Poboczne historyjki - Heecheon 03


KANG YONGSUN: Yongsun wszedł
pewnym krokiem do baru z zamiarem napicia się czegoś dobrego. Usiadł przed
barmanem i uśmiechnął się do niego czarująco.
- Poproszę
spacerującego Jasia, im starszy tym lepiej- rzucił i rozejrzał się dookoła.
Po głupich telefonach od swojego niezmordowanego byłego miał ochotę odreagować.
Nigdy ich nie odbierał, miał nadzieję że w końcu przejdzie mu ta obsesja. Nie
miał największego zamiaru spotykać się z kimś kto zdradzał bo nie mógł utrzymać
swojego penisa w spodniach. Jakby mu nie wystarczały upojne noce z nim.
Westchnął cicho i zamruczał wręcz na widok trunku który został zaserwowany
przez barmana.
Kto wie? Może
dzisiaj uda mu się odreagować też i w bardziej fizyczny sposób? Jak na razie
nie widział nikogo w zasięgu wzroku z kim mógłby zamienić więcej niż dwa słowa.
Często tu się pojawiał, grali dobrą muzykę i pojawiali się tutaj zazwyczaj
kulturalni ludzie, którzy chcieli spotkać się po pracy lub znaleźć jakieś
pocieszenie na noc w czyichś ramionach. Kto nie lubił seksu po kilku dobrych
drinkach?
Upił łyk Johnny
Walkera i dalej robił szczegółowy przegląd pomieszczenia... Nie miał ochoty do
nikogo podchodzić, ale może ktoś inny na niego zwróci uwagę?
SEO HEECHEON: Jak zwykle przed wejściem do lokalu tego
typu wylegitymowano mnie, dokładnie obejrzano, a gdy nie stwierdzono że dowód
jest podrobiony, wpuszczono. Moje życie jest naprawdę ciężkie, gdy wszyscy
myślą, że mam nie więcej jak siedemnaście lat. W porywach osiemnaście. Nie
jestem stary, ale chciałbym nie musieć pokazywać wszystkim dowodu tożsamości za
każdym razem jak chcę się napić piwa o stężeniu alkoholu nieprzekraczającym 2%.
Wszedłem do środka i usiadłem przy barze
jak wiele innych osób. Obok mnie siedział chłopak popijający whisky. Ja jednak
nawet nie wiem czy chciałem pić. Może chciałem? Spojrzałem na wystawkę z
trunkami i zacząłem podziwiać kolorowe płyny i naklejki na butelkach. Ciekawe
właściwie czemu takie kolory oznaczają to co oznaczają, a nie inne. Dla mnie
czerwony jest bardziej dostojny od czarnego, bo czerwień to kolor królów,
monarchii. Czerń nie jest zaś trudna do uzyskania.
Barman wyglądał na osobę, która wybitnie
nalegała, by mi coś podać. Zamówiłem więc tequile, bo była pierwszą rzeczą jaka
przyszła mi do głowy.
W sumie wyróżniałem się na tle innych
bywalców tego miejsca. Wyglądałem na jakieś siedemnaście lat. Ubrany byłem też
średnio wytwornie, czy też zachęcająco. Jak zwykły, bardzo zwyczajny
nastolatek. Ktoś, kto zabłądził w drodze do kolegi, by pograć w karty.
KANG YONGSUN: Kiedy tak sobie
popijał whisky spojrzał w bok, gdzie usadowił się niezwykle młodo wyglądający
chłopak. Przechylił lekko głowę... to dopiero wydawał się interesujący obiekt
obserwacji. Przesunął wzrokiem po jego rysach... Japońskie pochodzenie jak
nic... Ubrany zwyczajnie, ale miał wokół siebie pewną aurę tajemniczości.
- Sądząc po
tym jak sprawdzają ludzi którzy tutaj wchodzą, musisz być na pewno
pełnoletni... a nawet możesz być starszy niż ja...- zastanowił się przez
chwilę jak kontynuować. Strój chłopaka mówił niewiele. Chociaż biorąc pod uwagę
że nie wpuszczali tutaj raczej zwykłych ludzi, jego wygląd mógł mylić. Do tego
trunki nie były zbyt tanie. Westchnął cicho- Kang Yongsun, a ty tajemniczy
osobniku jak się zwiesz?- zapytał i uniósł pytająco jedną brew. Na pewno
jego obiekt chwilowego zainteresowania nie był osobą typową. Już patrzeć na
jego zupełnie nie pasujące do otoczenia ubrania... Uśmiechnął się do niego
lekko.
Zawsze lepiej
się bawił gdy osoba z którą miał zamiar rozpocząć konwersację była zagadką... A
chłopak nie należał do łatwych do rozgryzienia. Widział kontrast między nimi...
zwłaszcza w ubiorze i dzisiejszym nastroju.
SEO HEECHEON: Napiłem się tequili, którą przyniósł mi
barman patrząc na mnie podejrzliwie, jakbym dostał się tu przypadkiem, lub
jakby wprowadził mnie tu ktoś, kto ma na tyle duże wpływy, że i dzieciaka,
takiego jak ja, może przemycić do środka. Mimo to obsłużył mnie, bo mu
zapłaciłem. Nie znam się na tym miejscu. Błądziłem po mieście dostatecznie
długo, by w końcu stwierdzić, że hasło „Drink Bar” do mnie przemawia na tyle,
by przestać kręcić się po omacku. Poza tym wieczory nie pomagały mojemu brakowi
orientacji w terenie. Wręcz przeciwnie. Po zmroku wszystkie budynki wyglądają
dla mnie tak samo.
Chłopak obok mnie odezwał się wyraźnie
zaintrygowany moją osobą w tym miejscu. Starszy niż on? Zapewne byłem. Ale mało
kto mnie o to posądzał. Nie wiem na ile wsłuchał się w mój głos, gdy szeptem
zamawiałem coś u barmana, ale choćby po nim stwierdzić można że mutacje mam już
dawno za sobą. Mam niski, zupełnie niepasujący do mojego wyglądu głos, ale … to
chyba u mnie rodzinne sądząc po dziadku i zmarłym ojcu. Zastukałem w szklankę
paznokciem jakby to mnie w tej chwili interesowało bardziej niż otoczenie.
