nie mogłem tego poczuć. Tylko zobaczyć. Przecież moje dłonie praktycznie nie odczuwają… prawda?

KANG JINYOUNGKiedy "bezimienny chłopak" z powrotem przeniósł wzrok na Jinyounga i ich spojrzenia się skrzyżowały, Jin powstrzymał się od przeniesienia spojrzenia na inny punkt. Odwracanie wzroku jest uznawane za oznakę słabości i uległości, a poza tym patrzenie ludziom w oczy jest doświadczeniem bardzo ciekawym, szczególnie że to z nich ponoć można się najwięcej dowiedzieć o stanie psychicznym i emocjonalnym drugiego człowieka. Nie, Jin nie chciał sprawdzać czy to rzeczywiście prawda, aż tak mu nie zależało, ale chciał sprawdzić samego siebie, czy będzie w stanie dłużej patrzeć w ciemne oczy "bezimiennego". Pewnie się domyślacie, że nie wytrzymał zbyt długo.
Słysząc to wyrwane z kosmosu pytanie był naprawdę zaskoczony, a z jego ust wydobył się cichy śmiech. Tak, on czasem na zaskoczenie reagował śmiechem, ale to chyba było normalne w takiej sytuacji, kiedy rozmawia się o jednym a nagle pyta o drugie. 
- Nie wiem, gdzieś tak od czterech do sześciu godzin, czasem krócej.- odpowiedział. Nie przywiązywał zbyt wielkiej uwagi do tego, czy śpi wystarczająco długo czy też nie, dopóki był w stanie normalnie funkcjonować nie zamierzał nagle zacząć spać po osiem- dziewięć godzin. - Wydaje mi się, że człowiek śni zawsze, jednak nie zawsze pamięta, że coś mu się śniło, i co mu się śniło. Dlatego jeśli ktoś mówi, że nic mu się nie śniło, możliwe że po prostu nie pamięta, dlatego tak mówi.- On jakoś tak bardzo lubi używać wyrażeń moim zdaniem lub wydaję mi sie czy też możliwe. Bo w sumie dzięki temu a) nie mówi tak, jakby był wszystkimi b) jak się pomyli to będzie na niego c) nikt nie obiecuje że sprostuje to co powiedział jeśli się pomyli. 
Poczuł się lekko ignorowany kiedy chłopak odwrócił się do niego praktycznie tyłem, szczególnie że nie wiedział co przykuło uwagę jego towarzysza. I nawet to, że lekko się pochylił by spojrzeć mu przez ramię nic nie dało, bo dalej nie wiedział co to było.


SEO HEECHEONJa go jednak słuchałem dalej rozpracowując drucik. Wystawał. Był denerwujący jak na kawałek metalu przystało. A przynajmniej tak uważałem w tej chwili. Przesuwałem opuszkami palców po ostrej powierzchni czekając aż moja ciekawość zostanie zaspokojona. Każdy ma swoje hobby, prawda?
- Możliwe. Sny to tylko projekcje obrazów, które nasze oczy zarejestrowały podczas dnia – powiedziałem, choć zdawać by się mogło, że nie dbam o to, czy mnie słyszy, choć dbałem - …dlatego mordercy pojawiający się w koszmarach mają twarz ludzi, których przypadkiem mijamy codziennie na ulicy – dodałem nieco głośniej.
Miałem świadomość, że próbuje zobaczyć, co robię. Dlatego usiadłem nieco inaczej, zniżając ramię, jakbym chciał pokazać mu, co przykuło część mojej uwagi. Tą, która nie skupia się na jego osobie. Zauważyłem też jakich słów używa rozmawiając ze mną. Odpowiada za pomocą własnych spekulacji. Mądrze. Choć daje mi tym samym znać, że nie jest pewien swoich odpowiedzi. Ja zawsze mówię tak, by dać znać innym o swoich przekonaniach. Używam oczywiście spekulacji, przytaczam zdanie innych, ale mówię głównie to, co myślę.
- Sny są odwzorowaniem przeżyć, myśli, wspomnień… psychika ludzka jest naprawdę piękna, nie uważasz? – kąciki moich ust wygięły się w karykaturze uśmiechu – Ah… co za niezdara ze mnie… - szepnąłem sam do siebie.
Dlaczego? Bo w tym momencie nieco za mocno zbliżyłem palec wskazujący do ostrej krawędzi drucika i przeciąłem skórę. Cięcie nie było zbyt głębokie, ale jednak metal wszedł na tyle głęboko, by przerwać kilka naczynek, przez co po chwili pojawiła się krew. Usiadłem normalnie i uniosłem dłoń w górę przyglądając się ranie. Naprawdę nie czułem bólu. Nawet najmniejszego. Moje dłonie były jak martwe… ale to mnie fascynowało. Na tyle, że strużki krwi zaczęły spływać w dół mojego palca na dłoń i okalać ją szkarłatną linią.

