Poboczne historyjki - Haru 01
MIZUSHIMA HARU: Przerwa między zajęciami, idealny czas na to, żeby na szybko powtórzyć notatki by mniej więcej czaić o czym pepla wykładowca. Oczywiście Haru przyswoił sobie te informacje już wcześniej, ale jednak wolał przeczytać to wszystko jeszcze raz, żeby mieć pewność, że na pewno to wie. Tak więc przysiadł sobie na jednej z ławeczek stojących i rozłożył na kolanach jeden z notatników. Zanim jednak zabrał się za powtarzanie materiału wyciągnął z torby paczkę papierosów, po czym umieścił jednego pomiędzy wargami. Odpaliwszy go zaciągnął się dymem, który wypełnił jego płuca, by następnie białym kłębem wybyć z jego ust. Niby wiedział, że palenie skraca życie, niesie za sobą wiele nieprzyjemności i inne takie, ale przecież jak zapali jednego od czasu do czasu to nic mu się nie stanie. W sumie to po papierosy sięgał naprawdę rzadko, bardziej w towarzystwie niż gdy siedział sam, ale i wtedy się zdarzało, tak jak teraz.
Było trochę chłodno, i wiał lekki wiatr, ale to Haru nie przeszkadzało. Wolał świeże powietrze od kiszenia się w zamkniętych pomieszczeniach. A jakby otworzył okno to zaraz ktoś by się przyczepił, że się robi zimno. Tak na prawdę jakoś ekstremalnie niskich temperatur nie było, więc on zupełnie nie rozumiał, o co te wszystkie krzyki. Siedział sobie odziany tylko w szkolny mundurek, i musiał stwierdzić, że jest całkiem przyjemnie. Długie rękawy koszuli i marynarki wystarczająco chroniły go przez zimnem.
Gdyby ktoś zechciał zajrzeć mu teraz przez ramię, by móc przeczytać notatki musiałby się nieźle wysilić, no chyba że miał dobry wzrok. Bo nie dość, że niektórzy mówili, że ma damskie pismo, to Haru miał to pismo bardzo drobniutkie, i czasem naprawdę trzeba się było dobrze przyjrzeć, by móc przeczytać co on tam napisał. Ale jedno trzeba mu przyznać - notatki to on ma dokładne. Raczej nie pomija tego, co inni uważają za nieprzydatne informacje. Bo nigdy nie wiadomo kiedy, ale za to wiadomo, że się przydadzą.
Z ciekawości na chwilę oderwał wzrok od pokrytej literami kartki i rozejrzał się wokół siebie. Ale że jak to tak nikogo nie było? Naprawdę, ludzie nie potrafili dostrzegać piękna takiej pogody. Głośno westchnąwszy uwolnił ze swych płuc kolejny kłąb dymu, i powrócił do powtarzania materiału.
JUNG SOOJIN: Przerwa między zajęciami, beznadziejny czas gdy smacznie spało się na wykładzie, ale idealny gdy miało się strasznie męczące rzeczy na lekcji. Jung Soo Jin spotkało raczej to drugie, bo co tu dodać a co ująć miała superowy sprawdzian z akrobatyki, z której raczej nie jest najlepsza. Sprawdzian poszedł jej na tyle źle że znowu będzie miała ''korki'' z akrobatyki, a kto będzie ją tego uczył?
Pewnie ten sam chłopak, ale jest też szansa ze ktoś inny, bo raczej nic nie wyniosła z tych zajęć, no może nie z akrobatyki. Tak czy siak Soo Jin została tylko kontynuacja tych idiotycznych zajęć a potem cały dzień wolnego zaplanowany na dręczenie ludzi lub jakiejś wybranej przez nią ofiary.
Pierwsze jednak co zrobiła po dzwonku to pójście po swój najukochańszy telefonik do szatni i małe odświeżenie się po zajęciach. Gdy już to wszystko zrobiła postanowiła przejść się po uniwersytecie, no bo co niby miałaby robić na sali albo w szatni.
Kiedy tak przechadzała się po korytarzu spotkała wiele znajomych twarzy nauczycieli, uczniów a nawet i rodziców, ale o tym co w danej chwili ci rodzice tam robili było dla niej mało interesujące.