- Seo Heecheon… - odezwałem się do
chłopaka, ale nawet na niego nie spojrzałem. W ogóle na niego nie patrzyłem. Od
samego początku. Zanotowałem jego obecność, ale nie przyjrzałem się mu. Dopiero
po chwili uniosłem wzrok i pozbawionymi emocji oczami zerknąłem na niego -
…chcesz zobaczyć dowód tożsamości? – spytałem unosząc brew.
Chłopak był wysoki, przystojny, miał
wszystkie te atrybuty, które ma osobnik pociągający. Moim zdaniem też. Wydawał
się bardzo inteligentny. Jednak bogaty i pokazywał to. Ruchami, strojem, nawet
tym co zamawiał. Ja byłem w tej kwestii zupełnie inny. Ubrany w zwykłe, stare
jeansy, zwykły, czarny t-shirt, zwykłe, nieco sfatygowane czerwone trampki… Patrząc
na niego stukałem dalej paznokciem w szklankę.
KANG YONGSUN: Zaśmiał się
cicho i głęboko na słowa chłopaka.
- Wierzę w
kompetencję obsługi na bramce- uśmiechnął się czarująco- Nie potrzebuję
twojego dokumentu potwierdzającego że jesteś pełnoletni, wystarczy że wiem że
nie wpuszczają nikogo nieodpowiedniego... czytaj "małolatów mających
okazję na drinka". Nawet mnie sprawdzają w razie gdybym wyglądał starzej
aniżeli jestem.
- Muszę
przyznać, że zaintrygowałeś mnie- powiedział przyjaznym tonem- Nie każdy
ma odwagę wejść w normalnych ubraniach tutaj. Zazwyczaj albo są służbowo
ubrani, świeżo po całym dniu w pracy albo niezobowiązująco z nutą elegancji-
uśmiechnął się promiennie.- W każdym razie nikt tutaj nikogo nie ocenia, to
miejsce stworzyli po to żeby się napić i zrelaksować. Ale przyznam że po raz
pierwszy widzę kogoś kto wchodzi ubrany jak nastolatek, masz ten swój urok,
wiesz?- powiedział i upił łyk trunku.
Heecheon
wydawał mu się tak bardzo obojętny... czasem też tak się zachowywał, ale ten chłopak
wręcz krzyczał całym sobą" mam wszystko gdzieś".
SEO HEECHEON: Nie byłem obojętny. Po prostu nie
potrafiłem wyrażać zainteresowania otoczeniem w sposób zrozumiały dla osób
wokół mnie. Interesował mnie ten chłopak, ale chyba… widziałem go wcześniej.
Choć nie jestem pewny. Możliwe, że to jego czasem widuję jak siedzi na
wykładzie parę rzędów niżej niż ja. Jesteśmy na tym samym kierunku, tego byłem
prawie pewien. Pamiętam listę obecności i wszystkie nazwiska jakie się tam
znajdowały. Chwilę mi zajęło odnalezienie jego imienia na tej liście, ale
znalazłem go. Słuchałem jego słów, ale jednocześnie myślałem o nim samym, o
tym, co o nim wiem, lub przypuszczam, że wiem. Ludzie są ciekawi niczym dobre
książki leżące w bibliotece. Różnią się tylko okładkami. Jego byłą wybitnie
zdobiona i ładnie oprawiona.
- Też studiujesz biznes, zgadza się? –
odezwałem się niskim głosem, choć tak naprawdę moje pytanie brzmiało bardziej
jak stwierdzenie faktu.
Patrzyłem na jego szyję jakbym znalazł
tam coś interesującego. Jasna, ładna skóra. Oto co znalazłem. Nie było to coś
wybitnie interesującego, ale musiałem się na czymś skupić, by nie poczuł się
ignorowany. Z reguły nie obchodzi mnie, czy ktoś czuje się ignorowany czy nie,
bo ja każdego rozmówcy słucham z taką samą uwagą, ale jednak była to sytuacjach
w której mógł odejść w każdej chwili. Na nikogo nie czekał, nie musiał tu
siedzieć, nie miał przymusu spędzenia ze mną czasu.
- Nie jestem do końca zwyczajny… -
odezwałem się po chwili jakbym musiał się zastanowić nad doborem słów – stąd
może… mój brak odpowiedniego stroju jak na to miejsce – spojrzałem przed siebie
na barmana, który kręcił się od szklanek do klientów.
KANG YONGSUN: - Tak
studiuję biznes- uśmiechnął się szerzej... przyjrzał się chłopakowi
uważniej.- No przecież! Widziałem cię kilka razy na wykładzie- miał
ochotę zrobić jeden wielki facepalm ale się powstrzymał.
Chłopak miał
bardzo ładny i niski głos. Pociągający i zmysłowy... Przygryzł lekko wargę. Kto
by się czegoś takiego spodziewał? Podszedł
do nich menadżer baru i szybko wyszeptał Yongsunowi kilka słów do ucha.
"Prywatna loża, pana ulubiona jest wolna... Zaopatrzyć ją w pana ulubiony
trunek?". Pokiwał głową na słowa mężczyzny i uśmiechnął się do chłopaka.
- Masz może
ochotę na bardziej prywatne otoczenie gdzie możemy porozmawiać spokojnie i bez
obserwatorów. Bo musisz przyznać, ale tworzymy niezwykły duet w tym otoczeniu.
A i wiele osób taksuje cię wzrokiem jak głodne wilki.- zaproponował -
Chodź, nie zjem cię- zaśmiał się i ruszył w stronę prywatnego lokum w
postaci przytulnego pokoiku z wygodną kanapą.
SEO HEECHEON: Nie miałem pojęcie kto chętniej by mnie
zjadł. Ten chłopak, czy ktokolwiek inny obecny w lokalu. Z doświadczenia
wiedziałem, że istnieje wielu mężczyzn i wiele kobiet, którzy chętnie pożarliby
Czerwonego Kapturka podobnego do mnie. Dziecko z pozoru. A ja z pozoru jestem
dzieckiem. Choć przestałem nim być dość dawno temu i nie każdy lizak, którego
mi proponują wykonany jest z cukru.
Wypiłem na raz całą zawartość mojej
szklanki i zsunąłem się ze stołka przy barze. Czy tworzymy ciekawy i niezwykły
duet? Też nie wiedziałem. Duety powinny współpracować i rozumieć się bez słów.
