03. What lies beneath
Take a breath, Hold it in
Siedział okrakiem na moim brzuchu i patrzył na
mnie czekając na znak. Ja skinąłem głową. Tylko tyle starczyło. Zacisnął ręce
na mojej szyi każąc mi wstrzymać oddech, jak zawsze. Jego chłodne opuszki
palców drażniły moją rozgrzaną skórę tuż pod obrożą, którą specjalnie podsunął
wyżej aby móc mnie złapać. Leżałem posłusznie pod nim czując jak resztki tlenu
z moich płuc ulatniają się w nicość, a mi brakuje tchu…
Start
a fight ,You won't win
Wyciągnąłem ręce na boki starając się złapać
czegoś, aby wytrzymać te próbę… Lubił się ze mną droczyć w ten sposób. Nie
uśmiechał się jednak. Na jego twarzy malowało się skupienie. Może też lekka
obawa, jak zawsze, gdy przychodziło do zadawania mi bólu, wywoływania
cierpienia… Ale to właśnie było w całej tej chorej grze piękne. Jak zawsze zacisnąłem
dłonie na prześcieradle wyginając ciało w łuk. Zacząłem się lekko wić, jak
duszone przez drapieżnika zwierzę, które walczy o życie. Otworzyłem usta
próbując nabrać tchu.
Had enough? Let's Begin
Zacisnął mocniej palce na moim gardle i nagle je
puścił. Kaszlnąłem krztusząc się dopiero co nabranym powietrzem. Złapałem się
jedną ręką za gardło poprawiając przy okazji obrożę. Ona również mnie dusiła.
Nigdy nie miałem dość tego uczucia. Pochylił się nade mną, wplótł palce w moje
włosy, złapał je mocno i przyciągnął moją twarz do siebie. Z jego ust padło
ciche „Zaczynajmy”, a ja poczułem jak moje ciało przenika dreszcz ekscytacji.
Nevermind, I don't care
Uniosłem dłoń łapiąc go za rękę, którą trzymał
pasma moich włosów. Rozluźnił uchwyt gdy tylko poczuł dotyk mojej skóry na
swojej. Delikatnie przesunąłem jego dłoń w dół, poprowadziłem jego palce po
mojej twarzy, niczym ślepiec mógł ją zbadać, a następnie uniosłem głowę i
przyłożyłem jego rękę do mojej szyi tuż pod żuchwą. Przycisnąłem ją mocno i
zadrżałem, gdy znów dotarł do mnie ten słodki ucisk, który wprawiał moje biodra
bezwiednie w ruch.
All in all You're no good
On nie był w stanie zrobić tego czego do niego
chciałem, dlatego musiałem wielokrotnie robić to za niego. Tak wiele razy już
się nim wyręczałem, że zaczęło to być nurzące. On się nie poddawał. Czułem to,
bo łączyło nas coś niezwykłego. Mimo to… nie był w stanie spełnić moich
żądań. Choć się starał. Przeniosłem ręce na jego biodra, a potem dalej, na
plecy. Złapałem go pewnie i uniosłem się z materaca. Zamrugał oczami
zdezorientowany. Czasem się to działo, gdy się nie spodziewał tego co zrobię.
Ułożyłem go na plecach z niezwykłą ostrożnością, jakbym kładł do snu
porcelanową lalkę.
