wtorek, 7 lipca 2015

03. What lies beneath




Take a breath, Hold it in
Siedział okrakiem na moim brzuchu i patrzył na mnie czekając na znak. Ja skinąłem głową. Tylko tyle starczyło. Zacisnął ręce na mojej szyi każąc mi wstrzymać oddech, jak zawsze. Jego chłodne opuszki palców drażniły moją rozgrzaną skórę tuż pod obrożą, którą specjalnie podsunął wyżej aby móc mnie złapać. Leżałem posłusznie pod nim czując jak resztki tlenu z moich płuc ulatniają się w nicość, a mi brakuje tchu…
Start a fight ,You won't win
Wyciągnąłem ręce na boki starając się złapać czegoś, aby wytrzymać te próbę… Lubił się ze mną droczyć w ten sposób. Nie uśmiechał się jednak. Na jego twarzy malowało się skupienie. Może też lekka obawa, jak zawsze, gdy przychodziło do zadawania mi bólu, wywoływania cierpienia… Ale to właśnie było w całej tej chorej grze piękne. Jak zawsze zacisnąłem dłonie na prześcieradle wyginając ciało w łuk. Zacząłem się lekko wić, jak duszone przez drapieżnika zwierzę, które walczy o życie. Otworzyłem usta próbując nabrać tchu.
Had enough? Let's Begin
Zacisnął mocniej palce na moim gardle i nagle je puścił. Kaszlnąłem krztusząc się dopiero co nabranym powietrzem. Złapałem się jedną ręką za gardło poprawiając przy okazji obrożę. Ona również mnie dusiła. Nigdy nie miałem dość tego uczucia. Pochylił się nade mną, wplótł palce w moje włosy, złapał je mocno i przyciągnął moją twarz do siebie. Z jego ust padło ciche „Zaczynajmy”, a ja poczułem jak moje ciało przenika dreszcz ekscytacji.
Nevermind, I don't care
Uniosłem dłoń łapiąc go za rękę, którą trzymał pasma moich włosów. Rozluźnił uchwyt gdy tylko poczuł dotyk mojej skóry na swojej. Delikatnie przesunąłem jego dłoń w dół, poprowadziłem jego palce po mojej twarzy, niczym ślepiec mógł ją zbadać, a następnie uniosłem głowę i przyłożyłem jego rękę do mojej szyi tuż pod żuchwą. Przycisnąłem ją mocno i zadrżałem, gdy znów dotarł do mnie ten słodki ucisk, który wprawiał moje biodra bezwiednie w ruch.
All in all You're no good
On nie był w stanie zrobić tego czego do niego chciałem, dlatego musiałem wielokrotnie robić to za niego. Tak wiele razy już się nim wyręczałem, że zaczęło to być nurzące. On się nie poddawał. Czułem to, bo łączyło nas coś niezwykłego. Mimo to… nie był w stanie spełnić moich żądań. Choć się starał. Przeniosłem ręce na jego biodra, a potem dalej, na plecy. Złapałem go pewnie i uniosłem się z materaca. Zamrugał oczami zdezorientowany. Czasem się to działo, gdy się nie spodziewał tego co zrobię. Ułożyłem go na plecach z niezwykłą ostrożnością, jakbym kładł do snu porcelanową lalkę.
You don't cry Like you should
Wiedziałem, że chce płakać, gdy poruszałem się w nim trzymając jego ręce zaciśnięte na mojej szyi. Leżał na plecach, taki drobny, niewinny, ze szklącymi oczami i rozpaloną od podniecenia twarzą. Sam chyba nie wiedział co powinien czuć. Jego smukłe ręce wyciągnięte były w górę, a ja trzymałem je w silnym uścisku. Nie puszczałem. Łapałem z trudem powietrze, ale nie puszczałem. Chciałem czuć więcej… bardziej intensywnie…
Let it go If you could
Objął mnie nogami przysuwając się do mnie i pozwalając mi na głębszą penetrację jego ciała. Odchyliłem głowę z tył i opuściłem ręce. Jedną dłoń położyłem na jego brzuchu, drugą oparłem na poduszce tuż koło jego głowy. Jego ręce także opadły, ale… jakby bezwładnie na materac po obu stronach jego ciała. Obrócił głowę w stronę mojej prawej ręki i zaczął całować moje przedramię, jakby dziękując mi za to, że nie musiał już zadawać mi bólu. Odpuściłem dla niego… Bo mi na nim zależało…
When love dies in the end
Jednak tego właśnie się bałem. Bałem się, że mi zależy, a przez to, iż pewnego dnia zostanę zraniony bardziej niż bym mógł się spodziewać. Taka sadystyczna miłość, pełna bólu, pełna łez, nie trwa wiecznie… Zadawałem sobie pytanie dlaczego nie mogę być normalny za każdym razem, gdy widziałem jak po jego policzkach spływały słone łzy. Pochyliłem się nad nim i tym razem zlizując każdą kroplę. Były moją winą, a więc i ja powinienem je przyjąć. On tylko się uśmiechał, gdy to robiłem. Bawiło go to? A może czuł ulgę? A może nie chciał płakać i był zawstydzony? Jakikolwiek był powód, nie miało to znaczenia…