KANG JINYOUNG- Zapewne.- powiedział, chociaż w pierwszym odruchu chciał zapytać "Boże, człowieku, jakie ci się rzeczy śnią?!" Jinyoung nawet w swoich największych koszmarach nie spotykał mordercy, co najwyżej potwory opanowujące Ziemię czy zarazę zmieniającą ludzi w ohydne zombie chcące po mieście i zjadające ludność. To są dla niego koszmary. Bo z mordercą masz jeszcze szansę się we śnie ugadać, a z zombie może być już trudniej. Niestety.
Kiedy chłopak się przesunął, Jinnie wreszcie mógł dostrzec, co tak bardzo zaabsorbowało jego uwagę. Naprawdę ten zwykły niewielki kawałek drucika był tak interesujący? Przecież nawet nie było w nim nic niezwykłego, ot taki sobie kawałek metalu. No ale każdego interesuje co innego, więc jeśli to coś przykuwa uwagę "bezimiennego" no to cóż. Przecież nie będzie go przez to oceniał... Ale to było nieco dziwne, nawet dla Jina.
- Dlatego ludzie po silnych przeżyciach mają bardzo realistyczne sny.- podsumował. - Tak, psychika ludzka jest naprawdę piękna i warta poznania.- powiedział. - Kryje przed światem wiele tajemnic...- dodał cicho.
Kiedy drucik przeciął skórę na palcu chłopaka, i pojawiła się pierwsza kropelka krwi, Jinyoung momentalnie odwrócił wzrok. Widok tej czerwonej cieczy zawsze przyprawiał go o zawroty głowy. Pod tym względem był bardzo delikatny. Tym razem to on obrócił się niemal tyłem do chłopaka, zamykając oczy. Od razu sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej paczkę chusteczek którą podał chłopakowi.
- Mógłbyś proszę....- powiedział niemal błagalnym głosem. Zbladł trochę, a "magiczna siła" nie pozwalała mu odwrócić głowy z powrotem w stronę "bezimiennego". Ale to chyba dobrze, skoro dzięki temu nie musiał patrzeć na to czerwone ohydztwo ściekające wzdłuż ręki ciemnowłosego. Przynajmniej nie tracił przytomności na widok krwi. To jakiś plus, ale to i tak nie zmienia faktu, że nie mógł na nią patrzeć. I to był jeden z powodów z których nigdy nie chciał iść na medycynę.

SEO HEECHEONJa rzadko pamiętałem swoje sny. Ale jeśli je pamiętałem, byłem w nich mordowany. We własnych snach zginąłem na tyle różnych sposobów, że nie sposób tego zliczyć. Często powracał jeden sen. Gdy dusiła mnie własna matka. I przerażało mnie to. Jest mało rzeczy, których się boję… więc jeśli coś mnie przeraża, naprawdę serce zwalnia tempo i mam wrażenie, że umieram. Zadziwiające jak dziwne projekcje wspomnienia potrafią wytworzyć. Dziwne… lub może… ukryte w podświadomości.  Nie wnikałem w to nigdy. Może nie chciałem? Może tak jest lepiej.
Spojrzałem na chłopaka, gdy obrócił się na widok krwi. Uśmiechnąłem się sam do siebie i wydałem z siebie stłumiony chichot. Wziąłem jedną chusteczkę od chłopaka, bardziej z grzeczności niż z potrzeby. Rozłożyłem ją i zrobiłem z niej pewnego rodzaju parawan, za którym ukryłem rękę. Nie chciałem jednak, by coś tak pięknego jak krew, zmarnowało się w taki trywialny sposób. Dlatego zbliżyłem usta do mojej dłoni i zacząłem delikatnie zlizywać ciecz z mojej skóry. Lubiłem ten matowy, metaliczny smak krwi.
- Dlaczego odwracasz wzrok od czegoś, co napędza każdy żywy organizm i pozwala mu funkcjonować? – spytałem spokojnie, gdy już pozbyłem się powoli zasychającej krwi z mojej skóry i zawinąłem palec w chusteczkę.
Moje spojrzenie przesuwało się po jego szyi jakbym szukał widniejącej pod skórą tętnicy. Fascynowało mnie to, jak człowiek działa i funkcjonuje. Do tego stopnia, że bardzo chętnie przywiązałbym kogoś żywego do stołu chirurgicznego i rozkroił mu pierś, by zobaczyć jak działają organy w jego wnętrzu. Nie zrobię tego oczywiście. Wiem to. Nie zostałem wychowany na osobę, którą skrywam wewnątrz własnej głowy. Choć, jeśli pewnie nie ograniczałyby mnie normy dobrego wychowania… kto wie, kto wie. Zacisnąłem nieco dłoń na chusteczce jakbym chciał się upewnić, że krwawienie ustanie.