You don't cry Like you
should
Wiedziałem, że chce płakać, gdy poruszałem się w
nim trzymając jego ręce zaciśnięte na mojej szyi. Leżał na plecach, taki
drobny, niewinny, ze szklącymi oczami i rozpaloną od podniecenia twarzą. Sam
chyba nie wiedział co powinien czuć. Jego smukłe ręce wyciągnięte były w górę,
a ja trzymałem je w silnym uścisku. Nie puszczałem. Łapałem z trudem powietrze,
ale nie puszczałem. Chciałem czuć więcej… bardziej intensywnie…
Let it go If you could
Objął mnie nogami przysuwając się do mnie i
pozwalając mi na głębszą penetrację jego ciała. Odchyliłem głowę z tył i
opuściłem ręce. Jedną dłoń położyłem na jego brzuchu, drugą oparłem na poduszce
tuż koło jego głowy. Jego ręce także opadły, ale… jakby bezwładnie na materac
po obu stronach jego ciała. Obrócił głowę w stronę mojej prawej ręki i zaczął
całować moje przedramię, jakby dziękując mi za to, że nie musiał już zadawać mi
bólu. Odpuściłem dla niego… Bo mi na nim zależało…
When
love dies in the end
Jednak tego właśnie się bałem. Bałem się, że mi
zależy, a przez to, iż pewnego dnia zostanę zraniony bardziej niż bym mógł się
spodziewać. Taka sadystyczna miłość, pełna bólu, pełna łez, nie trwa wiecznie…
Zadawałem sobie pytanie dlaczego nie mogę być normalny za każdym razem, gdy
widziałem jak po jego policzkach spływały słone łzy. Pochyliłem się nad nim i
tym razem zlizując każdą kroplę. Były moją winą, a więc i ja powinienem je
przyjąć. On tylko się uśmiechał, gdy to robiłem. Bawiło go to? A może czuł
ulgę? A może nie chciał płakać i był zawstydzony? Jakikolwiek był powód, nie
miało to znaczenia…
So I'll
find what lies beneath Your sick twisted smile
Kiedyś dowiem się, co skrywa za tym pokręconym
uśmiechem, który ma na twarzy, gdy go duszę… Będę kiedyś w stanie zrozumieć
dlaczego przyjemność sprawia mu, gdy wbijam paznokcie w jego plecy. Chcę go
zrozumieć, bo jest dla mnie ważny. Niezwykle ważny… dlatego się na to wszystko
godzę. Nagle moje ciało zadrżało. Otworzyłem szeroko usta, i odchyliłem głowę
do tyłu, rękami sięgając na jego przedramiona, by jakoś wciąż utrzymać z nim
kontakt. Czułem jak jego członek ociera się o ścianki mojego odbytu. Na cienkiej
skórze mojego brzucha z każdym jego ruchem można było dostrzec lekkie
wybrzuszenie. Był tak głęboko we mnie… poruszał się z taką wprawą… doprowadzał
mnie do szaleństwa…
As I lay underneath Your
cold jaded eyes
Z trudem znów na niego spojrzałem. Wciąż miałem
rozchylone wargi, moje serce waliło jak szalone, moje ciało wzmagane były
uderzeniami gorąca i podniecenia. Spojrzałem na jego oczy. Takie zimne,
pozornie nieobecne, oddalone. A mimo to potrafiłem dostrzec w nich niezwykłe
uczucie, o które bym go na początku znajomości nawet nie posądzał… Leżałem pod
jego ciałem i czułem się niezwykle bezpieczny. Nagle wysunął się ze mnie, a ja
jęknąłem z niezadowoleniem jęcząc z palącego podniecenia. Poczułem jak łapie
mnie za nadgarstki i przyciąga do siebie. usiadłem wykonując jego nieme
polecenie. On też siedział. Bezzwłocznie uklęknąłem i zbliżyłem się do niego
siadając na jego udach okrakiem. Zacząłem ocierać się pośladkami o jego
nabrzmiały członek.