My.. cóż, jak na nowopoznane osoby raczej na duet nie pasowaliśmy. Mimo to
chętnie za nim poszedłem. Bardzo chętnie. Mam swoje potrzeby, a jednak
odstraszam ludzi wokół moim zachowaniem i specyficznym sposobem bycia i
wyrażania myśli. Poruszałem się wolno, z pewnym dystansem, patrząc to na lewo,
to na prawo, by mieć ogląd na gości lokalu. Tak wielu, tak podobni, tak
przewidywalni. Z nimi nie byłoby zabawy. Nie są interesujący. Yongsun jest.
Zbliżyłem się do niego zanim zdążył usiąść, czy zamknąć drzwi.
- Mam nadzieję, że nasza… hmm, rozmowa,
będzie dla ciebie interesująca – odezwałem się, choć może bardziej szepnąłem
patrząc gdzieś przed siebie tak, jakbym naprawdę nie mówił do niego.
Następnie wszedłem w głąb pokoju i
usiadłem na kanapie zakładając nogę na nogę i łącząc dłonie czubkami palców
jakbym nad czymś myślał. Moje oczy obserwowały gospodarza tej… zabawy. Tak. To
była zabawy. Trochę jak w kotka i myszkę. Problemem było tylko ustalenie, kto
tu jest kotkiem.
KANG YONGSUN: Uśmiechnął się
do chłopaka jak tylko usiadł na kanapie.
- Mam już
interesującego towarzysza do rozmowy, więc dlaczego sama rozmowa miałaby nie
być ciekawa?- zapytał z lekkim uśmiechem na twarzy i usiadł niedaleko
chłopaka. Miał jednak jeszcze tyle taktu, by nie naruszać znacznie jego strefy
osobistej. To było coś bardziej w stylu "jestem dostępny, ale się nie
narzucam zbytnio". Zupełnie nie w jego stylu było rzucanie się na kogoś,
kogo chciał. Lubił najpierw zapolować na swoją ofiarę... a raczej na
potencjalnego kandydata do zabawy. Yongsun zdał sobie sprawę, że ich mała gra
nie miała jeszcze ogólnego zarysu... Mógł trochę pokusić, żeby napięcie trochę
wzrosło.
- Masz
ochotę na jakiś trunek, czy może coś w stylu gorącego napoju... a może coś
orzeźwiającego... w końcu nie musimy tylko zalewać naszej krwi procentami, żeby
rozmowa była bardziej interesująca... jest jedna rzecz która mnie intryguje...
co taki chłopak, który zdaje się nie przejmować pieniędzmi, pojawił się w barze
gdzie bywają biznesmeni i pracownicy korporacji.... chyba że trafiłeś tu przez
przypadek i miałeś zwyczajną ochotę się czegoś się napić?- uniósł brew i
spojrzał na chłopaka pytająco.
- Powiedz
mi, czy ciebie też denerwuje kategoryzacja wszystkich uczniów na naszej
uczelni? Zastanawia cię dlaczego niektórzy próbują udowodnić, że są lepsi na
podstawie swojego portfela?- zapytał... nadal nie mógł pojąć niektórych
ludzi na uczelni. Lubili się chwalić swoim bogactwem.- Patrząc na ciebie,
mam wrażenie że nie oceniasz ludzi ot tak- pstryknął palcami, żeby pokazać o co mu chodzi.
- Powiedz mi
co myślisz na ten temat~- powiedział trochę bardziej zmysłowo.
SEO HEECHEON: Nie patrzyłem już na niego od chwili gdy
usiadł. Wiedziałem gdzie jest i wiedziałem jak się zachowuje. Jego zachowanie
było przewidywalne, ale pasowało do niego. Spojrzałem na czubeczki swoich
palców i przechyliłem lekko głowę na bok. Nie byłem dobrym towarzyszem takich
schadzek. Bardziej w moim stylu było przyparcie do muru w jakimś ciemnym zaułku.
Bez imion, bez czułości i całej reszty bajerów, które w takich miejscach miały
popyt. Nie byłem wymagający ani wybredny. Nie protestowałem, nie krzyczałem.
Przyjmuję rzeczywistość taką jaka jest. Może dlatego ludzie mnie fascynują i
nie oceniam ich w kategorii dobrych i złych?
- Czy odpowiedź, że się zgubiłem w
mieście wystarczy? - spytałem
niespiesznie – Gdy się gubisz, lubisz się napić czegokolwiek by odciągnąć myśli
od faktu, że nie wiesz gdzie jesteś… - dodałem i powoli obróciłem głowę w jego
stronę.
Mój wzrok jakby jednak zdawał się nie
powędrować za głową. Patrzyłem gdzieś w bok, w dolny róg obrazu. Dopiero po
chwili moje spojrzenie padło na chłopaka. Jego ton głosu się zmienił, a na
mojej twarzy zarysował się grymas przypominający uśmiech. Nie potrafiłem się
uśmiechać. Nawet jako małe dziecko. Ale próbowałem.
- Każdy człowiek ma swoje zdanie na ten
temat. Mnie interesują wszyscy ludzie bo są… po prostu by są, istnieją –
odpowiedziałem.
Zdjąłem prawą nogę z lewej i nieco się
obróciłem całym ciałem w stronę chłopaka. Byłem dość wątły, wyglądałem pozornie
jak dziecko, nie należałem do wybitnie wysokich z moimi 175 centymetrami
wzrostu, a do tego sprawiałem sobą wrażenie jakbym miał zespół Aspergera przez
który nie można do mnie do końca dotrzeć. Mimo to myślę, że wydawałem się innym
pociągający fizycznie i psychicznie. Mnie pociągali ludzie w ogólnym tego słowa
znaczeniu. Jakkolwiek. Prawą rękę przeniosłem na oparcie kanapy. Nie
spuszczałem wzroku z ust chłopaka jakbym znalazł tam coś naprawdę ciekawego. A
ciekawe było to jak się poruszały. Usta, gdy ktoś mówi, wykonują miliony
ruchów, których pozornie się nie dostrzega. A jest to naprawdę piękne.
KANG YONGSUN: - Owszem,
wystarczy- zaśmiał się cicho. Patrzył na niego jak mówił o jego sposobie
patrzenia na ludzi.