KANG JINYOUNGBył niemal wdzięczny chłopakowi, że wziął od niego tą głupią chusteczkę. Niby takie nic, ale jednak, bo dzięki temu Jin nie będzie musiał patrzeć na coś tak okropnego jak krew. No dobra, niby wiadomo, że to coś jest bardzo przydatne, transportuje tlen do mózgu i inne takie, ale nawet to nie sprawia, że Jin ją znosi. To było fuj fuj fuj i koniec kropka. 
- W pewnym momencie trochę mi zbrzydła. - powiedział po prostu. Sam nie wiedział kiedy widok krwi zaczął mu przeszkadzać. Kiedyś nie miał z tym większych problemów, wręcz lubił patrzeć na krew wyciekającą z rany i zostawiającą za sobą szkarłatną smugę, teraz jednak na samą myśl miał dreszcze. No i niestety przez to właśnie nie oglądał rzeczy takich jak filmy akcji czy horrory. Po prostu było jej tam za dużo. A szkoda, bo czasem mógłby to być dobry sposób na nudę. 
Wreszcie odważył się obrócić z powrotem w stronę chłopaka, a uczynił to akurat w momencie, gdy ten zlizywał szkarłatną ciecz ze swojej dłoni. Blehh, jak można robić coś tak ohydnego? Metaliczny smak krwi był czymś odrzucającym dla Jina, i zdecydowanie nie należał do ulubionych smaków chłopaka. No ale w końcu każdy lubi co innego, czyż nie? No a nawet jeśli, to nie Jinowi dane wtrącać się w smakowe preferencje jego rozmówcy.
Wreszcie jego oczy zarejestrowały w miarę normalne zachowanie ze strony drugiego chłopaka, jakim było zaciśnięcie dłoni na chusteczce. W ciągu tej krótkiej chwili poprzedzającej tą czynność, Jin zdążył stwierdzić, że jednak zachowanie "bezimiennego" leciuteńko odbiega od normy. Tak, leciuteńko...
- A czemu ty obserwowałeś tą szkarłatną kroplę z takim zainteresowaniem? - teraz to on postanowił zadać jedno pytanie. W sumie, to szczerze go to ciekawiło, bo on tak szczerze nic interesującego w tym nie widział. Może to będzie coś oryginalnego? Kto wie.