So I'll find what lies beneath Your sick twisted smile
Kiedyś dowiem się, co skrywa za tym pokręconym uśmiechem, który ma na twarzy, gdy go duszę… Będę kiedyś w stanie zrozumieć dlaczego przyjemność sprawia mu, gdy wbijam paznokcie w jego plecy. Chcę go zrozumieć, bo jest dla mnie ważny. Niezwykle ważny… dlatego się na to wszystko godzę. Nagle moje ciało zadrżało. Otworzyłem szeroko usta, i odchyliłem głowę do tyłu, rękami sięgając na jego przedramiona, by jakoś wciąż utrzymać z nim kontakt. Czułem jak jego członek ociera się o ścianki mojego odbytu. Na cienkiej skórze mojego brzucha z każdym jego ruchem można było dostrzec lekkie wybrzuszenie. Był tak głęboko we mnie… poruszał się z taką wprawą… doprowadzał mnie do szaleństwa…
As I lay underneath Your cold jaded eyes
Z trudem znów na niego spojrzałem. Wciąż miałem rozchylone wargi, moje serce waliło jak szalone, moje ciało wzmagane były uderzeniami gorąca i podniecenia. Spojrzałem na jego oczy. Takie zimne, pozornie nieobecne, oddalone. A mimo to potrafiłem dostrzec w nich niezwykłe uczucie, o które bym go na początku znajomości nawet nie posądzał… Leżałem pod jego ciałem i czułem się niezwykle bezpieczny. Nagle wysunął się ze mnie, a ja jęknąłem z niezadowoleniem jęcząc z palącego podniecenia. Poczułem jak łapie mnie za nadgarstki i przyciąga do siebie. usiadłem wykonując jego nieme polecenie. On też siedział. Bezzwłocznie uklęknąłem i zbliżyłem się do niego siadając na jego udach okrakiem. Zacząłem ocierać się pośladkami o jego nabrzmiały członek.
Now you turn the tide of me 'Cause you're so unkind
Nie potrafię opisać nawet tego jak bardzo mnie zmienił. Jak owinął mnie sobie wokół palca. Objąłem go ramionami i wbiłem paznokcie w jego skórę przesuwając nimi nieznacznie, pozostawiając szramy na skórze. Nie na tyle głębokie by krwawiły, jednak dostatecznie by przez kilka minut pozostawiały ślady. „Na co czekasz?” jęknąłem unosząc się i patrząc mu w oczy. On tylko skinął głową. Lewą ręką złapałem go za obrożę i przyciągnąłem do siebie jeszcze bliżej, jakbym chciał się z nim stopić w jedno. Zamknąłem oczy i pocałowałem go. Wówczas poczułem jak się we mnie wsuwa. Aż w pierwszej chwili lekko podskoczyłem uciekając przed jego ruchem, ale szybko zmieniłem zdanie opuszczając biodra, dając mu się we mnie wsunąć. Dręczył mnie… Potrafił się mną bawić, mimo że to on chciał być poniżany. Dominował w tej relacji, wiedział to, ja też, a mimo to… Nie. Nie mam zastrzeżeń. Nie teraz. Wbiłem się ponownie w jego usta głodny jego pocałunków.
I will always be here
Niech myśli co chce. Niech świat się wali. Niech przestanie to do mnie czuć. Nie obchodzi mnie to. Ja zawsze będę przy jego boku. Jeśli zacznie się mną nudzić, nauczę się czegoś nowego. Pooglądam filmy, odwiedzę stosowny sklep… wymyślę coś, by dać mu tyle przyjemności ile on daje mnie. Przygryzłem jego wargę mocno, aż do krwi. Gdy zdałem sobie z tego sprawę spojrzałem na niego z lekkim strachem.
For the rest of my life
On jednak zwilżył językiem wargi zbierając jednocześnie całą krew i przełykając ją. Przywarł wargami do skóry na mojej szyi pieszcząc ją w sposób doprowadzający mnie do szaleństwa. Nigdy go nie opuszczę… Niech się świat wali, ja go nie opuszczę. Jęknąłem nagle głośno, czując jak jego pchnięcia się nasilają, są bardziej intensywne i zdecydowana. Wbiłem ostro paznokcie w jego ramiona mając problem z zachowaniem tego ekscytującego napięcia wewnątrz siebie…