- Podoba mi
się twoje spojrzenie na to... Hmm, nie każdy ma swoje zdanie, albo podążają za
czyimś albo nie chcą się wypowiadać wcale, mała garstka ludzi mówi o tym o czym
myśli.
Jego usta
wygięły się w uroczym uśmiechu, jednak zauważył że chłopak miał mały problem ze
swoim uśmiechem.
Westchnął cicho i oparł się wygodnie. Heecheon był
niemałym wyzwaniem. Nie był zbyt ekspresyjny i podchodził do rozmowy bardzo
opanowany albo otępiały. Nie był w stanie jeszcze tego określić.
- Mówi się,
że osoby które się nie uśmiechają, są najbardziej niebezpieczne... patrzę na
ciebie i widzę brak radości, jednak stać cię na grymas- uśmiechnął się-
Należysz do tych niebezpiecznych czy może do tych co nie umieją się uśmiechać?-
zapytał. Mogło to być zbyt osobiste pytanie, ale był ciekawy.
SEO HEECHEON: Ręką, którą
miałem na oparciu kanapy, wsparłem głowę i spojrzałem na sufit.
- Do jednych i
drugich – odparłem zgodnie z moim przeświadczeniem – Mam wiele defektów, ale
czy nie dodaje to pewnego dreszczyku związanego z odkrywaniem czyjejś tożsamości?
– odparłem.
Pomieszczenie
było całkiem ładne. Bardzo intymne. Panował w nim specyficzny klimat
charakterystyczny dla schadzek i posiedzeń prywatnych, z których informacje
nigdy nie wychodziły poza mury pokoju. Nie należałem do osób, którym w prosty sposób
idzie wyrażanie emocji. Nie należałem jednak też do osób, które lubią, gdy
wytyka im się niedoskonałości. To, że mój uśmiech jest niczym więcej jak
grymasem, nie znaczy, że nie można nazwać go uśmiechem. To, że moje dłonie są
otępiałe na bodźce, nie znaczy, że nie czuję czyjegoś dotyku. Nie lubię gdy
nazywa się pewne rzeczy po imieniu.
- Po czym
stwierdzasz, że nie jestem szczęśliwy? – spytałem po chwili nie spuszczając
wzroku z niezbyt równo położonej płytki na suficie – Może tak właśnie wyrażam
radość? – dodałem.
KANG YONGSUN: -
Rzeczywiście- uśmiechnął się na słowa Heecheona.- Typowa osoba jest zbyt
nudna do poznawania. Cieszę się że akurat ciebie tutaj spotkałem. I nie miałem
na myśli że jesteś nieszczęśliwy, twój uśmiech jest uroczy według mnie. Lubię
jak ktoś się wyróżnia, a ty nie dość że jesteś uroczy to i tajemniczy, a to
oznacza mieszankę idealną- uśmiechnął się.
- Tak więc, jak zazwyczaj spędzasz tego typu wieczory?-
zapytał zaciekawiony- Pałętasz się po mieście? Wychodzisz ze znajomymi? Czy
może masz ochotę na jakieś szaleństwo?- przechylił głowę i przysunął się
trochę do chłopaka co by bardziej zwrócić jego uwagę.
Miał ochotę na
niego, ale zawsze wolał się trochę zapoznać. Taki juz był... nie wybierał
partnerów na jedną noc od tak. Miał chociaż tyle godności... z resztą nie robił
tego tak często, więc wolał się upewnić że nie pójdzie do łóżka z jakimś
psychopatą, a chłopak takim mu się nie zdawał. Miał charakterek i swoje zdanie
i takie osoby go pociągały, nadal zastanawiał się jak zachęcić go do siebie.
SEO HEECHEON: Poczułem jak
się do mnie zbliża. Nie mam nic przeciwko wchodzenia w moją strefę prywatną a
nawet intymną, bo sam ich nie uznaję i znajduję się tak blisko jakiejś osoby,
jak mi się w danej chwili podoba. Skierowałem głowę w dół i spojrzałem na jego
twarz lekko mrużąc oczy, jakby z zaciekawieniem. Moja uwaga jest względna, a
skupienie się na czymś dłużej niż chwilę wymaga ode mnie pewnego wysiłku, bo
potrzebuję jak najwięcej bodźców na raz. Widziałem jednak do czego chłopak
zmierza. Wiedziałem to. I czekałem.
- Czym według
ciebie jest szaleństwo… - odezwałem się i uniosłem się wchodząc kolanami na
kanapę. Klęczałem na prostych nogach na kanapie i patrzyłem na niego z góry.
Prawą ręką wciąż trzymałem się oparcie kanapy, co ułatwiło mi pochylenie się
nad chłopakiem. Mój nieco nieobecny wzrok utkwiony był w jego twarz, jakbym
chciał coś z niej odczytać - …ile ludzi, tyle definicji szaleństwa… podobnie z
niepoczytalnością… niebezpieczeństwem i zagrożeniem… ale i definicją
atrakcyjności i słodyczy – szepnąłem do jego ucha niemal muskając wargami jego
ucho.
Nie odsunąłem
się ani na centymetr. Wisiałem tak nad nim oddychając przez usta na tyle
głośno, że mógł słyszeć mój oddech głośno i wyraźnie. Miałem rozchylone wargi i
kątem oka patrzyłem na niego z tej pozycji.
Psychopata…
dziwak… tak o mnie mówili. Zawsze. Mimo to zawsze starali się zostać ze mną sam
na sam i zobaczyć do czego jestem zdolny. Potrafię wyczytać czego ktoś ode mnie
chce i daję mu to. Lubię uszczęśliwiać ludzi. To swego rodzaju altruizm z mojej
strony. Ludzie są tacy fascynujący.
KANG YONGSUN: - Każdy ma
swoje szaleństwa...- powiedział.- Ja też, tylko nie są one tak widoczne-
stwierdził.
Przyglądał się poczynaniom chłopaka... z ciężko
skupiającej się osoby zmienił się w kuszącego lisa. A to skubaniec.