SEO HEECHEON‘Leciuteńko’ odbiegające od normy zachowanie to prawie jak komplement. Naprawdę. Patrząc na moje zachowanie i sposób bycia można użyć tysiąca przymiotników, ale chyba nikt nie odważyłby się aż tak nie doceniać mojego ‘leciuteńkiego’ szaleństwa. Choć nie… jestem bogaty więc to chyba nazywałoby się ekscentryczność, co? Albo będzie się tak nazywało za parę lat. Czuję to w kościach.
Słysząc jego pytanie wzruszyłem ramionami jakbym sam nie wiedział dlaczego. Mimo to wiedziałem. Choć moja odpowiedź zapewne niewiele by wyjaśniła. Dlatego zdecydowałem się na użycie większej ilości słów niż dotąd. W końcu, niegrzecznie byłoby nie odpowiedzieć na pytanie.
- Bo była piękna – odezwałem się jakby odpowiedź była co najmniej oczywista – przyciąga mnie taki surowy rodzaj piękna. Coś, co przeraża, brzydzi, też może być piękne i fascynujące. Poza tym… - odsłoniłem chusteczkę by sprawdzić czy krew nadal leci i zacisnąłem dłoń w pięść widząc, że z ranki wciąż tli się czerwona ciecz. Wolną rękę uniosłem wówczas na wysokość swojego wzroku i skupiłem się na swoich smukłych palcach - …intryguje mnie to, jak pięknie wygląda coś, czego nie czuję, a co chciałbym poczuć – dokończyłem i uniosłem lekko wzrok patrząc na chłopaka spod czarnego wachlarza rzęs.
Moje dłonie były martwe na bodźce… to takie smutne, nie? Zwłaszcza, że świat poznawałbym najchętniej przez dotyk. Jest to chyba jeden z nielicznych zmysłów, którym wierzę w pełni, a nie mogę go wykorzystywać.
- Zastanawiałeś się kiedyś jak to jest mieć ręce, ale nie móc ocenić czego dotykają? – spytałem i skierowałem dłoń w jego stronę.
Dotknąłem opuszkami palców jego ramienia i używając palca wskazującego i środkowego zacząłem ‘iść’ dłonią po jego ramieniu w górę. Patrzyłem przy tym na materiał jego kurtki i na ‘kroki’ moich palców. Trochę tak dziecko, które znalazło sobie nową zabawę.

KANG JINYOUNGOn naprawdę nie dostrzegał teraz we krwi nic pięknego. Zwykła ohydna, trochę gęstawa ciecz o szkarłatnym kolorze. No aż po prostu ma się ochotę na długie "bleee". Ale o ludzkich gustach się nie dyskutuje... Nawet jeśli niektórych jest spaczony. Dopóki nie wciągał w to innych (a przynajmniej nie próbował w to wciągnąć Jina), to niech robi co chce. Tylko może jednak nie przy nim.
Nie wiedzieć czemu, a może jednak wiadomo, kiedy chłopak zaczął się przyglądać swojej dłoni, Jin również zaczął jej się przypatrywać, uważnie słuchając słów "bezimiennego". "Coś czego nie czuję, a co chciałbym poczuć"? Ciekawe o co mu chodziło... 
Przeniósł wzrok z dłoni chłopaka na jego twarz i spostrzegł, że ten również na niego patrzy. Tak bardzo utrzymywanie kontaktu wzrokowego z rozmówcą. Nie można powiedzieć, że jakoś specjalnie im się to udawało, czyż nie? Ale przynajmniej się słuchali, tak?
- Nigdy nie czułem większej potrzeby do zastanawiania się nad czymś takim. - przyznał. No bo po co się zastanawiać jak to jest nie móc czegoś, skoro to można? To tak, jakby się zastanawiać, jak to jest nie mieć telefonu kiedy się go ma. A przynajmniej Jin tak to odbierał. On częściej się zastanawiał, jak muszą się czuć ludzie, którzy czegoś nie mogą, a chcieliby móc, a to przecież nie to samo.
Kiedy palce chłopaka rozpoczęły "wędrówkę" po jego ramieniu, poczuł się co najmniej dziwnie. Tak, to jednak wykracza ponad normę. Tym razem Jin nie zamierzał czekać, aż chłopak się odsunie, i sam to zrobił.
- Nie przesadzasz lekko? - zapytał. Okey, on rozumiał, że można pragnąć bliskości drugiego człowieka, ale no nie przesadzajmy, to co robił "bezimienny" było co najmniej dziwne i też lekko niestosowne. Ramię Jina nie było jakąś ścieżką żeby po nim "łazić".