Here we go... Does it hurt?
Nagle się zatrzymał, albo może raczej zatrzymał mnie. Położył mi dłonie na piersi, a ja wiedziałem co chce mi tym powiedzieć. Zamarłem. Zgodnie z tym czego sobie życzył. Czułem jak mój członek pulsował, jak drgał w jego wnętrzu ograniczany ciasnymi ściankami odbytu. Zacisnąłem zęby, a on zaczął dręczyć mnie ponownie, w ten swój słodki, delikatny, doprowadzający do szaleństwa sposób. Jego dłonie delikatnie gładziły moje ciało, a jego usta powoli przesuwały się z mojego obojczyka na pierś i w końcu prawy sutek. Zaczął go drażnić językiem, a moje ciało przeszył dreszcz. Musiałem trwać w bezruchu. Jednak okazało się to bolesna torturą. Czułem jak moje biodra bez udziału mojej woli zaczynają się poruszać.
Say goodbye to this world
Zacząłem głośno wciągać powietrze a moje ciało drżało. Myślałem, że naprawdę pożegnam się ze światem. Wówczas zaczął się poruszać. Wydałem z siebie wręcz nieludzki jęk i odruchowo objąłem go i przyciągnąłem go siebie. nie powstrzymało go to przed poruszaniem się. Był zdolny… Może to głupie z mojej strony, ale miałem wrażenie, że te wszystkie zdolności, które posiadał… w jakiś sposób były moją zasługą…
I will not Be undone
Na samym początku nie mógł się przemóc, by przejąć inicjatywę podczas stosunków. Zawsze wszystko zależało ode mnie. Miałem ostatnie słowo. Potem zacząłem go prosić o różne rzeczy. Na początku oczywiście się nie godził, to normalne, jak sądzę. Ale potem… stopniowo… zaczął się przyzwyczajać, zaczął się starać, by mnie zadowolić. Nie wiedziałem, czy doszedł do wniosku, że mi to nie wystarcza, czy może po prostu chciał zrobić mi przyjemność, ale… wszystko zaszło tak daleko. Co się stało, nie odstanie się. Liczyło się tylko to, że byliśmy przy sobie. Blisko. Coraz bliżej. Tak jak teraz. Nagle naparł na mnie całym ciałem, a ja poniekąd celowo straciłem równowagę i padłem na plecy z nim, górującym nade mną.
Come to life It gets worse
Wsparł się dłońmi o moją klatkę piersiową, uniósł się do siadu, a ja poczułem jak mój członek porusza się razem z nim. Wciąż w nim był, choć nieco wysunięty. Nie trwało to jednak długo. Sięgnął jedną ręką do tyłu i złapał mój członek tuż przy jądrach by go unieruchomić. Usiadł na mnie pewnie nabijając się do samego końca. Byłem w nim tak głęboko… Wywróciłem oczy do tyłu tak, że niemal same białka było widać spod moich powiek. A i jego jęki nie pomagały na ten stan.
All in all You're no good You don't cry Like you should
To wszystko nie miało sensu… najmniejszego. Nie rozumiałem w jaki sposób znaleźliśmy się w tym punkcie zwrotnym naszej znajomości. A może raczej jak znaleźliśmy się w tym punkcie zwrotnym dzisiejszego wieczora. Czemu? Bo ten sam chłopak, który płakał kilkanaście minut temu, gdy zaciskał dłonie na mojej szyi, teraz robił to z własnej woli. Pochylił się nade mną poruszając się na moim członku w górę i w dół, a jego dłonie przesunęły się na moją grdykę przyciskając ją mocno aż do bólu. Nie płakał, jak powinien był, już nie. Teraz to z kącików moich oczu wydostały się pojedyncze łzy. Znów drżałem na całym ciele czując jak przeszywa mnie podniecenie.
I'll be gone when you fall Your sad life Says it all
Jeśli kiedyś on mnie zostawi, moje życie będzie skończone… Przez ten, zdawać by się mogło, krótki czas naszej znajomości, stał się najważniejszą osobą w moim życiu. Rozumiał mnie, kochał mnie, dawał mi swoje serce, ale zabrał też moje. Tak jak teraz zabrał mi dech. Miał nade mną całkowitą władzę, a ja się temu poddawałem. Lubiłem to. Kochałem to. Nie. Kochałem jego.