- Pociągasz mnie i to wiesz... wiesz jak kusić i widzę
że z chęcią byś dał mi to czego chcę... problem w tym że jestem czułym
kochankiem i nie biorę wszystkiego od razu- uśmiechnął się do niego-
Więc jeśli odpowiada ci też dostawanie, to jak najchętniej zaciągnę cię do
łóżka, a jeśli nie to trudno, ale samoluba nie będę odgrywał.- uśmiechnął
się zalotnie i położył czule dłoń na policzku chłopaka. Przyglądał się jego
młodo wyglądającej twarzy. Heecheon wiedział jak sprawić że robi się ciasno w
spodniach, ale Yongsun był dobrze wychowany i lubił
"równouprawnienie" w łóżku. Lubił sprawiać przyjemność i dostawać ją
jednocześnie. Nie rozumiał jak można się z kimś pieprzyć tylko i wyłącznie dla
swojej własnej satysfakcji.
SEO HEECHEON: Obróciłem
nieznacznie głowę i pocałowałem wewnętrzną część dłoni chłopaka, jakbym tak był
zaprogramowany. Potem jednak odsunąłem się powoli od niego siadając na piętach.
Z tej pewnej odległości patrzyłem na niego uważnie, skupiając się, by mój wzrok
nie powędrował gdzie indziej.
Słuchałem jego
słów do końca. Po tym wszystkim co powiedział tylko jedno przychodziło mi na
myśl.
- Za dużo
mówisz – odparłem niskim, nieco ochrypłym głosem kwitując jego słowa – Tu nie
chodzi o ustalenia. To nie może być ustalone. Bo po cóż? Nie lepiej czynami
wyrazić to… - oparłem dłonie na jego udach i znów podniosłem się nieco
zbliżając się do niego i przechylając głowę na bok - …czego się oczekuje za
pomocą czynów? – spytałem i przysunąłem się jeszcze bliżej niego lekko
ocierając się policzkiem o linię jego szczęki. Znów na niego spojrzałem z lekko
rozchylonymi wargami.
Po co tyle
mówić? Mówił za dużo. Jeśli czegoś się chce starczy to pokazać.
- Nie wszystko
musi być zwerbalizowane… - odezwałem się znowu przesuwając prawą dłoń wyżej po
jego udzie - …chyba, że właśnie słowa cię pociągają – zacząłem przyglądać się
wędrówce mojej ręki po jego nodze, jakbym był sam ciekaw jak daleko zajdzie.
KANG YONGSUN: Uśmiechnął się
do chłopaka lekko. Był tak pewny swego, że aż przyciągał.
Zamruczał tylko
na jego słowa i złapał go za biodra, żeby go przyciągnąć do siebie. Jego
ramiona owinął wokół swojej szyi.
- Jeżeli chcesz, żebym zamilkł, ucisz mnie-
powiedział zalotnie i wplótł palce we włosy chłopaka. Przyciągnął go do siebie
bardziej i musnął lekko jego usta. Oblizał swoje usta i uśmiechnął się... stęsknił
się za kontaktem tego typu z inną osobą. Zsunął jedną dłoń na pośladki chłopaka
i ponownie złączył ich usta... tylko że tym razem nie był taki delikatny...
Może i był czuły, ale to nie znaczyło, że musiał być cały czas delikatny.
Zamruczał z aprobatą w usta chłopaka. Wsunął dłoń pod koszulkę Heecheona i
zaczął przesuwać opuszkami palców, to czasem paznokciami w górę i w dół...
Chciał znaleźć jakieś bardziej wrażliwe na dotyk miejsce, gdzie Heecheon lubił
być pieszczony.
Przejechał
językiem po dolnej wardze chłopaka, prosząc o dostęp do wnętrza jego ust.
SEO HEECHEON: Za dużo gadał.
Stanowczo za dużo. Ulżyło mi niemal, gdy zaczął coś robić zamiast gadać. Słowa
są bez sensu jeśli mają opisać to, co będzie się działo. to jak zniszczenie
dobrego filmu przez przedstawienie przed faktem wszystkich ciekawych fragmentów
i kluczowych zwrotów akcji. Jestem drobny, wątły, niższy od niego. Nie trudno
mnie odepchnąć w razie potrzeby. I tak właśnie należy postępować. Splotłem
palce dłoni na jego karku i mocno się o niego zaparłem wpijając się w jego
usta, gdy tylko poczułem na wargach jego język. Otworzyłem usta i łapczywie
zacząłem eksplorować jego wargi. Co chwila całowałem też jego podbródek i
policzki, by znów wrócić do jego warg, by wsunąć język do jego ust, ale i
zaprosić jego do moich własnych. Czułem jego dotyk na skórze. Lekko zadrżałem i
złapałem nieco ciężej powietrze, gdy jego paznokcie musnęły mój lewy sutek.
Odetchnąłem i przywarłem do jego ust na dość długi czas, jakbym nagle
zapomniał, że musimy obaj oddychać. Podczas tej czynności przeniosłem się też
nad niego. Klęczałem w rozkroku nad jego udami. Moje dłonie zsunęły się po jego
karku na ramiona. Moje dłonie nie są czułe, są silne i może nieco nieprzyjemne.
Zacisnąłem je lekko na jego barkach jakby sprawiało mi to jakąś dziwną
przyjemność. Cały czas miałem otwarte oczy i obserwowałem go spod przymrużonych
powiek. Jakbym chciał zrozumieć jak funkcjonuje.
KANG YONGSUN: Chłopak był
bardzo aktywny, jakby chciał odczuć najwięcej, bo zaraz miał nastąpić koniec
świata. Uśmiechnął się... Odwzajemniał pocałunki... Koszulka chłopaka go
denerwowała, więc bez większych ceregieli ściągnął ją z chłopaka i popatrzył na
drobne ciało. Zaczął zostawiać delikatne pocałunki na jego klatce piersiowej i
schodził niżej... do jego sutków... Palcami bawił się zapięciem od jego spodni.
Przez chwilę
uwagę poświęcił szyi chłopaka, miał bardzo delikatną skórę.
Nie odrywając
ust od ciała chłopaka, ściągnął z siebie marynarkę i opiął kilka guzików u
koszuli.
Na szczęście
kanapa była szeroka, więc bez ceregieli położył chłopaka na niej i już chwilę
jak predator przyglądał mu się z góry. Ściągnął trampki chłopaka i wrócił
ustami do pieszczenia jego delikatnej skóry... Uwielbiał rozpieszczać kochanków
w ten sposób, sprawiało mu to pewną satysfakcję kiedy słyszał ciche
pojękiwania... Chciał też usłyszeć te dźwięki z ust Heecheona. Pokój był
dźwiękoszczelny i bardzo prywatny więc nie martwił się o nagłą wizytę menadżera
baru.