Jej życie w danej chwili było nudne, no bo co przechodzi się po korytarzu jak najgrzeczniejsze dziecko na świecie. Brakowało jej ofiary, osoby na której mogłaby się dzisiaj wyżyć. Dziewczyna szła tak w zamyśleniu gdy nagle wylądowała na dziedzińcu. Nie wiedziała kiedy, nie wiedziała jak ale przyszła i miała zamiar z tego skorzystać. Chcąc wyżyć się na kimkolwiek szybkim wzrokiem omiotła dziedziniec. Na dziedzińcu nie było za dużo osób jej uwagę zwróciły dwie dziewczyny oglądające coś na tablecie i chłopak palący papierosa i coś czytający. Jej uwaga skupiła się na chłopaku którego jakby już znała, chcąc przyjrzeć mu się z bliska ruszyła żwawym krokiem w jego stronę.
Będąc już w odległości kilkudziesięciu metrów poznała go, chłopczyka od akrobatyki który miał jej pomóc. Bez chwili wahania ruszyła w jego stronę i przechodząc koło niego zabrała mu papierosa.
-Nie wiedziałam że nasza akrobatka pali-skomentowała złośliwym tonem stając tuż koło niego z papierosem.
MIZUSHIMA HARU: No więc Haru sobie spokojnie siedział, z notatniczkiem na kolankach, nikomu nie przeszkadzając (no chyba że ktoś przechodził obok a nie przepadał za dymem papierosowym). Starał się jak najbardziej skupić na tym, co czytał, żeby rzeczywiście czegoś się nauczyć, coś z tego zapamiętać. Bo jeśli zrobi to teraz, później będzie wystarczyło tylko krótkie powtórzenie tego, a nie kucie na ostatnią chwilę. Taki sposób był prostszy, i zdecydowanie bardziej efektywny.
I gdy tak nie wadząc nikomu był zajęty własnymi sprawami, ktoś postanowił mu poprzeszkadzać. I był to ktoś, kogo chłopak zdecydowanie nie darzył sympatią. Że też musi trafiać w swoim życiu na takich ludzi... K
- SooJin... - powiedział powoli patrząc na dziewczynę, która tak perfidnie zabrała mu papierosa i teraz stała sobie przed nim nazywając go "gimnastyczką".No to już trzeba mieć coś nie tak z głową. Tak, Haru naprawdę nie lubił tej dziewczyny.
- Czego tym razem ode mnie chcesz? - zapytał zamykając notatnik. Kiedy przyszła do niego ostatnim razem skończyło się na tym, że musiał jej pomagać w akrobatyce, czego i tak nie zrobił. Nie jego wina, że dziewczyna nie jest wystarczająco rozciągnięta by zrobić niektóre rzeczy. Jakby go słuchała kiedy jej mówił, że bez ćwiczeń rozciągających nie ma szans zrobić niektórych rzeczy, to by nie miała takich problemów. No ale gdzie, z jakiej okazji bogata nadęta lalunia ma się słuchać kogoś kto jest w tej szkole tylko i wyłącznie dzięki stypendium? Z tym że Haru był pewien, że nie tylko on jej to mówił. No chyba że ona słucha tylko siebie. Ale to już nie jest jego wina. - Jeśli przyszłaś po to, żeby znowu prosić mnie o pomoc, to nawet nie masz co liczyć. Po ostatnim razie mam już zdecydowanie dość. - dodał. I miał gdzieś, czy będzie go o to prosił jej nauczyciel, dyrektor czy nawet prezydent. Zajęcia z tą dziewczyną jest jak zejście do piekła. A on tego dobrowolnie nie zrobi.
Pewnie niektórzy się zastanawiają, dlaczego Haru nie czepia się tego, że dziewczyna ukradła mu papierosa. No cóż, przecież nie będzie się czepiał, że wydłuża mu życie, prawda? W końcu każdy jeden wypalony papieros to krótsze życie.
JUNG SOOJIN: -Tak to ja w całej okazałości-powiedziała złośliwie. Poznała tego chłopaka jako swojego "trenera" od gimnastyki, niestety jakoś nie przypadli sobie do gustu między innymi dlatego, że dziewczyna co chwilę się z niego nabijała i wyśmiewała.