Now you
turn the tide of me 'Cause you're so unkind
Nie potrafię opisać nawet tego jak bardzo mnie
zmienił. Jak owinął mnie sobie wokół palca. Objąłem go ramionami i wbiłem
paznokcie w jego skórę przesuwając nimi nieznacznie, pozostawiając szramy na
skórze. Nie na tyle głębokie by krwawiły, jednak dostatecznie by przez kilka
minut pozostawiały ślady. „Na co czekasz?” jęknąłem unosząc się i patrząc mu w
oczy. On tylko skinął głową. Lewą ręką złapałem go za obrożę i przyciągnąłem do
siebie jeszcze bliżej, jakbym chciał się z nim stopić w jedno. Zamknąłem oczy i
pocałowałem go. Wówczas poczułem jak się we mnie wsuwa. Aż w pierwszej chwili
lekko podskoczyłem uciekając przed jego ruchem, ale szybko zmieniłem zdanie
opuszczając biodra, dając mu się we mnie wsunąć. Dręczył mnie… Potrafił się mną
bawić, mimo że to on chciał być poniżany. Dominował w tej relacji, wiedział to,
ja też, a mimo to… Nie. Nie mam zastrzeżeń. Nie teraz. Wbiłem się ponownie w
jego usta głodny jego pocałunków.
I will always be here
Niech myśli co chce. Niech
świat się wali. Niech przestanie to do mnie czuć. Nie obchodzi mnie to. Ja
zawsze będę przy jego boku. Jeśli zacznie się mną nudzić, nauczę się czegoś
nowego. Pooglądam filmy, odwiedzę stosowny sklep… wymyślę coś, by dać mu tyle
przyjemności ile on daje mnie. Przygryzłem jego wargę mocno, aż do krwi. Gdy
zdałem sobie z tego sprawę spojrzałem na niego z lekkim strachem.
For the rest of my life
On jednak zwilżył językiem wargi zbierając
jednocześnie całą krew i przełykając ją. Przywarł wargami do skóry na mojej
szyi pieszcząc ją w sposób doprowadzający mnie do szaleństwa. Nigdy go nie
opuszczę… Niech się świat wali, ja go nie opuszczę. Jęknąłem nagle głośno,
czując jak jego pchnięcia się nasilają, są bardziej intensywne i zdecydowana.
Wbiłem ostro paznokcie w jego ramiona mając problem z zachowaniem tego
ekscytującego napięcia wewnątrz siebie…
Here we go... Does it hurt?
Nagle się zatrzymał, albo może raczej zatrzymał
mnie. Położył mi dłonie na piersi, a ja wiedziałem co chce mi tym powiedzieć. Zamarłem.
Zgodnie z tym czego sobie życzył. Czułem jak mój członek pulsował, jak drgał w
jego wnętrzu ograniczany ciasnymi ściankami odbytu. Zacisnąłem zęby, a on zaczął
dręczyć mnie ponownie, w ten swój słodki, delikatny, doprowadzający do
szaleństwa sposób. Jego dłonie delikatnie gładziły moje ciało, a jego usta
powoli przesuwały się z mojego obojczyka na pierś i w końcu prawy sutek. Zaczął
go drażnić językiem, a moje ciało przeszył dreszcz. Musiałem trwać w bezruchu.
Jednak okazało się to bolesna torturą. Czułem jak moje biodra bez udziału mojej
woli zaczynają się poruszać.
Say
goodbye to this world
Zacząłem głośno wciągać powietrze a moje ciało
drżało. Myślałem, że naprawdę pożegnam się ze światem. Wówczas zaczął się
poruszać. Wydałem z siebie wręcz nieludzki jęk i odruchowo objąłem go i przyciągnąłem
go siebie. nie powstrzymało go to przed poruszaniem się. Był zdolny… Może to
głupie z mojej strony, ale miałem wrażenie, że te wszystkie zdolności, które
posiadał… w jakiś sposób były moją zasługą…
I will
not Be undone
Na samym początku nie mógł się przemóc, by przejąć
inicjatywę podczas stosunków. Zawsze wszystko zależało ode mnie. Miałem
ostatnie słowo. Potem zacząłem go prosić o różne rzeczy. Na początku oczywiście
się nie godził, to normalne, jak sądzę. Ale potem… stopniowo… zaczął się
przyzwyczajać, zaczął się starać, by mnie zadowolić. Nie wiedziałem, czy
doszedł do wniosku, że mi to nie wystarcza, czy może po prostu chciał zrobić mi
przyjemność, ale… wszystko zaszło tak daleko. Co się stało, nie odstanie się.