SEO HEECHEON: Zdjął ze mnie koszulkę, a ja nie
protestowałem. Pozwoliłem mu na wszystko. Pozwoliłbym mu nawet na więcej, gdyby
tego chciał. Nie w mojej naturze było odmawianie. Położył mnie na kanapie, a ja
poczułem ciepło materiału pod plecami. Patrzyłem na niego, a moja klatka
piersiowa lekko falowała z każdym oddechem. Nie byłem typem sportowca, którego
ciało zapierało dech w piersiach, ale miałem świadomość, że mogę się podobać
innym. Właśnie przez te moją kruchość, która tak odbiegała od silnej, nieco
pokręconej psychiki. Po chwili obserwowanie mnie chłopak zdjął mi buty i wrócił
do pieszczenia ustami mojej skóry. To było miłe. Zamknąłem oczy i odchyliłem
lekko głowę do tyłu wciskając ją bardziej w poduszki ozdobne znajdujące się na
kanapie. Miałem lekko rozchylone usta. Wciąż. Co jakiś czas wydostawało się z
nich ciche westchnienie, które przechodziło w krótkie, niskie pomruki.
Mimo, że gra wstępna nigdy nie zaliczała
się do moich ulubionych fragmentów całej tej zabawy, przyjmowałem ją. I sam
często ją inicjowałem. Dlaczego? bo inni tego wymagali. Zawsze zdawałem sobie
sprawę z tego, że inni lubią pieszczoty, słuchanie jęków drugiej osoby, czucie
bliskości w pewnym sensie też emocjonalnej. Nie byłem najlepszy w te klocki,
ale się starałem najlepiej jak mogłem, by sprostać takim zadaniom. Uniosłem
ręce na jego przedramiona zaciskając palce na jego rękach. Oddychałem wolno, a
każdy mój wdech zajmował nadzwyczaj długo. Jakbym wstrzymywał oddech, by
dopiero po tym móc wypuścić powietrze z płuc.
KANG YONGSUN: Podobały mu się
reakcje Heecheona, chociaż musiał przyznać, że wolałby gdyby były trochę
głośniejsze... ale co mógł poradzić. Pozbył się reszty garderoby chłopaka i
przy okazji swojej. Miał nadzieję że chłopakowi nie przeszkadzał seks bez
lubrykantu, bo co jak co ale tutaj raczej by nie znalazł butelki...
Uśmiechnął się
do Heecheona i rozchylił jego nogi. Przysunął się do niego i pocałował go
mocno, a w międzyczasie zaczął go przygotowywać delikatnie do tego co miało
niedługo nastąpić. Nigdy nie był aż tak ostry żeby pomijać przygotowanie,
wiedział, że boli to jak cholera.
Kiedy
wystarczająco przygotował chłopaka, ułożył go wygodniej i bez większych ceregieli wszedł w niego. Jęknął cicho z powodu ciasnoty. Tak, tego mu
brakowało... miał nadzieję, że dostanie większy odzew. Poczekał aż chłopak
przyzwyczai się do jego obecności i zaczął się powoli poruszać w jego wnętrzu.
Westchnął i przyspieszył tempo...
SEO HEECHEON: Ja zaś nie uważałem, że seks bez
uprzedniego przygotowania boli, wręcz przeciwnie. Lubiłem lekką dozę bólu jaka
towarzyszyła tej czynności. Jestem dziwny, ale mi to nie przeszkadza. Nic mi
chyba nie przeszkadza. Dlatego może przyciągam. Bo na wszystko się godzę?
Możliwe. Podparłem się na przedramionach i nieco się uniosłem by widzieć lepiej
co się dzieje. Poczułem jego palce w sobie. Patrzyłem na niego z otwartymi
ustami oddychając ciężko. Pocałował mnie wówczas, a ja się nie opierałem.
Przygryzłem jego dolną wargę, starając się zrobić to delikatnie, gdy się już
lekko odsunął. Co jakiś czas delikatnie się krzywiłem, bo jednak obecność
‘czegoś’ w odbycie zawsze wywołuje dziwne sensacje. Mimo to było to nawet
przyjemne. W końcu chyba jednak uznał, że może zaczynać tę bardziej zabawną
część. Wsunął się we mnie, a ja poczułem cudowne uczucie towarzyszące tej
czynności. Może to dziwne, ale naprawdę lubiłem czuć jak rozpycha mnie od
środka penis innego faceta. Dziwne, choć nie aż tak niezwykłe. Pulsował z
podniecenia. Mój własny członek leżący na moim brzuchu też zadrgał. Opadłem z
powrotem na kanapę i po chwili lekko poruszyłem biodrami chcąc by zaczął się
poruszać. Uczynił to. Coraz szybciej i szybciej. Zacisnąłem zęby i zmrużyłem
oczy pojękując w rytm jego posunięć. Jedną prawą ręką masowałem swój członek,
chcąc czuć jak najwięcej, lewą zaś przesunąłem po jego dłoni, przedramieniu,
ramieniu, barku, boku, aż w końcu zatrzymałem ją na jego biodrze starając się
tym drobnym ruchem przyciągać go bardziej do siebie.
KANG YONGSUN: Poruszał się
coraz szybciej i w końcu usłyszał to co chciał. Miał satysfakcję że obie strony
czerpią z tego przyjemność. Nie zwracał uwagi na czas, ale trochę to trwało
zanim poczuł że jest już blisko.
Postarał się żeby
chłopak doszedł tuż przed nim, zastąpił jego dłoń swoją na jego członku i
poruszał nią w rytm swoich pchnięć. Całował jego szyję i twarz... Kiedy doprowadził chłopaka na szczyt pozwolił
i sobie dojść z jękiem. Wysunął się z Heecheona i patrzył się na niego z góry.
Starał się uspokoić swój oddech.
Opadł koło
chłopaka na kanapę i wpatrywał się w sufit. Po jakimś czasie wrócił mu oddech.
Tak, stanowczo brakowało mu tego odczucia błogości po orgazmie. Westchnął
cicho...
Spojrzał na
Heecheona, trochę spoconego... wyglądał bardzo apetycznie w tej chwili. Dużo
lepiej mu było bez ubrań.