SEO HEECHEONWłaśnie, że moje pytanie, a to, nad czym ‘częściej’ zastanawiał się Jin, to dokładnie to samo. Moje pytanie miało na celu wczucie się w sytuacje osoby, która czegoś nie może. Konkretnie moją. Jeśli ktoś potrafi tak trywialną rzecz jak wczucie się w stan osoby w pewien sposób upośledzonej, ma naprawdę dobrze rozwiniętą inteligencje emocjonalną, która pomaga w kontaktach z ludźmi odmiennymi, innymi, w jakiś sposób niekompletnymi. Jeden z pierwszych lekarzy jacy mnie prowadzili miał taką zdolność. Potrafił nauczyć mnie jak czegoś dotykać. Jak to poczuć, mimo że tego nie czułem. Przynajmniej nie w pełni. Czucie powierzchni, materiału, stanu skupienia wykraczało poza moje zdolności. Pozostawała mi tylko świadomość, że coś trzymam w ręce. I tak aż do dziś.
Cicho parsknąłem ni to smutnym, ni to rozbawionym śmiechem, gdy chłopak się odsunął. Takie typowe. Spojrzałem na jego usta i przechyliłem lekko głowę na prawo. Czy ja przesadzam? Nie. W moim pojęciu, zdecydowanie nie. Nie było w tym ani krztyny przesady. Aei pewnie stwierdziłaby, że w moim przypadku jest to raczej poprawa na plus. Gdy byłem małym dzieckiem ciężko było w ogóle zmusić mnie do kontaktu wzrokowego, czy złapać ze mną kontakt. Dlatego to, jak się teraz zachowuje, jest wynikiem długoletniej terapii i sporego wkładu własnego. Nie jest może najstosowniejsze w pojęciu ludzi zdrowych, ale jak najbardziej poprawne w pojęciu chorych.
- Przesada zależy od subiektywnej oceny sytuacji… więc… nie – odpowiedziałem powoli, spokojnym tonem, jakbym miał na sformułowanie zdania cały czas tego świata.
Po chwili wstałem i pochyliłem się nad nim zbliżając się do niego na bardzo niewielką odległość. Uśmiechnąłem się w charakterystyczny dla mnie sposób.
- Jestem Heecheon. Miło mi cię poznać, Jinyoung – szepnąłem, po czym wyprostowałem się i wolnym krokiem zszedłem z trybun na boisko, przez które przeszedłem na ukos.
Dzień jesienny był taki piękny. Spokojny. Ale nieco zbyt martwy jak na mój gust. A przecież tyle można osiągnąć w tak ciche dni, tyle osób poznać, tyle miejsc zobaczyć, tyle czasu zmarnować na rzeczy zupełnie niepożyteczne ze względu naukowego, ale potrzebne emocjonalnie czy psychicznie, a ludzie zamykają się sami w swoich pokojach i uczą się do egzaminów. A do egzaminów daleko. Włożyłem ręce do kieszeni spodni i powoli zacząłem znikać w oddali.

KANG JINYOUNGTutaj Jin musiał mu przyznać rację, w końcu rzeczywiście to od takiej oceny sytuacji zależało to, czy rzeczy wykonywane przez chłopaka były przesadą czy też nie. Ale cóż, już się nie będzie odzywał.
No i znowu to robi. Co on ma z tym przysuwaniem się do innych ludzi? Może bliskość drugiego człowieka tak bardzo sprawia, że czuje się usatysfakcjonowany i jego dzień nabiera sensu? Chociaż nie, Jinnie jednak nie chciał wiedzieć, co jest tego przyczyną. W końcu, jeśli odpowiedź byłaby bardziej absurdalna niż by przypuszczał, to mogłoby to nawet doprowadzić do uszczerbku na jego zdrowiu psychicznym. A że już z nim było coś nie tak, to chyba lepiej, żeby tego nie pogarszać. 
Kiedy chłopak wypowiedział swoje imię, Jin patrzył na niego zdziwiony. No serio? On tak specjalnie czekał żeby się przedstawić na samym końcu? W sumie, dość ciekawe, trzymać rozmówcę w niepewności by na końcu go zaskoczyć. Ambitnie. Mimo to jednak Jinnie chyba wolał przedstawiać się na początku. Przynajmniej nikt go wtedy nie będzie w myślach nazywał "bezimiennym", tak jak to on czynił w stosunku do chłopaka.
- Ciebie też miło było poznać, Heecheonie. - powiedział, chociaż już nawet nie miał pewności, czy chłopak go usłyszał. Jeszcze chwilę siedział na trybunach patrząc w ślad za oddalającym się chłopakiem, po czym sam wstał, i ruszył w przeciwnym kierunku. Jeszcze chwilka krótkiego spacerku, i będzie mógł wrócić do pokoju. Z dobrze dotlenionym umysłem. 

Etykiety: , ,

Komentarze (0):

Prześlij komentarz

Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]

<< Strona główna