Zajęcia prowadzone przez tego chłopaka niestety nie wniosły nic do jej zajęć i przez to dziewczyna musiała prosić chłopaka o jeszcze kilka lekcji z których pewnie i tak będzie miała niezły ubaw.
-A czy ja muszę coś akurat od ciebie chcieć, może po prostu przyszłam się przywitać lub przeprosić za moje okropne zachowanie -odparła.
Jeszcze by ktoś uwierzył, przecież ona nigdy niczego nie żałuję a tym bardziej wyśmiewania się z tej podobnej do faceta niedorajdy. Niby taki inteligentny i wysportowany a tak naprawdę nie wiadomo czym on do diaska jest, może dziewczyną albo jakimś słabo rozwiniętym bachorem z chorobą fizyczną jak i psychiczną.
-Prosić to źle powiedziane, raczej kazać ci mi dawać te durne korepetycje ty karykaturo człowieka. A jeśli się nie to niestety dla ciebie nauka w tym uniwersytecie może się szybko zakończyć-oznajmiła. Soo Jin wiedziała że wytoczyła ostre działa, ale co zrobić przecież nie da się tak poniżać temu czemuś. Dziewczyna z niecierpliwością czekała na reakcję gimnastyczki była pewna że ta broń jeszcze jej się pewnie przyda szczególnie że teraz miała non stop spędzać czas z tym fajtłapą. Najlepsze jednak w tym wszystkim było to że dzieciakiem można było łatwo manipulować dzięki czemu dziewczyna z łatwością rządzić tego typu osobą. Soo Jin powoli zaczęła kończyć jego a raczej swojego papierosa który według niej już do niczego się nie nadawał. Po dopaleniu niedopałki dziewczyna rzuciła ją w stronę chłopaka.
MIZUSHIMA HARU: No trudno nie zauważyć. Nie no, naprawdę, dlaczego to musiała być akurat ona? Albo czy ona przynajmniej nie mogła być jakąś miłą dziewczyną, z którą szło by się jakoś dogadać?
- Błagam, weź mnie nie rozmieszaj. W życiu bym nie uwierzył, że nie masz jakiegoś interesu w tym co robisz. A przeprosiny to już by na bank z twoich ust nie padły. - powiedział patrząc na dziewczynę spod przymrużonych powiek. Gdyby spojrzenie mogło zabijać... SooJin pewnie już padłaby trupem. Ale niestety, ona sama też zdążyłaby tym uśmiercić Haru. A tego przecież byśmy nie chcieli, prawda? No bo co to był by za świat bez Haru? Heh, taki sam... Mało osób zauważyłoby jego brak. Ale jednak ktoś by zauważył. Tyle dobrze.
Wysportowanym to ja bym go raczej nie nazwała. On był giętki, wygimnastykowany i inne synonimy tego słowa, ale do wysportowanego było mu daleko. No i co najważniejsze - nie miał ciała typowego dla sportowca. To był raczej elastyczny patyk, niż typowy obraz sportowca.
- Chyba cię pojebało. - powiedział. Tak, wow, Haru potrafi kląć. O mój Boże, takie to straszne. Szczerze, nie robił tego często, naprawdę, wolał tego po prostu nie robić, bo to nic chwalebnego. Tyle że czasem się nie dało inaczej powiedzieć. A już szczególnie kiedy rozmawiało się z takim człowiekiem, który gdybyś się odezwał inaczej, też by ci to wytknął jako twoją złą i ośmieszającą cię cechę. Z takimi to nigdy nie wiadomo, jak postępować. - Nie zamierzam znowu bawić się z tobą w te głupie korepetycje, skoro nie bierzesz na poważnie moich rad i zaleceń. Powiedziałem ci wyraźnie, że bez ćwiczeń rozciągających nic nie zrobisz, a że masz to głęboko gdzieś, to już nie jest moja wina. - powiedział składając ręce na piersi.
Już miał zapytać, co niby ta dziewczyna może mu zrobić, jednak uświadomił sobie, że jednak dużo może. Pieprzyć te wszystkie bogate dzieciaki. Ehh...