Usiadł i rozejrzał się po pomieszczeniu, złapał za butelkę wody mineralnej i upił kilka łyków, po czym zaproponował wodę chłopakowi.
Bez pośpiechu założył z powrotem bokserki i spodnie...
znalazł niedaleko ręcznik i wytarł swój brzuch oraz Heecheona. Narzucił na
siebie koszulę i opadł na kanapę z powrotem. Maratonu raczej by nie przebiegł,
do tego jeszcze odczuwał skutki orgazmu.Usiadł i rozejrzał się po pomieszczeniu, złapał za butelkę wody mineralnej i upił kilka łyków, po czym zaproponował wodę chłopakowi.
SEO HEECHEON: Doszedłem przygryzając dolną wargę, a
moje mięśnie wykonały mimowolny skurcz który sprawił, że uniosłem się nieco w
górę jakbym dostał konwulsji. Stosunek fizyczny jest bardzo zwierzęcy,
nieatrakcyjny w myśl filozofii estetyki i taki naturalny zarazem. Chłopak
spuścił się we mnie, a ja czułem jego pulsujący penis jeszcze przez chwilę w
swoim wnętrzu, ale po chwili wysunął się ze mnie. Poczułem znów tą dziwną
pustkę, którą czuję za każdym razem… jakie to przewidywalne.
Całe zajście było… zbyt szybkie. Obserwowałem
chłopaka leżąc nago na kanapie i nie ruszając się ani o centymetr. Nie
widziałem potrzeby by szybko się ubrać ani ogarnąć. Nie staliśmy w ciemnej
uliczce do której ktoś mógł w każdej chwili wejść. Byliśmy w pomieszczeniu dla
vipów, które posiadało ochroniarzy ustawionych po zewnętrznej stronie którzy
pilnowali spokoju znajdujących się w środku gości. Chłopak wytarł moją skórę z
mojej własnej spermy i położył się obok mnie. Mój umysł szybko regenerował się
z zaćmienia po wysiłku fizycznym jakim był seks. Mimo to ciało, nie tak bardzo.
Pokiwałem głową odmawiając wody. Nie byłem spragniony, ani aż tak zmęczony. Nie
robiliśmy nic, co mogłoby być powodem prawdziwego zmęczenia. pot był dla mnie
rzeczą naturalną podczas tej formy wysiłku fizycznego. Zwłaszcza, że podczas
stosunku często lubiłem samego siebie podduszać przez odmawianie sobie
większych haustów powietrza, gdy czułem, że zbliża się orgazm. To też
wywoływało u mnie głośniejsze jęki w tym czasie, bo występowało niedotlenienie.
To też przyspieszało znacznie oddech po całej czynności. Przez chwilę jeszcze
leżałem bezwładnie na kanapie, aż w końcu szybkim ruchem usiadłem i pochyliłem
się by przysunąć bliżej siebie leżące na ziemi ubrania. Założyłem koszulkę,
powoli, bardzo niemrawymi, wręcz sennymi ruchami, pozwoliłem by materiał powoli
zakrył moją skórę. To też było przyjemne uczucie.
- Za dużo mówisz… - odezwałem się po
chwili, szeptem, jakbym mówił do siebie, albo do ściany naprzeciw mnie.
Wciągnąłem nogawki spodni i podskoczyłem
lekko na kanapie wsuwając je na tyłek. Wsunąłem stopy w buty, ale bardzo
niemrawo, dziecinnie, nawet do końca ich nie zakładając. Obróciłem się w stronę
chłopaka.
- Wielu nowopoznanych towarzyszy rozmowy
zabierasz w takie ustronne miejsca? – spytałem, a na mojej twarzy dostrzec
można było grymas, który sam nazywałem uśmiechem.
Pochyliłem się nad nim i zatrzymałem
zaledwie parę centymetrów nad jego twarzą.
- Lubię odgłos twojego oddechu – dodałem
cicho słuchając przyspieszonego, ciężkiego oddechu chłopaka.
Naprawdę lubiłem słuchać jak ludzie
oddychają w ten sposób. To wiele mówiło o tym co przeżyli i jak to przeżyli.
Interesujące.
KANG YONGSUN: - Nie
potrafię wszystkiego wyrazić, dlatego robię to słowami- wzruszył ramionami
i zwrócił swoją uwagę na coś innego. Przyglądał się chłopakowi, kiedy z
powrotem zakładał swoje ubrania. Upił kolejny łyk wody i niechętnie zapiął z
powrotem koszulę, marynarki jak na razie nie miał ochoty zakładać, w
pomieszczeniu było na to zbyt gorąco.
- Nie było
ich wielu... i raczej ląduję w ich mieszkaniach- powiedział. Grymas
Heecheona był naprawdę uroczy, uśmiechnął się lekko na ten widok.
Odetchnął
głęboko na słowa chłopaka.
- Nie krępuj
się, możesz słuchać dalej- powiedziawszy to zamilkł. Zwyczajnie przyglądał
się całej twarzy chłopaka. Musiał stwierdzić że miał bardzo wyraziste oczy,
ukrywał coś w sobie. Takie dwa czarne chochliki. Może i nie uśmiechał się
często, ale jego oczy wyrażały wiele.
Miał pełne usta
w ładnym ciemnym kolorze, teraz były trochę opuchnięte od namiętnych
pocałunków. Podobały mu się... Heecheon nie miał ani delikatnych ani mocnych rysów,
dało się odczuć japońskie pochodzenie... jak Koreańczyk wcale nie wyglądał.
Imię mogło zmylić.
To trochę
smutne, że właśnie w ten sposób w długich odstępach czasu pozwolił na ujście
swoich potrzeb. Mimo, że lubił seks... do tego trafiali mu się interesujący
partnerzy, ale nie było tego poczucia bezpieczeństwa i głupiej miłości. Jak
głupie księżniczki z bajek disneya, czekał na księcia na białym koniu.
SEO HEECHEON: Słuchałem jak powoli jego oddech się
wyrównuje i uspokaja. W końcu zaczął oddychać w sposób wyrażający jego myśli.
Gdy się smucimy lub gdy myślimy o czymś intensywnie oddychamy w inny sposób,
wiedzieliście o tym? Tak samo w momencie gdy staramy się coś zrozumieć. Nasz
oddech ma częstsze przerwy, jakbyśmy nie chcieli, by powietrze przeszkodziło
nam w odciągnięciu wątku myśli do końca. Jakby było za głośne i przeszkadzało.