Liczyło się tylko to, że byliśmy przy sobie. Blisko. Coraz bliżej. Tak jak
teraz. Nagle naparł na mnie całym ciałem, a ja poniekąd celowo straciłem
równowagę i padłem na plecy z nim, górującym nade mną.
Come to life It gets worse
Wsparł się dłońmi o moją klatkę piersiową, uniósł
się do siadu, a ja poczułem jak mój członek porusza się razem z nim. Wciąż w
nim był, choć nieco wysunięty. Nie trwało to jednak długo. Sięgnął jedną ręką
do tyłu i złapał mój członek tuż przy jądrach by go unieruchomić. Usiadł na
mnie pewnie nabijając się do samego końca. Byłem w nim tak głęboko… Wywróciłem
oczy do tyłu tak, że niemal same białka było widać spod moich powiek. A i jego jęki nie pomagały na ten stan.
All in all You're no good You
don't cry Like you should
To wszystko nie miało sensu… najmniejszego. Nie
rozumiałem w jaki sposób znaleźliśmy się w tym punkcie zwrotnym naszej
znajomości. A może raczej jak znaleźliśmy się w tym punkcie zwrotnym
dzisiejszego wieczora. Czemu? Bo ten sam chłopak, który płakał kilkanaście
minut temu, gdy zaciskał dłonie na mojej szyi, teraz robił to z własnej woli.
Pochylił się nade mną poruszając się na moim członku w górę i w dół, a jego
dłonie przesunęły się na moją grdykę przyciskając ją mocno aż do bólu. Nie płakał,
jak powinien był, już nie. Teraz to z kącików moich oczu wydostały się
pojedyncze łzy. Znów drżałem na całym ciele czując jak przeszywa mnie
podniecenie.
I'll be gone when you fall
Your sad life Says it all
Jeśli kiedyś on mnie zostawi, moje życie będzie skończone…
Przez ten, zdawać by się mogło, krótki czas naszej znajomości, stał się
najważniejszą osobą w moim życiu. Rozumiał mnie, kochał mnie, dawał mi swoje
serce, ale zabrał też moje. Tak jak teraz zabrał mi dech. Miał nade mną
całkowitą władzę, a ja się temu poddawałem. Lubiłem to.
Kochałem to. Nie. Kochałem jego.
Don't carry me under You're the devil in disguise
Zaciskałem ręce na jego szyi i czułem jak mój członek
nabrzmiewa. W tym specyficznym rodzaju sadyzmu zacząłem odnajdować cząstkę
siebie, którą możliwe, że zapchnąłem na sam dół mojej podświadomości, by nigdy
nie ujrzała światła dziennego. Ten diabeł, ten szaleniec, ten psychopata
ciągnął mnie za sobą w głębinę obłąkania. A ja pozwalałem mu na to. Bo mi się
to podobało. Przeniosłem dłonie na jego policzki, mocno je ścisnąłem i
pochyliłem się wpijając się w jego usta. Rozchyliłem językiem jego wargi i
zacząłem penetrować nim wnętrze jego ust. Lewą rękę równie niespodziewanie
przeniosłem na swój członek. Zacząłem go pocierać czując jak z każdym ruchem
doprowadzam się do szaleństwa. Jego penis przeszywał moje wnętrze mocno,
głęboko, dokładnie tak jak sobie tego życzyłem.
God sing
for the hopeless
Na centymetry jedynie odsunąłem się od niego, by
nabrać powietrza i zacząć jęczeć żałośnie w jego policzek. Zaczepiłem się
paznokciami prawej ręki o jego skórę na piersi. To było za wiele. Czułem, że
nie tylko dla mnie, bo jego oddech przyspieszył ponownie. Przygryzłem wargi.
Nie mogłem tak dłużej. “Weź mnie… Chcę… cię…” wyjęczałem między oddechami
poruszając ręką po własnym przyrodzeniu.