JUNG SOOJIN: -Ciekawe, znamy się dopiero od kilku tygodni a gadasz tak jakbyś znał mnie od dzieciństwa-oznajmiła sztucznie zaskoczona. Zawsze tak było niby taka mała beznadziejna ofiara myślała że ją rozgryzła a tak naprawdę było inaczej jej jedyny interes w tym był taki że mogła się pośmiać z naburmuszonej buźki tego dzieciaka, bo tak naprawdę czego tu się bać ani to wysportowane, ani wygadane po prostu samo z siebie to coś robiło kompletną ofiarę. Jedynie z tymi przeprosinami gimnastyczka dobrze trafiła bo kto jak kto, ale ona na pewno za żadne skarby z własnej woli by nie przeprosiła.
-Nie wierze to ty umiesz kląć, gdybym wiedziała to bym naszą znajomość zaczęła w inny sposób moja ty "kochana" gimnastyczko-odpowiedziała chichrając się przy tym jak nie wiem co.
-Ej, ej to może w zamian za te korepetycje ja cię nauczę kląć niedorajdo-oznajmiła powstrzymując się przy tym od śmiechu. To było niesamowite to coś umie kląć, a więc teraz na pewno jest jakaś szansa że to człowiek, ale jeśli Soo Jin miałaby go nazwać chociaż chłopakiem to "wiosna" musiał się postarać. Ale z jednej strony to nie będzie łatwe, bo przecież kto normalny nazwałby swoje dziecko wiosna tym bardziej że to coś jest chyba płci męskiej.
-Nie masz wyboru, czy tego chcesz czy nie to ode mnie zależy czy zdasz czy też zostaniesz wyrzucony z uniwersytetu, hmm takie życie -powiedziała sarkastycznie. Pff...Soo Jin tak naprawdę było wszystko jedno z tymi korepetycjami, ale że trener tak się uparł to musiała to zrobić a niestety zależała też od tego jakaś ocena dla gimnastyczki, ale nie wiadomo jaka ponieważ kto by tam słuchał trenera gdy ma się lepsze rzeczy do roboty, na przykład uprzykrzanie życia ludziom takim jak akrobatka.
MIZUSHIMA HARU: - Nie potrzebuję znać cię długo, by móc przypuszczać jaka jesteś. Aż nazbyt to eksponujesz. - powiedział niemal na nią burcząc. Takich ludzi niestety bardzo łatwo ocenić, a te oceny również niestety są bardzo często w dużych stopniach trafne. Ach, a takich ludzi na świecie coraz więcej. Bo niestety, ludzie chamieją. Coraz bardziej i bardziej. To jest naprawdę przykre.
- Wielu rzeczy o mnie nie wiesz. - I raczej się nie dowie. - I, cholera jasna, przestań mnie nazywać gimnastyczką! - wydarł się na nią. No co za babsztyl no! Aż szkoda na nią słów! Ona czerpie aż taką przyjemność z dogadywania mu? No naprawdę, on nie będzie grał jakiegoś kozła ofiarnego. Co z tego, że to ona jest tu tą śliczną i bogatą? On też jest ,uroczy! I też jest bogaty! Wewnętrznie, ale jednak! Więc to on jest bardziej wartościowy. I w tym się chyba ze mną ludzie zgodzą. Mylę się?
- Wypchaj się, niczego nie musisz mnie uczyć. - warknął. Jak ona śmie?! To jest brak szacunku do osoby starszej! I to wielki brak szacunku! Że aż po prostu skręca człowieka od środka. Ale w sumie Haru nie był aż tak starszy.... No ale jednak był, tak? I on sobie nie życzył takiego traktowania!
Westchnął głośno. Tu niestety po części miała dziewczyna racje.
- W sobotę, w studiu tanecznym w podziemiach o siedemnastej. Minutę spóźnienia i możesz pomarzyć o tym, że będę te zajęcia dla ciebie prowadził. - po tych słowach wstał z ławki i po prostu sobie poszedł. Boże, dlaczego..



Komentarze (0):
Prześlij komentarz
Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]
<< Strona główna