Don't carry me under You're the devil in disguise
Zaciskałem ręce na jego szyi i czułem jak mój członek nabrzmiewa. W tym specyficznym rodzaju sadyzmu zacząłem odnajdować cząstkę siebie, którą możliwe, że zapchnąłem na sam dół mojej podświadomości, by nigdy nie ujrzała światła dziennego. Ten diabeł, ten szaleniec, ten psychopata ciągnął mnie za sobą w głębinę obłąkania. A ja pozwalałem mu na to. Bo mi się to podobało. Przeniosłem dłonie na jego policzki, mocno je ścisnąłem i pochyliłem się wpijając się w jego usta. Rozchyliłem językiem jego wargi i zacząłem penetrować nim wnętrze jego ust. Lewą rękę równie niespodziewanie przeniosłem na swój członek. Zacząłem go pocierać czując jak z każdym ruchem doprowadzam się do szaleństwa. Jego penis przeszywał moje wnętrze mocno, głęboko, dokładnie tak jak sobie tego życzyłem.
God sing for the hopeless
Na centymetry jedynie odsunąłem się od niego, by nabrać powietrza i zacząć jęczeć żałośnie w jego policzek. Zaczepiłem się paznokciami prawej ręki o jego skórę na piersi. To było za wiele. Czułem, że nie tylko dla mnie, bo jego oddech przyspieszył ponownie. Przygryzłem wargi. Nie mogłem tak dłużej. “Weź mnie… Chcę… cię…” wyjęczałem między oddechami poruszając ręką po własnym przyrodzeniu.
I'm the one you left behind
On posłuchał, jak zawsze. Złapał mnie mocno za biodra unieruchamiając mnie, a następnie zaczął się poruszać tak gwałtownie, tak mocno, tak zmysłowo, tak umiejętnie, że z mojego gardła wydobył się krzyk. To już nie były jęki. To były wrzaski przyjemności, która rozlewała się gwałtownie po moim ciele. Nie wiedziałem jak to robił, ale znał moje ciało na wskroś. Nie sprawiało mu najmniejszego problemu doprowadzenie mnie do orgazmu.
So I'll find what lies beneath Your sick twisted smile
Nagle wszedł we mnie mocno, do samego końca, starając się jakby dokonać niemożliwego i znaleźć się głębiej niż to fizycznie możliwe, a potem jego sperma rozlała się w moim wnętrzu. Czułem to dokładnie. każdą milisekundę jego orgazmu, który zainicjował także mój. Zacisnąłem ścianki odbytu na jego członku, z jego ust wydobył się kolejny jęk, a ja rozkoszując się nim, spuściłem się na jego brzuch i własną rękę. Leżał na plecach, a ja na jego piersi. Oboje oddychaliśmy głośno, nierówno, starając się doprowadzić nasze ciała do stanu względnego spokoju. Uniosłem głowę by na niego spojrzeć, a on wyciągnął rękę i zaczął gładzić mnie po głowie. Jego dotyk był taki czuły i delikatny… jakby nagle stał się inną osobą. To niezwykłe jak szybko poczułem się uległą, niewinną osobą pod tym dotykiem. Patrzył na mnie. Uśmiechnął się nieco krzywo, ale… naprawdę pięknie. Ten karykaturalny grymas naprawdę rozgrzewał moje serce. Zdawałem sobie sprawę z tego, że wiele osób nie jest w stanie tego zrozumieć, ale… kochałem jego uśmiech.
As I lay underneath Your cold jaded eyes
Rozumiałem co do mnie czuje leżąc tak pod jego bacznym, czujnym spojrzeniem, które mimo pozornego chłodu przepełnione było uczuciem. Ciężko było to zobaczyć komuś, kto widzi w nim tylko szalonego dzieciaka, który ma nierówno pod sufitem. Ja nigdy tak nie myślałem. Zawsze czułem, że jest kimś więcej. Nigdy też nie uważałem go za agresywnego… Bałem się go. Nadal się go boję. Ale… nie powstrzymuje mnie to przed byciem blisko niego.
Now you turn the tide of me 'Cause you're so unkind
Zmienił mnie. Przeistoczył mnie w osobę, którą wcześniej nie byłem. Przez swoją natarczywość, przez to, że nie chciał dać mi spokoju. Także przez to, że nachalnie, uparcie, wciąż na mnie wpadał. Nie pozwalał o sobie zapomnieć. Nieustannie nawiedzał moje myśli. Przez tą jego niezwykłą skłonność do tego wyrafinowanego okrucieństwa dotarł do mojego serca.
I will always be here For the rest of my life

Bawił się moimi włosami. Często to robił. To go chyba uspokajało. A może po prostu ćwiczył motorykę małą? Nie wiedziałem, ale lubiłem, gdy to robił. Lubiłem też jego bliskość, która na początku mnie przerażała. Mówił do mnie. Cały ten czas szeptał, a ja nie mogłem nic poradzić na to, że mimowolnie się uśmiechałem. Jego głęboki, niski głos dawał mi spokój. Czułem się bezpiecznie w jego ramionach, którymi mnie otulił. Gładził moją skórę. Szeptał. Wciąż szeptał. Ale nie mówił wiele. To były tylko dwa słowa. Dwa słowa, które kochałem nad życie: „Kocham cię”.

Komentarze (0):

Prześlij komentarz

Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]

<< Strona główna