Teraz sięgnąłem po wodę i napiłem się. Po
prostu. Nie odczuwałem wielkiego pragnienia ale nagle zachciało mi się pić. Nie
miałem ochoty na wodę tylko na coś słodkiego, ale woda jest zdrowsza i
niezbędna do przeżycia. Czyste fakty.
- Co cię trapi? – spytałem patrząc na
naklejkę na butelce wody. „Krystal” to dość popularna woda w Korei – O czym
myślisz? – odezwałem się znów przesuwając palcem po butelce.
KANG YONGSUN: Spojrzał bez
konkretnego wyrazu na chłopaka.
- Już dawno
z nikim nie uprawiałem seksu, ostatni raz chyba było z moim chłopakiem. Niczego
ci nie brak i to było bardzo przyjemne, ale jednak jak bez większego uczucia do
tego podchodzisz, to nie uzyskujesz całkowitej satysfakcji- powiedział- Coś
w tym stylu. Nigdy nie dostawałem dużo czułości i może dlatego tak wiele
dla mnie znaczy- dodał- I tak wiem, że za dużo mówię. Muszę czymś
zapełnić samotność.
Odwieczny
problem Yongsuna, czyli brak bliskich osób dookoła. Zajmował swój czas
obserwowaniem innych i próbowaniem odczytać co si kryje mniej więcej w głowie
drugiego człowieka. Najwyraźniej sam nie był zbyt interesującym okaze, dlatego
ludzie nie poświęcali mu za dużo uwagi. Sam nie wiedział co było nie tak, ze
ludzie nie chcieli utrzymywać z nim bliższych kontaktów. Osoby bardziej wredne
miały grono znajomych, a on dobrze wychowany nie miał praktycznie nikogo, o
ironio.
SEO HEECHEON: - Jeśli odpowiadasz na pytanie, nikt cię
nie wini za słowa – odpowiedziałem patrząc na butelkę jakbym się zastanawiał
czy warto zdrapać te naklejkę na niej, której prawy górny róg był nieco
naderwany – Słowa są niepotrzebne tylko w momencie, gdy ktoś prosi o czyny –
spojrzałem na niego i uniosłem lekko prawą brew – Każdy poza tym ma swoje
odczucia. Niektóre trzeba werbalizować. To daje pewne ukojenie… - mówiłem dalej
choć zazwyczaj szczędzę słów. Miałem jednak wrażenie, że tym razem muszę się
wysilić na nieco większe gadulstwo. Spojrzałem ponad niego, gdzieś za kanapie i
przechyliłem głowę na bok przyglądając się bliżej niezidentyfikowanemu czemuś z
wielką uwagą - …Samotność to jednak tylko nasz wybór. Nawet jeśli winimy za nią
innych ludzi – powiedziałem do pustki za kanapą.
I znów skierowałem wzrok na butelkę.
Upiłem jeszcze łyk wody i znów zacząłem ja kontemplować jakby była bardziej
interesująca niż każda inna butelka tego typu. A nie była. Po prostu skupiała
moją uwagę, to tyle. Samotność… hmmm… samotność jest zawsze naszym wyborem.
Odtrącenie, nie. Samotność jednak jest tylko i wyłącznie naszą zasługą. Zasługą
tego jak się zachowujemy, jak podchodzimy do siebie i innych ludzi w naszym
otoczeniu, jak ich traktujemy i jak patrzymy na nasze relacje z innymi. Samotność
sprawia, że mamy wokół siebie ludzi, ale nie przyjaciół. Odtrącenie sprawia, że
nie mamy nikogo. Nawet przelotnych znajomości. Odtrącenie leży w wyborze
innych. Samotność jest nasza. Moja samotność jest satysfakcjonująca. Daje mi
swobodę, bezpieczeństwo, ale i ludzi wokół.
KANG YONGSUN: - Czasem
niektórzy skazują cię na samotność, nawet kiedy się starasz, żeby tak nie było-
powiedział.- Częściowo samotność jest moim wyborem, bo należę bardziej do
grupy indywidualistów, ale nie pogardziłbym jakimś towarzystwem na stałe które
od czasu do czasu dałoby mi pomyśleć w spokoju.- wzruszył ramionami. Zawsze
pragnął przyjaciół, tylko że ludzi nie interesował aż tak bardzo. Był dobrym
kolegą bo zawsze służył radą, ale tak naprawdę nikogo nie obchodziło czy był
obok czy nie.
- Nie będę
przecież pchać się do kogoś na siłę skoro nie chce mnie w towarzystwie.-
prychnąłem- Dlatego mój drogi, samotności nie wybierasz zawsze. W samotności
zawarte jest wiele... Nie można na to patrzeć ogólnikowo.
Westchnął. Jego
poglądy, a zdanie Heecheona nieco się różniły, ale co mógł na to poradzić?
SEO HEECHEON: Skinąłem głową
jakbym chciał przyznać mu tym drobnym gestem racje, a potem spojrzałem na
niego.
- Skoro tak
uważasz – odezwałem się przyglądając się rozmówcy, potem jednak odłożyłem
butelkę i spojrzałem przed siebie – Nie ma sensu się o to kłócić… - szepnąłem
bardziej do butelki z wodą niż do niego.
Po chwili
wsparłem się rękami o własne uda i wstałem z kanapy. Obejrzałem się przez
ramię, na chłopaka, a moje rysy twarzy jakoś tak złagodniały. Nie byłem dobry w
uśmiechaniu się, a moje oczy często wyrażały niż ponad pustkę, jednak
potrafiłem manipulować mimiką twarzy tak, by w jakiś sposób oddała choć cząstkę
tego, co chciałbym wyrazić.
- Jutro czeka
nas filozofia z dr Byun … może będzie chciała porozmawiać o czymś innym jak
Kant i Pascal – odezwałem się jakbym nagle zapomniał o czym była ta rozmowa -
…może warto porozmawiać o tym z kimś, kto wie o egzystencji więcej niż
dwudziestoparoletnie osoby – szepnąłem jakbym bał się, że ktoś niepożądany może
usłyszeć, a potem skinąłem mu głową - Do zobaczenia na zajęciach – dodałem i
wyszedłem z pokoju.

Komentarze (0):
Prześlij komentarz
Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]
<< Strona główna