I'm the one you left
behind
On posłuchał, jak zawsze. Złapał mnie mocno za
biodra unieruchamiając mnie, a następnie zaczął się poruszać tak gwałtownie,
tak mocno, tak zmysłowo, tak umiejętnie, że z mojego gardła wydobył się krzyk.
To już nie były jęki. To były wrzaski przyjemności, która rozlewała się
gwałtownie po moim ciele. Nie wiedziałem jak to robił, ale znał moje ciało na
wskroś. Nie sprawiało mu najmniejszego problemu doprowadzenie mnie do orgazmu.
So I'll
find what lies beneath Your sick twisted smile
Nagle wszedł we mnie mocno, do samego końca,
starając się jakby dokonać niemożliwego i znaleźć się głębiej niż to fizycznie
możliwe, a potem jego sperma rozlała się w moim wnętrzu. Czułem to dokładnie.
każdą milisekundę jego orgazmu, który zainicjował także mój. Zacisnąłem ścianki
odbytu na jego członku, z jego ust wydobył się kolejny jęk, a ja rozkoszując
się nim, spuściłem się na jego brzuch i własną rękę. Leżał na plecach, a ja na
jego piersi. Oboje oddychaliśmy głośno, nierówno, starając się doprowadzić
nasze ciała do stanu względnego spokoju. Uniosłem głowę by na niego spojrzeć, a
on wyciągnął rękę i zaczął gładzić mnie po głowie. Jego dotyk był taki czuły i
delikatny… jakby nagle stał się inną osobą. To niezwykłe jak szybko poczułem
się uległą, niewinną osobą pod tym dotykiem. Patrzył na mnie. Uśmiechnął się
nieco krzywo, ale… naprawdę pięknie. Ten karykaturalny grymas naprawdę
rozgrzewał moje serce. Zdawałem sobie sprawę z tego, że wiele osób nie jest w
stanie tego zrozumieć, ale… kochałem jego uśmiech.
As I lay underneath Your
cold jaded eyes
Rozumiałem co do mnie czuje leżąc tak pod jego
bacznym, czujnym spojrzeniem, które mimo pozornego chłodu przepełnione było
uczuciem. Ciężko było to zobaczyć komuś, kto widzi w nim tylko szalonego
dzieciaka, który ma nierówno pod sufitem. Ja nigdy tak nie myślałem. Zawsze
czułem, że jest kimś więcej. Nigdy też nie uważałem go za agresywnego… Bałem
się go. Nadal się go boję. Ale… nie powstrzymuje mnie to przed byciem blisko
niego.
Now you turn the tide of
me 'Cause you're so unkind
Zmienił mnie. Przeistoczył mnie w osobę, którą
wcześniej nie byłem. Przez swoją natarczywość, przez to, że nie chciał dać
mi spokoju. Także przez to, że nachalnie, uparcie, wciąż na mnie wpadał. Nie
pozwalał o sobie zapomnieć. Nieustannie nawiedzał moje myśli. Przez tą jego
niezwykłą skłonność do tego wyrafinowanego okrucieństwa dotarł do mojego serca.
I will always be here For
the rest of my life
Bawił się moimi włosami. Często to robił. To go
chyba uspokajało. A może po prostu ćwiczył motorykę małą? Nie wiedziałem, ale lubiłem,
gdy to robił. Lubiłem też jego bliskość, która na początku mnie przerażała.
Mówił do mnie. Cały ten czas szeptał, a ja nie mogłem nic poradzić na to, że
mimowolnie się uśmiechałem. Jego głęboki, niski głos dawał mi spokój. Czułem
się bezpiecznie w jego ramionach, którymi mnie otulił. Gładził moją skórę.
Szeptał. Wciąż szeptał. Ale nie mówił wiele. To były tylko dwa słowa. Dwa
słowa, które kochałem nad życie: „Kocham cię”.


Komentarze (0):
Prześlij komentarz
Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]
<< Strona główna